Witajcie :)
Po pierwsze, chciałabym bardzo, bardzo podziękować Wam wszystkim za to, co zobaczyłam przy ostatnim logowaniu na bloga. Piękne, okrąglutkie 30 obserwatorów! Myślałam, że spadnę z krzesła już po raz drugi, bo pierwszy raz zamurowało mnie przy 43 lubisiach na Facebooku :D Bardzo mnie to cieszy, liczby w całości i każdy obserwator czy lubiś z osobna. Nic bardziej nie motywuje :) Chyba będę musiała pomyśleć o małej niespodziance dla Was, choć rozdanie planowałam dopiero na pierwsze urodziny bloga. Mam teraz trochę urwanie głowy w związku z poprawą egzaminu, ale w ciągu kilku tygodni powinnam coś zorganizować :)
 |
O - tak się cieszyłam! :)
(źródło - images.google.com) |
Nie wiem jak u Was, ale w moim mieście jest dziś wręcz upalnie jak na kwiecień. Ku swojemu zdziwieniu wyszłam dziś do sklepu po stereotypowe bułki w koszulce na krótki rękaw i wcale nie było mi zimno... Robi się coraz cieplej, odsłaniamy coraz więcej. O ile zwykle nie jest tak ciężko zadbać o ładny wygląd skóry, o tyle ze stopami bywa ciężej. Zmęczone po zimie i ciepłych butach, twarde, zrogowaciałe pięty - szczęściarą jest ta, która nie zna tego problemu.
Pamiętacie post o styczniowym Shinybox BE SHINY? Byłam zachwycona zawartością. W owym pudełku pojawiła się niepozorna, acz miła dla oka niebieska tubka wygładzającego peelingu do stóp Evree. Marka ponoć znana i dostępna w Rossmannach, choć sama wcześniej nie widziałam ich produktów na oczy - no, to tubka w łapkę i czytam. Drobinki pumeksu, urea i wosk pszczeli. Przebadany dermatologicznie. Bez parabenów - i tu dałam mu pierwszy plus. Taki malutki. Maluteńki.
Sama tubka wykonana jest z niebieskiego, miękkiego, nieprzezroczystego plastiku. Utrudnia to kontrolę pozostałej ilości kosmetyku, ale możemy po prostu spojrzeć na tubkę trzymaną pod światło i to już trochę rozjaśni sytuację. Peeling ważny jest 12 miesięcy od otworzenia i - tu kolejny plus - nie był testowany na zwierzętach.
Dlaczego zwracam uwagę na to, czy kosmetyk jest, czy też nie jest testowany na zwierzętach - wystarczy poczytać w Internecie (choć to raczej lektura dla ludzi o mocnych nerwach), jak męczą te zwierzaki w laboratoriach. Nie tylko stereotypowe myszy, szczury czy króliki - psy, koty... Psychika zwierząt odbijanych z laboratoriów często jest już nie do naprawienia. Kiedyś nie zwracałam uwagi na oznaczenia, dziś jestem na etapie "moja świadomość się budzi" i wolałabym nie używać kosmetyków okupionych bólem jakiegoś stworzenia. Mam do tego pełne prawo jako konsument.
Co o peelingu mówi sam producent:
"Peeling skutecznie usuwa martwe komórki naskórka oraz zapobiega tworzeniu się stwardnień i zrogowaceń bez zbędnego wysuszania skóry. Zwiększa zdolność skóry do przyjmowania składników odżywczych.
Dzięki zawartości lanoliny i wosku pszczelego wspomaga odnowę i regenerację skóry. Urea nawilża i pozostawia stopy niezwykle miękkie oraz aksamitnie gładkie. Zawarty naturalny lawendowy olejek eteryczny ma działanie bakteriobójcze i grzybobójcze, łagodzi podrażnienia oraz działa odświeżająco."
Peeling rzeczywiście pachnie lawendą. Sama nie mam żadnych awersji do tego zapachu, ale znam osoby które na sam dźwięk słowa "lawenda" uciekają gdzie pieprz rośnie. Niebieskie drobinki pumeksu są może i drobne, ale ostre. Próbowałam jakoś uchwycić je dla Was na zdjęciu ale nie wiem czy to foch aparatu, czy może peeling nie polubił się jakoś z moją dłonią... Nijak nie mogłam tego uchwycić :(
 |
Jak widać nasz kolega jest trochę średnio fotogeniczny. |
Cena produktu to około 10zł za 75ml, ale w promocjach można go kupić taniej (np. teraz w Rossmannie kosztuje 7,30zł).
Czas zajrzeć mu pod maskę.. ehm... do składu.
Aqua (woda),
Polyurethane (
składnik wiążący składniki w kosmetykach, składnik filmotwórczy tu - ścierające granulki),
Caprylic/capric triglyceride (naturalnego pochodzenia natłuszczacz, wygładzacz),
Urea (mocznik, tu działa zmiękczająco, złuszczająco, reguluje rogowacenie skóry),
Glycerin (gliceryna - nawilża, wygładza),
Cetearyl alcohol (zmiękcza, wygładza, natłuszcza),
Ceteareth-20 (PEG, emulgator, odpowiada za gruntowne oczyszczenie skóry),
Petrolatum (parafina),
Ethylhexyl stearate (filmotwórczy emolient, zmiękcza),
Cetyl alcohol (emolient, stabilizator emulsji, zmiękcza, wygładza),
Cera alba (wosk pszczeli - tworzy ochronny film, natłuszcza),
Lanolin (lanolina - pielęgnuje, jest naturalnym emulgatorem),
Pumice (pumeks - ścierniwo),
Lavandula angustifolia oil (ekstrakt z lawendy - działa bakterio-i grzybobójczo),
Acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer (stabilizator emulsji),
Propylene glycol (glikol propylenowy - humektant),
Diazolidinyl urea (mocno nieciekawy konserwant, pochodna formaldehydu, dopuszczalny do 0,5% ale lepiej unikać),
Iodopropynyl butylcarbamate (konserwant, dopuszczalne stężenie 0,05%),
Disodium EDTA (konserwant, często zanieczyszczony),
Sodium hydroxide (wodorotlenek sodu, regulator PH),
Parfum (kompozycja zapachowa),
Linalool (składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen)
Sporo dobroci, trochę chemii, na szczęście w większości na końcu składu. Parafina na stopach nie zaszkodzi, ale ten Diazolidynyl Urea trochę mnie zaskoczył. Mimo wszystko peeling nie ma megawygórowanej ceny, więc myślę że można mu wybaczyć.
Jak wspominam użytkowanie?
Pomimo noszenia na co dzień ciężkich butów (co chyba będę musiała ograniczyć ze względu na kiepski stan stawów) nie mam super-mega-wielkiego problemu ze stopami. Pięty są twardsze i zrogowaciałe, ale nie stanowią raczej wielkiego wyzwania - niestety, peeling Evree nie do końca im podołał. Skóra stóp była miękka, wygładzona, uczucie odświeżenia było świetne i długotrwałe - ale skóra pięt jak była zrogowaciała, tak jest, a nie stosuję go od wczoraj. Moja Mama, która również go używała (a miała większe problemy niż ja) również nie zauważyła większych efektów.
Podsumowując - peeling ma szansę sprawdzić się na w miarę mało problemowych stópkach. Szkoda, że tak jest, bo jest on całkiem przyjemny w użyciu i miał szansę zostać u mnie na dłużej... Może gdyby dodać więcej ścierających drobinek efekt byłby lepszy?
Moja ocena to 3/5.
A Was pozdrawiam i mam nadzieję, że taka pogoda jak dziś będzie Wam towarzyszyła długo :)