poniedziałek, 10 marca 2014

Hardkorowo... czyli peeling do twarzy "Czysta Linia"!

Witajcie!

Na początku tego posta chciałabym Was przeprosić za moją kilkudniową nieobecność. Musiałam się też trochę pozbierać po tym, co zobaczyłam parę dni temu, a w weekend miałam zjazd w szkole. Te z Was, które lubią profil bloga na Facebooku pewnie kojarzą, o co chodzi z tym, co zobaczyłam... W telegraficznym skrócie mogłabym napisać, że złapałam focha na cały świat w związku z okrucieństwem, jakie spotkało pewnego małego kotka. Nie godzę się, nigdy się nie godziłam i nigdy się nie zgodzę na okrucieństwo wobec zwierząt, stąd to co zobaczyłam dosłownie mnie załamało. Ale dość już o tym... Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.

Zmieniając temat na mniej ponury - powyższy materiał na zupełnie inny post - dziś chciałabym pokazać Wam peeling do twarzy Czysta Linia, który dostałam w limitowanej edycji pudełka PinkJoy. 

Od producenta:

"Zawarte w peelingu drobiny pestek moreli wygładzają i delikatnie stymulują regenerację komórek skóry, a rumianek pomaga zmniejszyć podrażnienia i zaczerwienienia. Skóra staje się dokładnie wygładzona, oczyszczona i lepiej wchłania składniki zawarte w kremach czy maseczkach."

Opakowanie:

Peeling mieszka sobie w ładnej, zielonej tubeczce o pojemności 50ml. Niestety nie potrafię czytać cyrylicy więc niewiele Wam powiem odnośnie tego co jest na tubeczce napisane. Problematyczne jest to, że tubka nie jest przezroczysta i nie widać ile jeszcze produktu zostało, ale myślę że w przypadku peelingu da się to przeżyć.
Otwór tubki jest wystarczająco duży by nie utrudniać aplikacji kosmetyku. Ostatecznie to peeling do twarzy, więc nie potrzebujemy masakrycznie dużego dozownika - nie mówiąc już, że byłby problematyczny, bo co w przypadku zaaplikowania sobie zbyt dużej ilości? :)


Wygląd, zapach i konsystencja:

Powiem szczerze - kiedy czekając na swoje pudełko przeglądałam recenzje peelingu w sieci, byłam trochę przerażona. Na zdjęciach wyglądał jak mało zachęcająca, szaro-brązowa breja z drobinkami ściernymi. Dziś już tak nie zwracam uwagi na wygląd, a na działanie kosmetyku, ale wtedy byłam mocno zaskoczona :D Na szczęście w rzeczywistości nie jest tak strasznie. Peeling to średnio-gęsta masa koloru beżowego z zatopionymi w niej zmielonymi pestkami moreli. Bardzo dobrze rozprowadza się na skórze i dobrze się jej trzyma - nie ma problemu ze spływaniem. Pachnie przyjemnie, choć zdania bywają różne co do zapachu - jedni twierdzą, że pachnie owocami, a ja wyraźnie czuję rumianek. Pomimo niewinnego wyglądu drobinki pestek moreli są dość ostre i mocno ścierają naskórek, więc nie należy go używać częściej niż 1-2 razy na tydzień. Więcej może być po prostu za mocno... 


Złapałam dla Was trochę słońca. :)


Skład:
Aqua (woda), Prunus Armeniaca (Apricot) (morela), Silica (krzemionka, naturalny minerał, matuje), Glycereth-2 Cocoate (emolient, kondycjonuje), Cetearyl Alcohol (natłuszcza), Paraffinum Liquidum (parafina), Glyceryl Stearate(zmiękczacz, wrażliwców może podrażnić), Glycerin (gliceryna), Dimethicone (silikon), Zea Mays (Corn) Oil (olej z kukurydzy?), Kaolin (glinka, często występuje w naturze), Stearic Acid (stabilizator emulsji, ułatwia docieranie substancji aktywnych w głębsze warstwy skóry), Urea (mocznik, poniżej 10% nawilża, powyżej 10% złuszcza), Glycine Soya (Soybean) Oil (olej sojowy), Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower/Leaf Extract (ekstrakt z rumianku), Ethylhexylglycerin (konserwant pochodzenia naturalnego, humektant), Potassium Cetyl Phosphate (emulgator pochodzenia roślinnego), Palmitic Acid (składnik konsystencjotwórczy), Sodium Lauryl Sulfate (silny detergent), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (chemicznie zmieniony olej rycynowy), Sodium Sulfate (siarczan sodu), Triethanolamine (chemiczny regulator PH, wysusza, może być toksyczny jeśli stosowany długo), Sodium Chloride (sól, tu wzmacnia właściwości ścierne), Xanthan Gum (stabilizator, zagęstnik, nie wchodzi w konflikty ze skórą), Disodium EDTA (syntetyczny stabilizator, często zanieczyszczony, może działać drażniąco), Parfum (substancja zapachowa), Methylisothiazolinone (chemiczny konserwant, może wywoływać alergię), Phenoxyethanol (półsyntetyczny środek konserwujący, niby alternatywa dla parabenów, ale szkodzi układom nerwowym zwierząt), Butylphenyl Methylpropional(składnik kompozycji zapachowej), Hexyl Cinnamal (syntetyczna gliceryna użyta tu jako składnik kompozycji zapachowej, może uczulać), Limonene (składnik kompozycji zapachowej), Linalool (składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen)

Jak widzicie, skład średni. Jest trochę dobroci, ale jest też "trochę" chemii. No i parafina.

Wrażenia z używania:

Pomimo faktu, iż moja skóra jest w otwartym konflikcie z parafiną, postanowiłam wypróbować ten peeling. Używałam go od momentu otrzymania PinkJoy tak, jak jest zalecane - czyli 1-2 razy w tygodniu, nie dłużej niż 1 minutę. Zaraz po użyciu peelingu zapobiegawczo myłam twarz białoruskim żelem do mycia twarzy z tej samego boxa, ale nie wiem czy to pomogło parafinie w jakikolwiek sposób odczepić się od mojej twarzy :P

Pierwszą rzeczą jaką mnie zaskoczyła była ostrość drobinek - czułam się, jakbym przecierała sobie twarz papierem ściernym. Po zmyciu peelingu ciepłą wodą okazywało się jednak, że nie było aż tak źle - twarz była zaróżowiona, ale wygładzona i taka... ładna. Suche skórki zniknęły. Nie odnotowałam żadnych podrażnień, które mogłyby wystąpić po użyciu peelingu. Miły zapach umila użytkowanie.

Czy kupię ponownie?

Raczej nie, bo nie ma cudownego składu, do tego jest niedostępny w Polsce. Wiem że ma być dostępny w sklepie PinkJoy, który kiedyś w końcu ruszy - ale wciąż skłaniam się raczej ku spróbowaniu czegoś innego.

Pisanie posta nadzorował mój starszy kiciuś :)
Kociego nadzoru uniknąć się nie da!

Podsumowując: 3/5

Co o nim myślicie? Używałyście? A może macie jakieś propozycje co do peelingów "twarzowych"? :) 

Pozdrawiam i życzę tak ładnej wiosny jak ta za moim oknem!

21 komentarze:

  1. Ciekawią mnie te rosyjskie produkty, bo nie miałam okazji z nimi obcować :) Lubie wszelakie peelingi, nawet bym chętnie go wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to pierwszy raz z rosyjskimi produktami :) A peeling do twarzy - dobra rzecz, zwłaszcza jak pojawiają się suche skórki :D

      Usuń
  2. Szkoda, że ma parafinę w składzie :/ Raczej go nie wypróbuję, tym bardziej, że dostępność słaba :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem ma być dostępny w sklepie PinkJoy kiedy tylko ruszy, ale nie wiem w jakiej cenie - jest więc opcja go kupić, ale tylko w jednym miejscu. Stąd uwaga o niskiej dostępności :) I też byłam zła na parafinę w składzie, ale na razie nie broi...

      Usuń
  3. ja raczej ostatnio stawiam na peelingi entyzmatyczne albo z bardzo delikatnymi drobinkami ;) do ciała uwielbiam zdzieraki, ale na twarzy u mnie to nie przejdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto co lubi ;) Wciąż mam w szufladzie saszetkę peelingu enzymatycznego, ale jakoś boję się próbować :D

      Usuń
  4. Ja go bardzo lubię! zresztą wiesz : )

    OdpowiedzUsuń
  5. Posiadam ten peeling, ale czeka na swoją kolej ^^ Jestem bardzo ciekawa jak spisze się u mnie. Jednak najpierw muszę wykończyć peeling z BingoSpa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre podejście ;) Myślę, że nie będziesz zawiedziona - jeśli by pominąć skład, to nie jest źle :)

      Usuń
  6. ciekawy, myślę, że mogłabym polubić mimo składu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że spokojnie można znaleźć peelingi z gorszymi składami ;) Jednak ten wciąż ma parafinę i troszkę chemii, więc pomimo fajnego działania chyba nie dam mu drugiej szansy :)

      Usuń
  7. Zastanawiam się nad zamówieniem PinkJoy ale może zobaczę jeszcze kilka zawartości tych pudełek :) myślałam że ten peeling będzie fajniejszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dziewczyny, które są nim zachwycone :) Moim zdaniem PinkJoy idzie w coraz lepszym kierunku, zawartość pierwszego pudełka (nielimitowanego) była średnia, wszędzie parafina i parabeny i widziałam, że ludzie się skarżyli. W limitowanym z kolei tylko jeden kosmetyk zawierał parafinę i to był właśnie peeling, więc chyba słuchają sugestii klientów... Teraz mają włoskie pudełko, ale też czekam do ujawnienia zawartości. Nacięłam się na ShinyBox i chyba już niczego nie zamówię w ciemno...

      Usuń
  8. Jakbym już znalazła w pudełeczku to pewnie bym wypróbowała, jednak peelingi do twarzy to nie są kosmetyki, po które chętnie sięgam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory też raczej nie zwracałam uwagi na peelingi do twarzy i używałam ich sporadycznie, ale skoro już sam przyszedł... :)

      Usuń
  9. Hi dear ,woow you have a nice blog,I am your new follower.So if you have time,check out my blog ,hope you can follow back. =)
    http://obsessionwithfashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. I właśnie mi się przypomniało że skończył mi się mój peeling i trzeba zakupić nowy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie ostre peelingi w ogóle się nie sprawdzają, mam strasznie wyczuloną twarz na to. Stosuję enzymatyczne, udało mi się upolować fajnego shinyboxa z niedobitków grudniowych - 39zł, 4 produkty, w tym jeden peeling enzymatyczny z Organique za 73zł normalnie :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CZEMU JA TEGO NIE WIDZIAŁAM? :D Chociaż w sumie, nie ma gwarancji że trafi się akurat peeling - miałaś sporo szczęścia :D A co do peelingów enzymatycznych, mam saszetkę czekającą na zużycie ale jakoś nie mogę zaufać czemuś co rozpuszcza martwy naskórek :( za każdym razem kiedy chcę spróbować boję się, że wypali mi twarz... :D :D :D

      Usuń

Zachęcam do komentowania - jestem początkującą włosomaniaczką, więc w przypadku pisania przeze mnie bzdur wszelkie poprawianie jest jak najbardziej mile widziane ;)
Pamiętajmy jednak o tym, że dyskusja NIE POLEGA na wzajemnym obrzucaniu się błotem. Chyba nie jesteśmy tutaj, by psuć sobie humory, prawda?

 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design