Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 grudnia 2015

B.app - Beauty Application - Kuracja keratynowa na rozdwojone końcówki


Jako uczulona na fryzjerskie nożyczki posiadaczka długich, zniszczonych farbowaniem, przerzedzonych od połowy długości i porozdwajanych na końcach włosów jestem po prostu skazana na używanie kosmetyków dedykowanych dla włosów rozdwajających się. Nasze włosy codziennie są narażone na szkodliwe działanie deszczu, wiatru, zmiany temperatur, a także uszkodzenia mechaniczne – nie wiem jak Wam, ale mi zdarza się zahaczać włosami o klamki, gałęzie, często też niechcący „przytrzaskuję” je paskiem od torby, od spodni, a nawet…zamkiem błyskawicznym w kurtce. Jasne, kosmetyki nie obronią ich przed wszystkim, ale mogą przynajmniej trochę pomóc w niektórych kwestiach.


czwartek, 9 lipca 2015

Staroałtajska maska do włosów Babuszki Agafii

Staroałtajską maskę do włosów Babuszki Agafii pokazywałam już Wam przy którymś poście z nowościami. To moje drugie podejście do niej - miałam ją opisać dla Was wcześniej, ale padł mi pendrive na którym trzymam materiały na bloga, a maskę zdążyłam już zużyć więc nie miałam jak zrobić kolejnych. Mój błąd, moja wina, ale to nic - nadrobię to przy okazji dzisiejszego postu.
Babuszkę Agafię zna chyba każda Włosomaniaczka - z doświadczenia lub ze słyszenia, początkująca czy zaawansowana. Receptury Babuszki Agafii to linia kosmetyków naturalnych stworzona przez firmę Piervoe Reshenie, powstała w oparciu o receptury znanej uzdrowicielki Agafii Ermakovej, przekazywane i doskonalone z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu możemy ich używać także my, zwłaszcza, że dostęp do nich jest coraz łatwiejszy dzięki sklepom internetowym :)

niedziela, 27 lipca 2014

Orientana, Ajuwedyjska Terapia do Włosów

Dziś na tapetę weźmiemy ajurwedyjski olejek polskiej produkcji. Ciekawie brzmi, prawda? A za olejkiem tym stoi Orientana - polska firma produkująca naturalne kosmetyki zawierające ekstrakty z roślin azjatyckich. Bez chemii, parabenów, ropy naftowej w różnych postaciach, silikonów, PEG-ów, szkodliwych barwników czy syntetycznych zapachów. Brzmi fajnie? Podejrzewałybyście, że taka firma istnieje na naszym, polskim podwórku? Ja nie podejrzewałam, i jestem tym mile zaskoczona.


Olejek ajurwedyjski trafił do mnie za sprawą wyprzedaży blogowej, na której nabyłam go w śmiesznej cenie 5zł. Marka była mi wówczas kompletnie obca i w związku z tym nie wiązałam z tym produktem zbyt wielkich nadziei, nie rzuciłam się też do testowania go zaraz po tym, jak trafił w moje ręce. Jakoś tak wyszło, i... to był błąd.


55ml złotego olejku mieszka sobie w małej, plastikowej buteleczce opatrzonej etykietą średnio pasującą estetyką do mojego wyobrażenia o kosmetykach ajurwedyjskich, ale wciąż całkiem estetyczną. Buteleczka, która trafia do nas całkowicie ofoliowana, zakończona jest białą zakrętką. Przy pierwszym użyciu po prostu otworzyłam zakrętkę i przechyliłam buteleczkę, chcąc wydobyć olejek - a tu na dłoni pustynia... Jak się okazało, buteleczka w środku zabezpieczona jest jeszcze plastikowym korkiem - by olejek nie wylał się po przewróceniu się buteleczki czy też w transporcie. Jak widać, firma pomyślała o wszystkim :) choć moim zdaniem korek powinien mieć jakąś wyciągajkę - niemiłosiernie go zniszczyłam ciągłym wyciąganiem za pomocą ostrych narzędzi i przez to nie nadaje się do pokazania.


Orientana pozytywnie zaskoczyła mnie szczegółowym opisem składu tego olejku, zamieszczonym w swoim sklepie internetowym - dzięki temu mogę Wam zaprezentować baaardzo szczegółowe informacje :) A oto skład (uwaga, będzie dłuuuugo):

Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy) - chroni się włosy przed postępującymi uszkodzeniami łusek, pielęgnuje i odżywia
Sesamum Indicum Oil (olej sezamowy) - pielęgnuje włosy, reguluje pracę gruczołow łojowych
Lactobacillus/ Lac Ferment (ferment mleczny) - pielęgnuje, odżywia, regeneruje i wzmacnia włosy
Nilibhrungandi Oil - odżywia cebulki włosowe, wspomaga porost włosów
Elettaria Cardamonum Seed Oil (olej kardamonowy) - działa wspomagająco
Ferri Peroxi Dumrubrum - zapobiega przedwczesnemu siwieniu i wypadaniu włosów
Eclipta Alba Powder - zapobiega siwieniu wlosow i przedwczesnemu wypadaniu
Terminalia Chebula Extract (ekstrakt z migdałecznika) - pomaga domknąć rozszerzone pory skórne, odżywia
Sugandhit Dravya Extract - odświeża i nadaje zapach
Centella Asiatica Leaf Extract (ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej) - wzamcnia skórę głowy, stymuluje wzrost włosów
Jasminum Officinale Flower Oil (olejek jaśminowy) - pielęgnuje skórę
Abrus Precatorius Root Extract (ekstrakt z korzenia paciorecznika)- działa przeciwalergicznie, przeciwbakteryjnie i bakteriobójczo
Citrullus Colocynthis Fruit Extract (ekstrakt z owocu arbuza kolokwinty) - przyspiesza wzrost włosów i zapobiega wypadaniu
Triticum Vulgare Germ Oil (olejek z kiełków pszenicznych)- odżywia włosy i odmładza skórę
Citrus Medica Vulgaris Peel Oil (olejek z skórki cytryny)- działa przeciwświądowo, przeciwzapalnie, odkażająco, uszczelniająco
Datura Stramonium Leaf Extract (ekstrakt z bielunia) - działa przeciwłupieżowo i zapobiega wypadaniu włosów
Indigofera Tinctoria Extract (ekstrakt z indygowca) -podkresla kolor włosów, silnie odżywia
Nardostachys Jatamansi Oil (olejek ze szpikanardu)- stymuluje wzrost włosów, zapobiega ich wypadaniu oraz opóźnia siwienie
Pongamia Glabra Seed Oil (olejek karanja) - tonizuje skórę głowy i kondycjonuje włosy
Azadirachta Indica Leaf Extract (ekstrakt z miodli indyjskiej) - ujędrnia, wzmacnia i regeneruje skórę, łagodzi stany zapalne (przetłuszczanie, zaczerwienienia, łupież)
Lawsonia Inermis Extract (ekstrakt z lawsonii) - rekonstruuje włosy, dodaje im życia i blasku, zapewnia im głębokie nawilżenie i pozostawia je miękkie. Ponadto sprawia, że nasze włosy są odżywione, grubsze i lśniące.
Berberis Aristata Root Extract (ekstrakt z korzenia berberysu) - ma właściwości przeciwłupieżowe, działa leczniczo w schorzeniach skalpu, zapobiega wypadaniu włosów, działa przeciwpasożytniczo
Anacyclus Pyrethrum Root Extract (ekstrakt z bertramu lekarskiego) - ma właściwości przeciwłupieżowe, działa leczniczo w schorzeniach skalpu, zapobiega wypadaniu włosów
Acorus Calamus Root Oil (ekstrakt z korzenia turzycy słodkiej) - dzięki swoim właściwościom drażniącym powoduje przekrwienie skóry i usunięcie szkodliwych produktów przemiany materii, poprawia odżywienie mieszków włosowych i stymuluje wzrost włosów
Glycyrrhiza Glabra Root Extract (ekstrakt z korzenia lukrecji) - działa antybakteryjnie oraz zmniejsza produkcję sebum, wzmaga natomiast regenerację komórek skóry, bardzo dobrze nawilża.

Super. Nic dodać, nic ująć :) Faktycznie żadnej chemii czy konserwantów... 100% natury, a to wszystko w cenie 15zł.

Co do tego jak olejek się sprawdził:

Jak już wspominałam, nie pokładałam w nim zbyt wielkich nadziei. Ot, olejek. Używałam go w miarę regularnie, nakładając go na skórę głowy na całą noc poprzedzającą mycie włosów. Nie spowodował u mnie żadnych podrażnień, choć czasem odczuwałam delikatne (acz przyjemne) mrowienie skóry głowy. Używałam go ponad miesiąc, może półtora. 
Mało już zostało tego złota w płynie :(

Z racji małego doświadczenia w stosowaniu kosmetyków przeznaczonych głównie do skalpu, było mi początkowo ciężko nanosić go na skórę. Nakładałam go albo za dużo, albo babrałam przy tym włosy, co wpływało na zużycie. Choć włosom wyjątkowo by smakował, nałożyłam go na długość jedynie raz - pierwszy w składzie jest olej kokosowy, a nie byłam pewna jak włosy na niego zareagują.

Czy zredukował wypadanie? Owszem. Na szczotce zostaje mniej włosów, ale dużo bardziej spektakularny jest wysyp baby hair. A tych pojawiła się cała armia! Są króciutkie, malutkie i jaśniutkie, więc musiały wyrosnąć właśnie w trakcie testowania olejku. Zakola również są jakby mniej widoczne, ale podejrzewam że pełen efekt zobaczę dopiero, kiedy w końcu ufarbuję włosy. :) Mam tylko nadzieję, że efekt się utrzyma... :D

Podsumowując - u mnie sprawdził się świetnie i polecam wypróbować każdemu, kto boryka się z problemem rzadszych czy wypadających włosów. Niniejszym olejek dostaje najwyższą ocenę w kociej skali - 6 :) Aż chce się powiedzieć "dobre, bo polskie" :)

Pozdrawiam! 


sobota, 19 lipca 2014

Nafta kosmetyczna - sprzymierzeniec czy wróg?

Witajcie!

Sobotni poranek. Niby idealny dzień, by odespać trudy tygodnia, jednak byłam zmuszona wstać o 5 rano. I tak będzie przez cały następny tydzień... Nie ma zmiłuj, trzeba się przyzwyczajać - od października to będzie prawdopodobnie moja stała pora wstawania... :(

Te z Was, które są ze mną nieco dłużej na pewno pamiętają, że nie lubię się zbytnio z parafiną. No, przynajmniej jeśli chodzi o skórę twarzy - na ciele nie robi mi większej krzywdy, ale z twarzy potrafi mi zrobić piękne pole minowe. Odkąd nie używam kremów z parafiną, moja cera znacząco się poprawiła - większe krostki zdarzają mi się rzadko, a większość zaczerwienień jest rezultatem złych nawyków - jeśli widzę zaskórnika czy małą krostkę, często nie umiem utrzymać łapek przy sobie :( Człowiek (czy też kot) jednak całe życie uczy się czegoś nowego i zdziwienie moje było wielkie, kiedy dowiedziałam się o cudownym działaniu parafiny położonej na włosy. 

Źródło: http://www.annacosmetics.pl/pl/nafta-kosmetyczna.html

Nafta kosmetyczna, czyli nic innego jak płynna parafina w butelce, jest środkiem od lat stosowanym przez nasze mamy i babcie - którym często zazdrościłyśmy gęstych, mocnych włosów. Maseczka z nafty i żółtka jajka przeszła już do historii jako świetna odżywka do włosów i sama nieraz słyszałam, że powinnam takiej spróbować, ale jakoś niespecjalnie się do tego paliłam. Los jednak chciał, że jakiś czas temu wpadła w moje łapki nafta kosmetyczna zakupiona na wyprzedaży blogowej... i zaczęłam trochę drążyć temat.

Okazuje się że - tak jak w przypadku skóry - nafta kosmetyczna tworzy na włosach warstwę okluzyjną - czyli zapobiega uciekaniu z nich wilgoci. Ponadto nabłyszcza, zapobiega elektryzowaniu się i puszeniu włosów, a stosowana na skalp jest podobno w stanie zawalczyć z wypadaniem, zlikwidować łupież i poprawić ukrwienie skóry głowy. Przyznam się bez bicia - nie odważyłam się zastosować nafty na skalp. Ostatecznie to jednak parafina - nie byłam pewna jak zareaguje moja skóra, poza tym obecnie "męczę" skalp olejkiem od Orientany.

Źródło: http://i.iplsc.com/-/00038RAFGGTVVR9X-C303.jpg

Jak stosować?
Nakładamy naftę na 15min przed myciem włosów, po upływie podanego czasu myjemy włosy... i voila! :)
Jednak ważną rzeczą jest by pamiętać, że naftę nakładamy na uprzednio nawilżone włosy - inaczej parafina może utrudnić nawilżenie włosów i w konsekwencji je przesuszyć. Nie można jej też stosować zbyt często - sama stosuję raz-dwa razy w tygodniu, choć czytałam że niektóre dziewczyny stosują naftę trzy razy w tygodniu.
Stosowanie nafty kosmetycznej może być uciążliwe ze względu na dość nieprzyjemny zapach. Powiedzmy sobie szczerze - daleko mu do róż :( Pachnie po prostu jak ropa naftowa. Sama przy naftowaniu najczęściej otwierałam okno, bo nie mogłam tego wytrzymać. Całe szczęście, że po myciu włosów zapach nie pozostaje...


Czy warto?
Nafta jest taką troszkę bronią obosieczną. Stosowana z uwagą zdecydowanie jest w stanie pomóc - jednak używana bezmyślnie może nabroić i przesuszyć nam włosy. Za pierwszym razem położyłam naftę bez wcześniejszego nawilżania no i, cóż... Po pierwsze - spuszyły się (choć nie powinny), po drugie - przesuszenie było dość szybko widoczne, ale nie było też na tyle drastyczne by nie móc się z nim uporać. Nauczona doświadczeniem, póżniej przed zastosowaniem nafty kładłam na włosy odżywkę d/s, trzymałam 10-15 min, psikałam włosy naftą i czekałam kolejne 15 min, myłam włosy szamponem bez SLS (choć wiele dziewczyn poleca właśnie taki z SLS) i ponownie nakładałam odżywkę d/s. Po spłukaniu nakładałam do kompletu serum silikonowe i uzyskiwałam bardzo fajny efekt. Bardzo wygładzone i błyszczące włosy, mięciutkie, i takie... sypkie. Myślę, że gdybym zastosowała lepszą, lepiej nawilżającą odżywkę (bo obecna niestety średnio sprawdza się na moich włosach), efekt mógłby być znacznie lepszy.

Nafta kosmetyczna jest w mojej pielęgnacji nowością, jednak myślę, że w niej zostanie - pomimo ogólnej niechęci do parafiny. Oczywiście, nie jako zamiennik olejowania, a dodatek do niego. :)

Źródło: http://www.ceneo.pl/2531088

Gdzie kupić i jaką wybrać?
Jeśli chodzi o rodzaj nafty - jest ich naprawdę wiele. Dla przykładu - moja nafta jest wzbogacona biopierwiastkami, ale są też takie z wyciągiem z czarnej rzodkwi, z aloesem, z sokiem z pokrzywy... Czego tylko dusza zapragnie :)
Ze swojej strony mogę jednak polecić zakup nafty z pompką - jest bardzo wygodna w stosowaniu. Psikamy i gotowe :)

Używałyście? Jak sprawdzała się u Was?

Pozdrawiam! I idę szukać chłodniejszego kąta... :)


piątek, 20 czerwca 2014

Włos ma głos: GREENelixir Argan Oil - serum na końcówki z olejkiem arganowym

Cześć wszystkim!

Dziś piszę do Was JA - Koci Włos. Zabieram dziś głos w imieniu wszystkich koleżanek i kolegów Włosów, które to rude babsko od lat katowało farbami we wszystkich możliwych kolorach i dopiero rok temu zrozumiała, że powinna inaczej o nas dbać. Niby lepiej późno niż później... cieszymy się niezmiernie. ;)

(Zapytacie zapewne, gdzie też podziała się Kicia - zapewniam, że nic jej nie grozi. Siedzi sobie grzecznie przy laptopie i uczy się na niedzielny egzamin, oglądając samouczki. Grzecznie, bo zakneblowana i przywiązana do krzesła niezbyt ma jak rozrabiać... :D Wróci, jak w końcu pojmie to, czego ma się nauczyć, obiecuję!)

Jak już wspomniałem, przez ostatnie kilka lat Włosy Kota przeszły wiele. Farbowanie byliśmy w stanie jeszcze znieść, ale zdarzyło jej się również kilka razy nas rozjaśnić (po nieudanym farbowaniu). Tego, w połączeniu z nieodpowiednią pielęgnacją, nie daliśmy już rady wytrzymać. Patrzyłem z przerażeniem, jak koleżanki i koledzy Włosy zaczynają się rozdwajać czy łamać... Wyobraźcie sobie, że ktoś z Waszych znajomych nagle rozdzielił się na dwoje, albo odłamała mu się ręka. To była prawdziwa trauma! :( Niestety, prośbą czy groźbą, nie udało mi się tego zatrzymać - a że silikony były w dosłownie każdym kosmetyku, problem został wykryty przez Kota dość póżno.

Wy, Ludzie, nosicie w zimę grube kurtki, prawda? Chronicie się w ten sposób przed zimnem. Kiedy pada deszcz, chowacie się pod parasolem, a kiedy świeci słońce - szukacie jakiegoś nakrycia głowy. Dlaczego tak wiele z Was uważa, że my, Włosy, nie zasługujemy na podobną ochronę? My też chcemy taką kurteczkę, która będzie nas chronić przed uszkodzeniami i czynnikami atmosferycznymi! :( Takie kurteczki nie są drogie, są sprzedawane w formie płynnej w małych, uroczych buteleczkach i są łatwe w aplikacji. Mówię tu o kurteczce w formie silikonowego serum do włosów.
Dla przykładu, po lewej widzicie teraz model, którym ostatnio raczyła nas Kicia. :)

GREENelixir Argan Oil przykuło jej uwagę w Biedronce. Było akurat w promocji (chyba w cenie 3,99zł), więc wzięła - nie wiedziała jeszcze, że w konkursie wygrała inne. Tamto wygrane powędrowało na półeczkę oczekujących, a GREENelixir było od tamtego czasu intensywnie testowane. Nakładane po każdym myciu na jeszcze wilgotne Włosy, by ochronić je przed zniszczeniami.

Na pudełku można przeczytać:
"Argan Oil Serum - olejek arganowy jest produktem regeneracyjnym, nawilżającym, chroniącym włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Nadaje połysk, likwiduje matowość. Działa przeciwstarzeniowo, powstrzymuje wolne rodniki, nawilża i napina skórę. Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Wzbogacony o olejek jojoba i słonecznikowy.
Sposób użycia - najlepiej nałożyć olejek na wilgotne włosy, szczególnie na ich końce, nie spłukiwać. Może być również stosowany na suche włosy. Olejek można też dodawać w niewielkiej ilości do farb podczas farbowania włosów, aby zwiększyć połysk i chronić włosy."


Skład:
Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Dimethicone (silikon zmywalny łagodnym detergentem), Dimethiconol (silikon zmywalny łagodnym detergentem), Caprylic/Capric Trigliceryde (natłuszczacz i wygładzacz naturalnego pochodzenia), Parfum(Fragrance) (kompozycja zapachowa), Linalool (składnik kompozycji zapachowej, może uczulać), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, może uczulać), Argania Spinosa Kernel Oil (olejek arganowy), Benzophenone 3 (filtr przeciwsłoneczny pochodzenia chemicznego), Simmondsia Chinensis Oil (Simmondsia Chinenses (Jojoba) Seed Oil) (olej jojoba), CI26100 (D&C Red n17) (barwnik), CI47000 (D&C Yellow n11) (barwnik), Butylene Glycol (alkohol o działaniu podobnym do gliceryny, używany jako rozpuszczalnik dla innych skladników), Heliantus Annuus Seed Extract (Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Extract) (wyciąg ze słonecznika), CI61565 (D&C Green 6) (barwnik)

Pewnie zdziwiłyście się, że zaznaczyłem silikony na zielono. To właśnie one tworzą nam nasz ochronny płaszczyk i ich obecność jest w takim kosmetyku wręcz pożądana. W innych kosmetykach byłyby zapewne zaznaczone na czerwono, ale w tym konkretnym przypadku dobrze, że tu są.
Osobiście mam kilka zastrzeżeń do składu. Olejek arganowy jest zaraz po substancji zapachowej (a jak wiemy, tej zazwyczaj nie ma dużo). Zapach jest słodki, dość specyficzny, ale nie w tą złą stronę. Olejek jojoba i wyciąg ze słonecznika są niżej. Jest tu sporo barwników, dodanych tylko po to, by kosmetyk cieszył oczy, ale w przypadku pielęgnacji włosów nie odgrywają one roli. Widywałem lepsze składy...

Nie wspomniałem jeszcze o opakowaniu!
A ono jest po prostu małą, plastikową, przejrzystą buteleczką o pojemności 20ml. Nadruki są dość proste, jednokolorowe, ale estetyczne. Niestety, opakowanie ma swoje wady... Wiecie, ja jako Włos nie posiadam dłoni, ale nieraz słyszałem klnięcie pod nosem, cytuję: "o żesz, znów wylałam zbyt dużo". Uważam, że opakowania takich kosmetyków powinny mieć pompki - w innym wypadku są po prostu niepraktyczne. Niby można przelać nadprogramową ilość z powrotem do buteleczki (albo nałożyć na włosy ryzykując ich obciążenie, o co nietrudno), ale po co, skoro pompka rozwiązałaby problem o wiele lepiej?

Czy Włosy Kota były zadowolone z kosmetyku?
Szczerze mówiąc, opinie są podzielone. Były dni, kiedy efekt działania był świetny - miękkie, ładnie wyglądające Włosy. Były dni, kiedy serum nie robiło kompletnie nic. Kosmetyk mimo tak reklamowanej zawartości dobroci w składzie nie odżywiał zbyt dobrze, właściwości ochronne również spełniał - moim zdaniem - średnio. Osobiście mam nadzieję, że to opakowanie będzie ostatnim. Pamiętam przynajmniej dwa produkty, które spełniały się w swojej roli o wiele lepiej...

Oceniam na 3/6.
A teraz zmiatam, autorka tego bloga powoli uwalnia się z więzów :)

Pozdrawiam w imieniu swoim i Kota! :)
Koci Włos

niedziela, 4 maja 2014

Odżywka Timotei Precious Oils - czy sentymenty popłacają?

Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie maleńkim sukcesem, którym była pierwsza w życiu naprawa laptopa! Mała rzecz, a cieszy - mimo tego, że pierwotna diagnoza nie okazała się wszystkim, co trzeba było poprawić. Poza tym cieszę się piękną majówkową pogodą... zza okna. A Wy jak spędzacie majówkę? :)

Timotei jest jedną z tych firm, które kojarzę jeszcze z dzieciństwa. Pamiętam kasety z muzyką, które przez chwilę dodawali jako prezent do swoich produktów i chyba koszyczki, które wchodziły chyba w skład jakiegoś zestawu. Ciężko mi sobie przypomnieć dokładnie, bo miałam ledwo kilka lat, ale muzykę pamiętam wyraźnie :)
Odżywkę do włosów, o której będzie mowa, kupiłam w czasie jakiejś zimowej promocji w Biedronce. Nie kosztowała dużo (coś mi się plącze w głowie, że 4,99zł?), miałam sentyment do marki, i akurat potrzebowałam odżywki - więcej argumentów nie było mi trzeba. Wzięłam opakowanie do łapki, czytam... a tam ekstrakt z jaśminu, olejek arganowy, migdałowy... Poleciała do koszyka :)

Odżywka przeznaczona jest do włosów normalnych i suchych. Zamknięta w ładnej buteleczce z perłowobiałego/beżowego plastiku, opatrzona dwoma etykietami - z czego przednia jest całkiem estetyczna, a do przeczytania tylnej mogą być w niektórych przypadkach potrzebne okulary. Butelka o pojemności 200ml zakończona jest zielonym wciskanym dozownikiem, który daje nam odpowiednią ilość produktu. Producent, jak wiele innych firm, dał się ponieść modzie na zero parabenów czy barwników i takie obietnice też umieścił na opakowaniu.

Opis producenta:
"0% parabenów. 0% barwników. Do włosów normalnych lub suchych.W delikatny sposób nawilża włosy. Bogata, upiększająca formuła z organicznym ekstraktem z jaśminu, drogocennym olejkiem arganowym oraz olejkiem migdałowym, która intensywnie nawilży nawet suche włosy aby uszlachetnić ich piękno. Napełnia włosy żywym blaskiem i nadaje subtelny zapach. Pomaga uzyskać jedwabiste w dotyku i lśniące włosy każdego dnia."

W promocji udało mi się ją kupić za - tak mi się wydaje - 4,99zł, ale widzę że można ją upolować za około 10zł.

Taki ładny dozownik :)

Skład:
Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (natłuszczacz), Dimethicone (silikon zmywalny łagodnym szamponem), Stearamidopropyl Dimethylamine (antystatyk, ułatwia rozczesywanie, naturalna odżywka do włosów, fajnie działa na strukturę włosów i skórę głowy), Jasminum Officinale (Jasmine) Flower Extract (wspomniany ekstrakt z jaśminu), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Behentrimonium Chloride (konserwant, mocno oczyszcza skórę i włosy, ma właściwości antystatyczne, wygładza, ułatwia rozczesywanie), Paraffinum Liquidum (parafina), Amodimethicone (silikon zmywalny łagodnym szamponem), Cetrimonium Chloride (konserwant, nabłyszcza, ułatwia rozczesywanie), Glycerin (działa osłonowo, łagodzi, nawilża, wygładza), Parfum (kompozycja zapachowa), Sodium Chloride (zwykła sól kuchenna), Dipropylene Glycol (substancja rozpuszczająca pochodzenia chemicznego, dająca się zmieszać z wodą, służy jako substytut gliceryny), Disodium EDTA (stabilizator pochodzenia chemicznego, często zanieczyszczony konserwant), PEG-7 Propylheptyl Ether (według znalezionych informacji bezpieczny i wzmacnia włosy, ale jeśli ktoś wie lepiej - proszę mnie poprawić), PEG-150 Distearate (emulgator, regulator lepkości), Lactic Acid (kwas mlekowy), DMDM Hydantoin (popularny konserwant, w odpowiednich warunkach może uwalniać formaldehyd – substancję rakotwórczą i drażniącą, ale słabo wchłanialną z poziomu skóry. Wrażliwcy, uważajcie. Nie stosować w okresie ciąży i laktacji), Phenoxyethanol (konserwant,  (niby bezpieczniejsza alternatywa dla parabenów), Butylphenyl Methylpropional (składnik kompozycji zapachowej), Linalool (składnik kompozycji zapachowej)
Malutka czcionka... ale za to opis w 4 językach.

To odżywka drogeryjna, więc nie łudźmy się - w nich zawsze jest chemia, najczęściej całkiem dużo chemii. Obietnica producenta jest jednak spełniona - nie ma parabenów i barwników, jest jedynie Phenoxyethanol. Skład idealny nie jest, ale mimo wszystko są dobrocie - i to wysoko w składzie: olej arganowy, ekstrakt z jaśminu, olej ze słodkich migdałów i olej kokosowy. Wszystko, co kochają włosomaniaczki :) Mamy też dwa zmywalne łagodnym detergentem silikony, więc nie musimy bać się nadbudowania. Parafina jest zaznaczona na czerwono, choć tak naprawdę w przypadku włosów może nam ładnie zadziałać - nie trzeba więc jej się bać. Nie bez kozery jest składnikiem wielu indyjskich włosowych kosmetyków... Mimo wszystko, kosmetyki z parafiną lepiej trzymać z daleka od skóry głowy. Mamy też Cetrimonium Chloride i Behentrimonium Chloride, co oznacza, że taką odżywką można spokojnie umyć włosy zamiast szamponu.

Wrażenia z używania:
Po analizie składu zapewne spodziewacie się, że będę narzekać, marudzić i płakać - jednak w przypadku tej odżywki skład (a raczej ilość chemii w nim) jest jedyną rzeczą, nad którą wypada mi szlochać. No, może poza zapachem - ten bowiem jest tak intensywny i duszący, że głowa mała. Gdyby był człowiekiem, byłby mordercą. Intensywnością dorównuje, a nawet przewyższa rosyjską odżywkę do włosów, która ostatnio sięgnęła dna (i o której możecie przeczytać TUTAJ). Na szczęście nie zostaje po spłukaniu, a przynajmniej nie w tak wyraźnej formie - inaczej chyba bym się udusiła.
Moje włosy pokochały tę odżywkę. Są po niej świetnie nawilżone, gładkie, łatwo się rozczesują. Przy odpowiednim postępowaniu potrafi zrobić z nich włosy idealne - zniszczenia gdzieś znikają, widać jedynie rozdwojone końcówki ( i to też słabo). Nie obciążała ich, choć moje włosy trudno obciążyć - nie powodowała również spuszenia. Myślę, że pewnie nieraz jeszcze po nią sięgnę, choć ta chemia w składzie odstrasza.

Aparat zrobił mi psikus... Odżywka w rzeczywistości jest bielutka :)


Moja ocena to mocne 4/5. Byłoby 5/5, gdyby nie zapach i chemia w składzie. Jeśli nie boicie się chemii - warto.

Pozdrawiam :)

czwartek, 13 marca 2014

Rosyjska odżywka do włosów "Piwo i Pszenica"

Odżywka, którą widzicie na zdjęciu, towarzyszy mi od miesiąca. Jest to jeden z produktów, który znalazł się zarówno w zwykłej, jak i limitowanej wersji rosyjskiego pudełka PinkJoy. Zebrała wiele pozytywnych opinii w Blogosferze i czytając kolejne recenzje miałam na nią coraz większą ochotę, dlatego ucieszyłam się kiedy otworzyłam swoje limitowane pudełko (zawartość do końca była tajemnicą) i znalazłam w nim właśnie wielką tubę odżywki. Z tej radości aż odstawiłam świeżo kupioną odżywkę Timotei Precious Oils. Jeśli chcesz wiedzieć jak się sprawdziła propozycja PinkJoy - czytaj dalej. ;)

Opakowanie:
Odżywkę dostajemy w (moim zdaniem) wielkiej tubie o pojemności 200ml i owa tuba to pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po otworzeniu pudełka. Zajmowała praktycznie całe, a reszta kosmetyków była ułożona wokół niej. Osobiście uważam, że w przypadku odżywki do włosów opakowanie w formie tuby nie jest zbyt trafione, buteleczki przemawiają do mnie bardziej. Rozmiar tuby też jest chyba nieco przesadzony - wspomniana Timotei Precious Oils w 200ml buteleczce jest mniejsza od jej piwnej koleżanki. Plastik jest nieprzezroczysty, ale jeśli spojrzy się pod światło widać, ile produktu jest. Tak też zrobiłam po otrzymaniu PinkJoy i jakoś dziwnie się poczułam widząc, że tuba jest wypełniona w 3/4, a może i trochę mniej. Nie mówię że zostałam oszukana - po prostu powstaje takie dziwne wrażenie, któremu mniejsze opakowanie mogłoby spokojnie zaradzić.
Tuba zakończona jest dozownikiem, który - choć wydaje się mały - dobrze spełnia swoje zadanie. Zakrętka dobrze współpracuje z mokrymi rękoma. Szatę graficzną całości oceniam pozytywnie - jest całkiem ciekawa :)


Skład:

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (natłuszczacz), Parfum (kompozycja zapachowa), Cetrimonium Chloride (konserwant, nabłyszcza, ułatwia rozczesywanie), Behentrimonium Chloride (konserwant, mocno oczyszcza skórę i włosy, ma właściwości antystatyczne, wygładza, ułatwia rozczesywanie), Ceteareth-20 (PEG, emulgator, nie wolno używać na podrażnioną i uszkodzoną skórę), Panthenol (nawilża, działa przeciwzapalnie, mocno stymuluje odnowę skóry i procesy gojenia, łagodzi podrażnienia), Propylene Glycol (nawilża), Isopropyl Alcohol (działanie odtłuszczające, oczyszczające, ale to środek rozpuszczający pochodzenia chemicznego i jest toksyczny), Glycerin (działa osłonowo, łagodzi, nawilża, wygładza) , Beer (piwo - o jego wpływie na włosy pisałam tutaj <klik>), Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil (ekstrakt z pszenicy - działa łagodząco i wygładzająco), Glycine Soja (Soybean) Oil (olej sojowy), Citric Acid (kwas cytrynowy - zmiękczacz, konserwant, przeciwutleniacz), Lactic Acid (kwas mlekowy - działa przeciwstarzeniowo, antybakteryjnie, nawilża), Methylparaben (konserwant), Ethylparaben (konserwant), Methylchloroisothiaizolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant), Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde (syntetyczna substancja zapachowa, zapach kwiatowy)

Rosyjskie kosmetyki zyskały uznanie w większości za naturalne składy, jednak ten powyżej nie pasuje do tego opisu. Kompozycja zapachowa bardzo wysoko w składzie, zaraz po niej chemia przetykana czasem czymś dobrym. Sporo składników wygładzających, kilka o działaniu antystatycznym. Moim zdaniem - gdyby przymknąć oko na chemię - ta odżywka mogłaby się sprawdzić na włosach nie wymagających superbogatej pielęgnacji. Co ciekawe, odżywka nie zawiera silikonów. Cieszy, że faktycznie zawiera wspomniane piwo i wyciąg z pszenicy. Nie cieszy duża ilość chemii i konserwantów.


Konsystencja i zapach:
Niezbyt gęsta maź (może nawet odrobinę za rzadka), półtransparentna, koloru białego. Łatwo się rozprowadza. Zapach jest bardzo mocny i po użyciu pozostaje we włosach, jednak nie jest to - jak możnaby pomyśleć - zapach typowo piwny, mi bardziej kojarzy się z drożdżami. Moim zdaniem jest przyjemny, choć na dłuższą metę może męczyć. Tyle dobrego że nie pachniemy jak pan Zdzisiu spod monopolowego :)

Wrażenia z użytkowania:
Po pierwszym użyciu byłam nią zachwycona. Włosy były niesamowicie błyszczące, takie "sypkie", gładkie, rozczesywały się bez problemu. Z każdym kolejnym jednak coraz bardziej rzucały mi się w oczy wady tej odżywki. Po pierwsze - końcówki poskarżyły mi się na brak silikonów, a przy moich włosach to mus. Po drugie - włosy już na drugi dzień po umyciu (a myję je co 3-4 dni, bo częściej nie trzeba) zaczynały "marnieć", nie mówiąc o tym, że (mimo zawartości antystatyków) włosy elektryzowały się jak szalone, choć zwykle tego nie robią! Domyślam się, że na moje włosy to po prostu zbyt lekka artyleria i potrzebują bogatszego składu... Kolejną wadą (początkowo braną za zaletę) był pozostający we włosach zapach. On jest fajny, póki nie musicie wyrwać z kopytka za podjeżdżającą na sam koniec peronu SKM-ką. Udało mi się dobiec do rzeczonej SKM-ki, ale zgrzałam się i zaciągnięcie się zapachem odżywki jedynie mnie dobiło - po prostu zaczęło mnie mdlić.

Czy kupię ponownie?
Nie. Raz że słabo dostępna, dwa - moje włosy jej nie lubią. Wykończę bo niewiele mi jej zostało, ale nie przewiduję kontynuowania tej znajomości.
Ocena: 2/5

Wiem, że wiele z Was było zadowolonych z tej odżywki. Jak spisywała się u Was? A może wolicie inną? :)

Pozdrawiam! 


poniedziałek, 3 marca 2014

Marzec miesiącem olejowania

źródło: blog Anwen ;)

Jak zapewne widziałyście, Anwen organizuje nową akcję - Marzec Miesiącem Olejowania. W skrócie polega ona na tym, by przez miesiąc olejować włosy przed KAŻDYM myciem. Jeśli czyjeś włosy nie lubią tak częstego olejowania można to ograniczyć, ale dobrze byłoby chociaż spróbować - prawda? ;)
Jak tylko zobaczyłam jej post wiedziałam, że się zgłaszam. A Wy? :)

Moje włosy akurat nie przepadają za olejowaniem przed myciem (a przynajmniej takie odniosłam wrażenie), ale myślę że powinnam dać im dłuższy czas na sprawdzenie ich preferencji. A nuż widelec takie olejowanie się sprawdzi?
Używanymi przeze mnie olejami będą olejek do masażu Alterry (migdały i papaja) i olejek ze słodkich migdałów, który trafił mi się w Shinybox - ale ten drugi będzie uzupełniająco, np. co tydzień. Jest to pewne złamanie wymogów akcji ponieważ Anwen chciałaby, by używać tylko jednego oleju, ale raz na jakiś czas chyba nie zaszkodzi. :) Akcję rozpoczynam od dziś.

O akcji można przeczytać i zgłosić się do niej tutaj <klik>.

Co myślicie o takich akcjach? Przyłączycie się? :)

Pozdrawiam!







PS: Wchodzę dziś na bloga, a tu 2014 wyświetleń i 17 obserwatorów <3 Dziękuję!

poniedziałek, 24 lutego 2014

Piwo dla włosów?

http://mlodzigniewni.pl/wp-content/uploads/2013/09/zdj32.jpg
Piwo. Władca narodów, niezależnie od szerokości geograficznej. Znane praktycznie wszędzie (no dobrze, za dzikie plemiona w Afryce czy Amazonii głowy nie dam), ubóstwiane przez wielu i spożywane litrami w czasie imprez/wydarzeń sportowych. Efekt zmieszania ze sobą wody, słodu, chmielu i drożdży. Przyczyna wielu głupich sytuacji, tysięcy nieprzemyślanych smsów, wstydu i (nie tylko małżeńskich) awantur, ale także śmiechu i dobrego samopoczucia. Co jest w nim takiego niezwykłego?

 Trochę historii

 

Jako pierwsi upajali się nim mieszkańcy Mezopotamii i najprawdopodobniej powstało w drodze przypadku. Ot, komuś mniej lub bardziej przypadkowo chleb wpada do wody, ale z jakichś przyczyn nie zostaje wyjęty, więc fermentuje. Zaciekawiony Sumer próbuje napoju i proceder powtarza, dodając składniki takie jak miód, daktyle czy też zioła... i tak narodził się praprapradziadek piwa. Czy tak było w rzeczywistości? Możemy się jedynie domyślać, ale jest to całkiem prawdopodobne.

Praktycznie wszystkie starożytne społeczności znały różne sposoby warzenia piwa, przy czym wiadomo, że do produkcji używano orkiszu, owsa i jęczmienia. Niezbyt popularne na południu, np. wśród Greków, było bardzo chętnie spożywane przez Celtów czy Germanów. Największy rozkwit piwo przeżywa jednak w średniowieczu dzięki klasztorom, w których było ono podstawowym napojem (woda uważana była za siedlisko chorób). Do takiej formy, jaką znamy dzisiaj - zwykle złotego, przezroczystego napoju piwo doszło dopiero w wieku XIX/XX na skutek postępu technicznego (pasteryzacja, dokładna filtracja).

No dobrze, a jak może ono przysłużyć się włosom?

 

Piwo oprócz swoich podstawowych składników, posiada siedem witamin grupy B, witaminę PP, niewielkie ilości witaminy C, potas, wapń, fosfor, żelazo, miedź, cynk oraz proteiny.Wyciąg z chmielu jest bogaty w olejki eteryczne, garbniki i flawonoidy. Działa wzmacniająco na włosy zmniejszając ich przetłuszczanie, uelastyczniając je i zapobiegając ich wypadaniu. Przyspiesza podziały zachodzące w cebulkach włosowych oraz łagodzi podrażnienia skóry głowy - dlatego stosuje się go do produkcji szamponów i odżywek do włosów. Piwo poprawia również połysk włosów i ułatwia ich układanie. Najczęściej zaleca się przepłukanie włosów piwem w trakcie mycia - już po dokładnym spłukaniu szamponu. Czynność ta, powtarzana regularnie, dodatkowo zapobiega przetłuszczaniu się włosów. Najlepiej wybierać piwa bezalkoholowe, te jak najbardziej "naturalne" czy też "ekologiczne". :)

Płukanka piwna
Włosy spłukać wodą a następnie wetrzeć w nie 100 ml jasnego piwa. Odczekać 15 minut i spłukać je ciepłą wodą. Ponownie wetrzeć we włosy 100 ml jasnego piwa i nie spłukiwać. Następnie uczesać włosy, nie używając suszarki do włosów do ich układania. Piwo wzmacnia w ten sposób włosy i chroni przed ich wypadaniem nie pozostawiając przykrego zapachu.

http://urodaizdrowie.pl/wp-content/uploads/2010/04/piwko2.jpg
Płukanka piwna - wersja nr 2
Ok. 300 ml piwa wetrzeć w skórę głowy oraz we włosy, zawinąć ręcznikiem, a następnie okryć folią. Pozostawić na 20 minut. Po upływie tego czasu spłukujemy obficie letnią wodą i myjemy włosy. Po umyciu wcieramy we włosy pozostałą część piwa z butelki i już nie spłukujemy.

Szampon piwny DIY
Do małej filiżanki wlać delikatnie myjący szampon do włosów. Do drugiej filiżanki wlać piwo, następnie przelać do rondla i podgrzewać na małym ogniu, aż do momentu wrzenia. Zrobi się go sporo mniej. Po przelaniu z powrotem do filiżanki będzie go tylko 1/4 naczynia. Po ostudzeniu piwa dodać je do filiżanki z szamponem i energicznie wymieszać. Przechowywać w lodówce, raczej szybko zużyć ;) Można stosować codziennie.

Odżywka do włosów
Włosy umyć w tradycyjny sposób za pomocą ulubionego szamponu. Następnie wystarczy polać włosy przygotowaną wcześniej mieszaniną piwa i oleju jojoba (filiżanka piwa + łyżeczka oleju jojoba) i nakryć je ręcznikiem. Po 15-20 minutach dokładnie spłukać włosy ciepłą wodą. Będą one mocniejsze i gładsze w dotyku.

Pozdrawiam!







PS: Wybaczcie, że dziś tak po macoszemu, ale od kilku (jak nie więcej) dni użeram się z bólem zatok... Znacie może na to jakieś sposoby? :(

PS2: Rozdanie u MixOfLife! Link: http://mymixoflife.blogspot.com/2014/02/mixoflife-box-czyli-paka-w-ciemno-do.html


sobota, 28 grudnia 2013

Kot marnotrawny przedstawia: Szamponetka Joanna Multi Color 04 Malinowa Czerwień

Czemu kot marnotrawny? Ano dlatego, że przed kilkoma dniami usunęłam bloga, myśląc, że powinnam skupić się bardziej na nauce do zbliżających się egzaminów zawodowych (niestety, łatwo nie jest) - ponadto przyznam że lenistwo nieco wzięło nade mną górę i nie mogłam zmotywować się do napisania notki. Na szczęście to już za mną (lenistwo, nie egzaminy), sama też nieraz łapałam się na przeglądaniu Waszych blogów, więc gdzie tu sens?

Przez chwilę znudziła mi się moja klasyczna, rubinowa czerwień. Chyba każda kobieta potrzebuje zmian co jakiś czas, zwłaszcza jeśli chodzi o zmiany urodowe. Młodszym dziewczęciem będąc niesamowicie szalałam z kolorami, czego efekty były raz bardziej, raz mniej udane... Od dłuższego czasu trzymam się czerwieni i ponoć nie wychodzę na tym tak źle. Zdarzały mi się romanse z burgundami, fioletami... ale czerwień to jednak coś. ;)
Tym razem jednak zachciało mi się odmiany i postawiłam na malinowy odcień czerwieni - ten sam, który z takim zawzięciem wciskały mi swojego czasu panie w zaprzyjaźnionym sklepie :D



Ponieważ opisałam już swoje wrażenia z farbowania szamponetką z tej samej serii tutaj (klik), a szata graficzna, postać produktu czy sposób użycia nie zmieniły się, pozwólcie że podaruję sobie te opisy (po prostu bym się powtarzała, a nie chcę marnować Waszego czasu). Przejdę od razu do efektu końcowego:


Zdjęcie nie jest najlepszej jakości, bo a) telefon, b) ostatnimi czasy ciężko złapać jakiekolwiek promienie słońca i z światłem do zdjęć bywa różnie... Niestety, na moich włosach kolor wyszedł zupełnie inny od oczekiwanego. Miałam zostać malinowym kotem, jednak sierść zawzięcie pozostała rubinowa. Efekt był taki sam jak przy użyciu 05 Porzeczkowej Czerwieni, więc przyznam że byłam bardzo zawiedziona - zwłaszcza że obleciałam 3/4 miasta by dostać ten kolor.

Nie zniechęcam do tego koloru - co u mnie nie wyszło, u Was może wyjść aż za dobrze. Każda głowa jest inna, a moje włosy ostatnimi czasy wykazują zaskakujący brak woli współpracy jeśli chodzi o koloryzację. Może inaczej - dadzą się ufarbować, ale albo kolor jest nie taki jak chciałam, albo się udaje - ale co z tego, skoro farba spływa z włosów przy każdym myciu i robią się coraz jaśniejsze (mam tu na myśli moje czarne pasma). Planuję spróbować z farbą Joanny w takim malinowym odcieniu, może wyjdzie lepiej...

Czy kupię ponownie?


Nie, ponieważ mam jeszcze jedną taką szamponetkę w szufladzie (myślałam że będą potrzebne dwie, ale jednak udało się z jedną) - nie mówiąc już o tym, że nie jeśli mam katować włosy MEA, to niech przynajmniej będzie jakiś efekt. Na mojej głowie efektu nie było - więc następnym razem spróbuję z czymś innym.

A tak Kot będzie szalał przez zimę. ;)



Pozdrawiam kocio,
Kot.

czwartek, 21 listopada 2013

Babydream: szampon-marzenie?



Na początku mojego włosomaniactwa (od którego tak powiedzmy sobie szczerze - wciąż za daleko nie odeszłam) nie mogłam uwierzyć, że szampon dla dzieci jest w stanie sprostać wymaganiom dorosłych. Myślałam, że to głupota - w końcu z jakiejś przyczyny jest on "dla dzieci", może jest po prostu za delikatny by umyć włosy osoby dorosłej, które - jakby nie było - różnią się od włosów dziecięcych. W Blogosferze jednak non stop trafiałam na niemalże peany na temat szamponu Babydream, więc postanowiłam spróbować - zwłaszcza że cena nie należy do szczególnie wysokich. Polowałam więc na niego przez jakiś czas w Rossmannie, w międzyczasie zdążyłam przetestować próbkę szamponu Johnsons' Baby (klik), i w końcu udało mi się go zakupić.

Słyszałam, że Rossmann ostatnimi czasy wprowadzał zmiany w serii Babydream, i uczucia wobec tych zmian były mieszane. Mój egzemplarz pochodził już z nowej serii, więc niestety nie mam porównania. Zacznijmy jednak od opakowania:

Szampon zamknięto w nieprzezroczystej, błękitnej butelce o nieco opływowym kształcie. Z etykiety szeroko uśmiecha się do nas zachwycony maluch, a nad nim widać kilka wypukłych motylków. O ile tylna etykieta jest w języku polskim, węgierskim i czeskim, o tyle przednia jest w języku niemieckim – co uważam za nieco zabawne, ale Rossmann chyba tak już ma ;) Butelkę uważam za minus tego produktu ze względu na twardy plastik z którego została wykonana - póki szamponu jest więcej nie robi to może problemu, ale kiedy dobiegamy mniej niż połowy opakowania może być ciężko z wydobyciem szamponu. Do tego w celu upewnienia się czy coś w butelce jeszcze jest trzeba zdejmować nakrętkę i zaglądać do środka. O ile łatwiej byłoby, gdyby plastik był chociaż półprzezroczysty! I mniej twardy...

Co mówi producent:


"Szampon Babydream myje i pielęgnuje włosy i skórę niemowlęcia szczególnie delikatnie i dokładnie. Wyciąg z kiełków pszenicy umożliwia łatwe rozczesywanie.

  • Bez środków barwiących i konserwujących
  • pH neutralne dla skóry
  • z rumiankiem i panthenolem
  • nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego" 

Skład:

Aqua (woda), Lauryl Glucoside (substancja myjąca, łagodna dla skóry), Cocamidopropyl Betaine
(delikatna substancja myjąca, może uczulać), Coco-Glucoside (łagodna substancja myjąca, usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów), Glyceryl Oleate (emolient tłusty, substancja renatłuszczająca), Sodium Lactate (nawilżacz), Triticum Vulgare Germ Extract (wyciąg z kiełków pszenicy), Panthenol (prowitamina B5), Glyceryl Caprylate (emolient tłusty, substancja renatłuszczająca), Lactic Acid (kwas mlekowy), Chamomilla Recutita Flower Extract (wyciąg z rumianku), Parfum (kompozycja zapachowa).


 Cena: ok. 4,20zł/250ml 

Moje wrażenia z użytkowania:


Szampon pieni się tragicznie, ale lubi współpracować z metodą kubeczkową. Rozcieńczony rzeczywiście jest w stanie umyć włosy, ale wciąż nie pozostaje to najłatwiejszym zadaniem. Mimo nie tak rzadkiej konsystencji jest mało wydajny, używałam go dużo więcej niż zwykle by umyć nim włosy, nie podoba mi się też jego pudrowy zapach - domyślam się że może podobać się dzieciom (dla których szampon zresztą jest przeznaczony :D), ale mi wybitnie nie przypadł do gustu.

Włosy zaraz po umyciu są ciężkie do zniesienia. "Tępe", nie dające się rozczesać - bez odżywki nie ma co podchodzić. To akurat nic dziwnego - jak widzicie powyżej, w składzie nie ma silikonów, jest tylko kilka emolientów i nawilżaczy. Po wysuszeniu jednak (i rozczesaniu, jeśli się dało) były miękkie i nie było tak źle, jak mogłoby się wydawać. Nie były tłuste, były oczyszczone dokładnie tak, jak powinny.

Nieprzyjemnym zaskoczeniem było dla mnie intensywne swędzenie skóry głowy, jakie dopadło mnie po wysuszeniu włosów. Nieraz potrafiło trzymać do dwóch dni – trzeciego zwykle myłam włosy ponownie. Pomyślałam, że jeśli nie alergia na kokamidopropylbetainę, to być może niedokładnie spłukuję szampon... Dokładniejsze spłukiwanie przyniosło co prawda pewną poprawę, ale problem pozostał.

Podsumowując:

(+) łagodny skład
(+) dobrze myje
(+) łagodne działanie na włosy, nie przesusza
(+) niska cena
(-) plącze włosy
(-) może uczulić
(-) twarda, nieprzezroczysta butelka
(-) zapach


Czy moja przygoda z Babydream będzie miała swoją kontynuację?


Nie. Poplątane włosy jestem jeszcze w stanie zrozumieć z uwagi na skład, ale to swędzenie doprowadzało mnie do szału. Poszukam innej alternatywy, bo do szamponów z SLS też nie mam ochoty wracać.

A jak Babydream spisał się u Was?


Pozdrawiam!

poniedziałek, 18 listopada 2013

Green Pharmacy - Jedwab w płynie: Serum na łamliwe końcówki

Po długiej nieobecności chciałabym opisać dla Was kosmetyk, którego poszukiwałam długo - a na który udało mi się wreszcie natknąć w jednej z drogerii należących do sieci Rossmann. Jest to specyfik zapewne doskonale Wam znanego rodzaju, a nosi on nazwę "jedwab do włosów".

W największym skrócie - takie preparaty to koktajl silikonów i różnych substancji kondycjonujących mający zabezpieczyć nam końcówki przed różnego rodzaju uszkodzeniami. Nazwa "jedwab" nie zawsze jest trafna - bywa bowiem, że taki preparat wcale nie ma nic wspólnego z proteinami jedwabiu, które według nazwy powinien zawierać. ;)
Na rynku dostępnych jest wiele produktów tego typu - chociażby jedwab Chi, Farouk (który odradzam ze względu na alkohol w składzie - przy dłuższym stosowaniu może nabroić), Marion (który bardzo sobie chwaliłam), a także Green Pharmacy - o którym właśnie będzie ta notka.

Zdjęcie wzięte z Internetu
Jak wspominałam - dłuuugo poszukiwałam tego serum. Zainteresowałam się nim po wielu pozytywnych recenzjach w blogosferze, a że akurat potrzebowałam takiego produktu (moje serum Oriflame Hair-X właśnie się skończyło, choć i tak kończyłam je z bólem...), to postanowiłam poszukać. Nie mogłam go niestety znaleźć w sklepach w swojej rodzinnej miejscowości (co mnie dziwi, bo jednak aż tak mała nie jest) - udało mi się go dorwać przy okazji wyjazdu.

Jak wygląda, widzicie na zdjęciu obok. Przepraszam, że wzięte z Internetu, ale po kilku tygodniach noszenia w torebce serum po prostu nie nadaje się do pokazania. Nadruk z etykietki niestety bardzo łatwo się ściera, i etykietka mojego opakowania serum nie jest już nawet czytelna - i to uważam za pierwszy minus produktu. Kolejnym minusem jest moim zdaniem dziwna nakrętka, która co prawda zabezpiecza pompkę przed przypadkowym naciśnięciem, ale nie chroni przed dostawaniem się do niej zanieczyszczeń (schowajcie kiedyś na szybko do torebki ciastko francuskie, nawet w woreczku...). Plusem jest za to przezroczysta buteleczka o pojemności 30 ml. Widać jak na dłoni, ile produktu jeszcze nam pozostało - bez żadnego rozkręcania opakowań, które niestety zdarzało mi się przy jedwabiach konkurencyjnych firm. Cena - około 10zł.

Co obiecuje nam producent?

"Mocno skoncentrowane serum wygładza końcówki włosów. Chroni je przed rozdwajaniem i uszkodzeniami. Daje jedwabisty efekt na całej długości. Przeznaczone do włosów cienkich delikatnych,łamliwych, wrażliwych, zmęczonych zabiegami fryzjerskimi. Lekka formuła nie obciąża, wzmacnia, a naturalne składniki dają lśniący i zdrowy wygląd. Olejek ryżowy i kameliowy wspiera regenerację uszkodzonej struktury,a ekstrakt aloesu i olejek cedrowy daje włosom nawilżenie. "

Sposób użycia: Rozprowadzić 1-2 kropelki serum na końcówki suchych lub zwilżonych włosów. Nie spłukiwać.

 Co piszczy w składzie?

Cyclopentasiloxane (silikon lotny, odparowujący z włosa), Dimeticonol (silikon łatwo zmywalny łagodnym szamponem, np. Babydream), Olea Europea (Olive) Fruit Oil (oliwa z oliwek), Aloe Barbadensis Extraxt (ekstrakt z aloesu), Oryza Sativa (rice) Germ Oil (olej ryżowy), Camellia Sasanqua (Camellia) Seed Oil (olej kameliowy), Pinus Sibirica Nut Oil (olej cedrowy), Parfum, Limonene , Citronellol ,Geraniol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Farnesol, Amyl Cinnamal.

Jak więc widzicie, skład całkiem przyjemny. Dużo olejków, ekstrakt z aloesu, łagodne silikony, zero parabenów, alkoholu czy SLS. Wrażliwcom radzę jednak uważać m.in. ze względu na Geraniol.
Mimo że skład jest dość przyjazny, tu pojawia się kolejny minus - wbrew nazwie produktu, nie zawiera on protein jedwabiu. Jedwab, który nie zawiera jedwabiu :) Patrząc jednak na to co ma w zamian myślę, że mogę mu to malutkie kłamstwo darować.

Jak spisuje się u mnie?

Dobrze. Powiedziałabym nawet, że bardzo dobrze. Serum jest przezroczyste, dość gęste, o bardzo przyjemnym słodkim zapachu. Bardzo przypadło mi do gustu :) Aplikacja serum jest w zasadzie bezproblemowa - pompka odmierza wystarczającą ilość, należy tylko rozetrzeć w dłoniach i nanieść serum na suche bądź końcówki. Po użyciu tego serum moje włosy są miękkie, wygładzone, i nie wyglądają aż tak strasznie ;) - a odkąd używam go regularnie widzę jakby nieco mniej zniszczeń.  Niezaprzeczalną zaletą tego produktu jest świetny skład za niską cenę, a także brak alkoholu, SLS i innych przykrych niespodzianek.

Czy kupię ponownie?

Zdecydowanie tak. Myślę, że to będzie stały mieszkaniec mojej włosowej kosmetyczki.

A Wy używacie tego serum? Jak sprawdza się u Was? A może znacie inne produkty tego typu które dobrze się spisują?


Pozdrawiam, miau! :)

niedziela, 6 października 2013

Akcja: Pokrzywa!

 

Z racji jako-takiego uporania się z kłopotami zdrowotnymi wracam do prób przyspieszenia porostu!

Tym razem nie będę posiłkować się drożdżami, a pokrzywą. Piłam ją już wcześniej i dawała u mnie bardzo dobre efekty. Zdecydowałam się jednak przerwać kurację ze względu na możliwość przyczyniania się do nasilenia intensywności problemu torbieli macicy - a że mam problemy z torbielami jajników pomyślałam, że może i lepiej nie ryzykować. Postanowiłam poczekać do rozmowy z moją lekarką, która jednak nie miała żadnych przeciwwskazań co do picia pokrzywy. Ucieszyłam się, bo - co tu się rozdrabniać - lubię nie tylko właściwości pokrzywy, ale również jej smak :)

 W takich okolicznościach spokojnie mogę rozpocząć kurację od nowa! Planuję pić pokrzywę przez najbliższe dwa miesiące, trzymając się jednak reguły miesiąc picia: dwa tygodnie przerwy. Idzie zima, moim zdaniem warto wykorzystać ten czas na zadbanie o porost włosów. :)

Dlaczego warto pić pokrzywę? Pisałam o tym tutaj >klik<. .

A więc - kubek w dłoń i do boju! :D

czwartek, 19 września 2013

W poszukiwaniu czerwieni idealnej - farba do włosów Syoss Professional Performance

 Witajcie!

Jakiś czas temu postanowiłam znaleźć dla siebie farbę idealną. Uwielbiam Porzeczkową Czerwień Joanny, która nieraz wyratowała mnie z różnych tarapatów i nie kosztowała przy tym dużo, ponadto nie wyglądało jakby moje włosy były z nią w otwartym konflikcie - ale niestety, zapragnęłam nieco jaśniejszej i bardziej intensywnej czerwieni.

Słyszałam wiele negatywnych opinii na temat farb Syoss - według internautek niszczą włosy, powodują ich wypadanie, a do tego kolor trzyma się ekstremalnie krótko. Mimo to postanowiłam zaryzykować, pamiętając w miarę pozytywne doświadczenia po dawnym zastosowaniu Syoss Mixing Colors. Wybrałam kolor 5-29 - czyli Intensywną Czerwień.

Producent w opisie na opakowaniu obiecuje nam precyzyjny efekt koloryzacji, wyjątkową trwałość koloru i blasku, profesjonalne pokrycie siwych włosów (na szczęście mnie to jeszcze nie dotyczy, uff) oraz mocną strukturę i lśniące włosy.
 Przed zakupem rzuciłam okiem na skład, by upewnić się, że nie ma tu zawartości MEA. Nie było. Odetchnęłam z ulgą.

Zawartość pudełka prezentowała się tak:



Zastanawiacie się, gdzie podziały się rękawiczki? O, tu. Są wklejone do ulotki. :)


Butelka z mleczkiem utleniającym po wciśnięciu do niej zawartości tubki. Jakoś spodobał mi się ten widok. :)


Wymieszałam wszystko zgodnie z zaleceniami producenta i nałożyłam farbę na całe włosy - ponieważ poprzednie farbowanie miało miejsce sporo wcześniej, włosy były jedynie "poprawiane" szamponetką która i tak w zasadzie już się zmyła. Kolor farby był dużo intensywniejszy, niż na zdjęciu - była to wściekła, paprykowa czerwień.



Niestety, nie mam dla Was zdjęcia "po" :( Wiem, strzeliłam sobie w stopę - ale zwyczajnie zapomniałam go zrobić, i przypomniałam sobie o tym po dwóch-trzech tygodniach kiedy już poprawiłam kolor szamponetką. Mam jednak nadzieję, że uwierzycie mi na słowo. To była jedna z najpiękniejszych czerwieni, jaka mi kiedykolwiek wyszła. Kolor był mocny, intensywny, a włosy nie zdradzały oznak szczególnego upodlenia. Byłam zachwycona rezultatem! Nie mówiąc już o tym, że później wielokrotnie słyszałam komplementy na temat koloru moich włosów, i to od obcych ludzi. Najbardziej jednak ucieszył mnie fakt, że farba w jakiś sposób wyrównała ich kolor (włosów, nie ludzi!) - moje włosy od pewnej wysokości były ciemniejsze, co było pozostałością po wpadce z farbą L'oreala w listopadzie 2012. Po użyciu farby Syoss moje włosy miały jednolity kolor. Naprawdę, żałuję że nie zrobiłam tego zdjęcia... ale naprawię to w przyszłości!

Czy producent spełnił obietnice dane na opakowaniu?

Nie mi oceniać, czy farba spisze się w 100% na siwych włosach. Nie zauważyłam też szczególnej poprawy struktury czy szczególnego blasku. Farba niestety zaczęła płowieć po 2-3 tygodniach (z tego powodu zastosowałam szamponetkę), więc obietnicy wyjątkowej trwałości też nie należy traktować do końca poważnie - ale kolor rzeczywiście wyszedł bardzo podobny do tego na pudełku. Może nie była to chirurgiczna precyzja koloru, ale wciąż było BARDZO blisko. :)

Niestety, zauważyłam też jedną przykrą rzecz - wzmożone wypadanie. Wprawdzie nie wiem, co mogło być tego powodem ponieważ w momencie farbowania miałam już początki grzybicy i dość osłabiony organizm - ale fakt faktem, że taka rzecz miała miejsce. Nie było to jednak to, z czym zmagam się dziś - a minął już dobry miesiąc od zastosowania tej farby. Kiedy już w pełni dojdę do siebie, myślę, że zrobię drugie podejście i wtedy wszystko się zweryfikuje.

A dla dociekliwych - zdjęcie składu. ;)  Czy ktoś znający się na czytaniu składów mógłby go zinterpretować? Moje umiejętności w tym zakresie niestety są jeszcze mocno ograniczone.


Jakie macie opinie na temat farb Syoss? :) Zapraszam do dyskusji w komentarzach!

poniedziałek, 16 września 2013

Prasówka #5 - nie daj się łupieżowi!


Dziś piąty - i na razie pewnie ostatni - odcinek Prasówki. Problem łupieżu jest bardzo rozpowszechniony - sama zresztą się z nim borykam ;) Jak więc poradzić sobie z nim naturalnie?

1. Sok jabłkowy - zetrzyj jabłko, odciśnij sok. Zmieszaj go z wodą i wetrzyj w skórę głowy. Zostaw na chwilę i dokładnie spłucz.

2. Napar tymiankowy - dwie łyżeczki tymianku zalej litrem wrzątku. Po naciągnięciu odcedź. Polewaj kilkukrotnie umyte pasma.

3. Warzywny miks - wymieszaj po łyżce soku ze świeżego szpinaku, kapusty i cytryny. Wetrzyj w skórę głowy, zmyj szamponem po kilku minutach. (myślę, że tu najlepiej sprawdzi się coś delikatnego bez SLS w roli szamponu).

4. Czosnkowa rewolucja - rozgnieć dwa ząbki czosnku i zalej szklanką gorącej wody. Po naciągnięciu przecedź i wetrzyj w skórę głowy. Po kilku minutach spłucz. UWAGA: Nie stosować częściej niż dwa razy w tygodniu, by nie nabawić się podrażnienia skalpu!

I tak oto na jakiś czas kończymy Prasówkę - być może w przyszłości wróci ;)

Pozdrawiam!

sobota, 14 września 2013

Włosy nie kaktus, pić muszą - czyli Włosowa Prasówka #4

http://i.obrazky.pl/kot-kaktus-807-OBRAZKY.PL.jpg
W dzisiejszej prasówce - przepisy na nawilżające dobrodziejstwa.

1. Nawilżający szampon jajeczny - zmieszaj ze sobą dwa żółtka, białko, łyżeczkę miodu, sok z cytryny i dwie łyżeczki dowolnego oleju. Wetrzyj we włosy i dokładnie spłucz.

2. Kompres glicerynowy - wymieszaj łyżkę gliceryny z łyżką oleju z nasion pszenicy i dwiema łyżkami soku z cytryny. Rozcieńcz wodą destylowaną. Nałóż na wilgotne włosy i skórę głowy, przykryj folią i zmyj po około godzinie.

3. Maseczka aloesowa - kilka łyżeczek soku z aloesu połącz z żółtkiem i odrobiną miodu. Nałóż na wilgotne włosy, przykryj folią. Spłucz po trzydziestu minutach.

4. Pachnąca oliwka - do 1/3 podgrzanego oleju wsyp po łyżeczce liści brzozy, lipy i pokrzywy. Odcedź po około trzydziestu minutach, dodaj żółtko, trochę miodu i sok z cytryny. Wetrzyj we włosy, pozostaw na trzydzieści minut, umyj włosy delikatnym szamponem.

A w następnej dowiemy się, jak naturalnie skopać cztery litery łupieżowi. :D

czwartek, 12 września 2013

Włosowa prasówka #3 - jak poradzić sobie z przetłuszczaniem włosów?


Dziś kolejna porcja prasówki - tym razem coś specjalnie dla dziewczyn z przetłuszczającą się skórą głowy!

1. Ziołowa płukanka - łyżkę tymianku, skrzypu, szałwii i pokrzywy zalej litrem wrzątku. Przykryj na około 10 min. Przecedź, polej świeżo umyte pasma. Nie spłukuj.

2. Pianka antyłojotokowa - ubij pianę z białka. Dodaj żółtko. Wetrzyj masę w skórę głowy. Owiń ją folią, po upływie 20 min umyj włosy.

3. Drożdżowa maseczka - pół kostki drożdży rozpuść w małej ilości ciepłego mleka. Powstałą masę wetrzyj w skórę głowy. Po upływie 30 min dobrze spłucz i umyj włosy delikatnym szamponem.

4. Łopianowa mikstura - szklanką wrzątku zalej cztery łyżki łopianu. Zostaw napar do naciągnięcia, po czym przecedź. Dodaj połowę szklanki piwa (najlepiej bezalkoholowego), kilka kropli witaminy A i sok z cytryny. Otrzymaną miksturę wetrzyj w umyte, ale już wysuszone włosy i skórę głowy. Owiń folią na 30 min, po upływie tego czasu spłucz.

A w następnym odcinku Prasówki - sposoby na naturalne nawilżenie włosów.

Pozdrawiam!
 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design