piątek, 25 kwietnia 2014

Wygładzający peeling do stóp Evree

Witajcie :) 

Po pierwsze, chciałabym bardzo, bardzo podziękować Wam wszystkim za to, co zobaczyłam przy ostatnim logowaniu na bloga. Piękne, okrąglutkie 30 obserwatorów! Myślałam, że spadnę z krzesła już po raz drugi, bo pierwszy raz zamurowało mnie przy 43 lubisiach na Facebooku :D Bardzo mnie to cieszy, liczby w całości i każdy obserwator czy lubiś z osobna. Nic bardziej nie motywuje :) Chyba będę musiała pomyśleć o małej niespodziance dla Was, choć rozdanie planowałam dopiero na pierwsze urodziny bloga. Mam teraz trochę urwanie głowy w związku z poprawą egzaminu, ale w ciągu kilku tygodni powinnam coś zorganizować :)

O - tak się cieszyłam! :)
(źródło - images.google.com)

Nie wiem jak u Was, ale w moim mieście jest dziś wręcz upalnie jak na kwiecień. Ku swojemu zdziwieniu wyszłam dziś do sklepu po stereotypowe bułki w koszulce na krótki rękaw i wcale nie było mi zimno... Robi się coraz cieplej, odsłaniamy coraz więcej. O ile zwykle nie jest tak ciężko zadbać o ładny wygląd skóry, o tyle ze stopami bywa ciężej. Zmęczone po zimie i ciepłych butach, twarde, zrogowaciałe pięty - szczęściarą jest ta, która nie zna tego problemu.

Pamiętacie post o styczniowym Shinybox BE SHINY? Byłam zachwycona zawartością. W owym pudełku pojawiła się niepozorna, acz miła dla oka niebieska tubka wygładzającego peelingu do stóp Evree. Marka ponoć znana i dostępna w Rossmannach, choć sama wcześniej nie widziałam ich produktów na oczy - no, to tubka w łapkę i czytam. Drobinki pumeksu, urea i wosk pszczeli. Przebadany dermatologicznie. Bez parabenów - i tu dałam mu pierwszy plus. Taki malutki. Maluteńki.


Sama tubka wykonana jest z niebieskiego, miękkiego, nieprzezroczystego plastiku. Utrudnia to kontrolę pozostałej ilości kosmetyku, ale możemy po prostu spojrzeć na tubkę trzymaną pod światło i to już trochę rozjaśni sytuację. Peeling ważny jest 12 miesięcy od otworzenia i - tu kolejny plus - nie był testowany na zwierzętach.

Dlaczego zwracam uwagę na to, czy kosmetyk jest, czy też nie jest testowany na zwierzętach - wystarczy poczytać w Internecie (choć to raczej lektura dla ludzi o mocnych nerwach), jak męczą te zwierzaki w laboratoriach. Nie tylko stereotypowe myszy, szczury czy króliki - psy, koty... Psychika zwierząt odbijanych z laboratoriów często jest już nie do naprawienia. Kiedyś nie zwracałam uwagi na oznaczenia, dziś jestem na etapie "moja świadomość się budzi"  i wolałabym nie używać kosmetyków okupionych bólem jakiegoś stworzenia. Mam do tego pełne prawo jako konsument.

Co o peelingu mówi sam producent:
"Peeling skutecznie usuwa martwe komórki naskórka oraz zapobiega tworzeniu się stwardnień i zrogowaceń bez zbędnego wysuszania skóry. Zwiększa zdolność skóry do przyjmowania składników odżywczych.
Dzięki zawartości lanoliny i wosku pszczelego wspomaga odnowę i regenerację skóry. Urea nawilża i pozostawia stopy niezwykle miękkie oraz aksamitnie gładkie. Zawarty naturalny lawendowy olejek eteryczny ma działanie bakteriobójcze i grzybobójcze, łagodzi podrażnienia oraz działa odświeżająco."

Peeling rzeczywiście pachnie lawendą. Sama nie mam żadnych awersji do tego zapachu, ale znam osoby które na sam dźwięk słowa "lawenda" uciekają gdzie pieprz rośnie. Niebieskie drobinki pumeksu są może i drobne, ale ostre. Próbowałam jakoś uchwycić je dla Was na zdjęciu ale nie wiem czy to foch aparatu, czy może peeling nie polubił się jakoś z moją dłonią... Nijak nie mogłam tego uchwycić :(

Jak widać nasz kolega jest trochę średnio fotogeniczny.

Cena produktu to około 10zł za 75ml, ale w promocjach można go kupić taniej (np. teraz w Rossmannie kosztuje 7,30zł).

Czas zajrzeć mu pod maskę.. ehm... do składu.
Aqua (woda), Polyurethane (składnik wiążący składniki w kosmetykach, składnik filmotwórczy tu - ścierające granulki), Caprylic/capric triglyceride (naturalnego pochodzenia natłuszczacz, wygładzacz), Urea (mocznik, tu działa zmiękczająco, złuszczająco, reguluje rogowacenie skóry), Glycerin (gliceryna - nawilża, wygładza), Cetearyl alcohol (zmiękcza, wygładza, natłuszcza), Ceteareth-20 (PEG, emulgator, odpowiada za gruntowne oczyszczenie skóry), Petrolatum (parafina), Ethylhexyl stearate (filmotwórczy emolient, zmiękcza), Cetyl alcohol (emolient, stabilizator emulsji, zmiękcza, wygładza), Cera alba (wosk pszczeli - tworzy ochronny film, natłuszcza), Lanolin (lanolina - pielęgnuje, jest naturalnym emulgatorem), Pumice (pumeks - ścierniwo), Lavandula angustifolia oil (ekstrakt z lawendy - działa bakterio-i grzybobójczo), Acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer (stabilizator emulsji), Propylene glycol (glikol propylenowy - humektant), Diazolidinyl urea (mocno nieciekawy konserwant, pochodna formaldehydu, dopuszczalny do 0,5% ale lepiej unikać), Iodopropynyl butylcarbamate (konserwant, dopuszczalne stężenie 0,05%), Disodium EDTA (konserwant, często zanieczyszczony), Sodium hydroxide (wodorotlenek sodu, regulator PH), Parfum (kompozycja zapachowa), Linalool (składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen)

Sporo dobroci, trochę chemii, na szczęście w większości na końcu składu. Parafina na stopach nie zaszkodzi, ale ten Diazolidynyl Urea trochę mnie zaskoczył. Mimo wszystko peeling nie ma megawygórowanej ceny, więc myślę że można mu wybaczyć.

Jak wspominam użytkowanie?
Pomimo noszenia na co dzień ciężkich butów (co chyba będę musiała ograniczyć ze względu na kiepski stan stawów) nie mam super-mega-wielkiego problemu ze stopami. Pięty są twardsze i zrogowaciałe, ale nie stanowią raczej wielkiego wyzwania - niestety, peeling Evree nie do końca im podołał. Skóra stóp była miękka, wygładzona, uczucie odświeżenia było świetne i długotrwałe - ale skóra pięt jak była zrogowaciała, tak jest, a nie stosuję go od wczoraj. Moja Mama, która również go używała (a miała większe problemy niż ja) również nie zauważyła większych efektów.

Podsumowując - peeling ma szansę sprawdzić się na w miarę mało problemowych stópkach. Szkoda, że tak jest, bo jest on całkiem przyjemny w użyciu i miał szansę zostać u mnie na dłużej... Może gdyby dodać więcej ścierających drobinek efekt byłby lepszy?

Moja ocena to 3/5.

A Was pozdrawiam i mam nadzieję, że taka pogoda jak dziś będzie Wam towarzyszyła długo :)



36 komentarze:

  1. Ja niestety glanami trochę sobie zniszczyłam stopy, obawiam się, że poradzą sobie z nimi tylko te skarpetki złuszczające, o których ostatnio dość głośno. Ale ten peeling bardzo lubię, często kupuję go w saszetkach, ale tak bardzo go lubię, że chyba kupię w większej wersji :)
    Gratuluje kocie! Jesteś tego warta! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie podobnie, ale jakoś nie potrafię rozstać się z glanami. Są niezawodne - nie trzeba martwić się o pogodę, a w razie zamarzniętych drzwi w naszych kochanych polskich TLK potrafią uratować życie ;) Niestety, z racji sportowych kontuzji z przeszłości mam problemy ze stawami i jak dalej będę miała takie niespodzianki, będę musiała przerzucić się na inne obuwie.
      O skarpetkach też myślałam, ale na razie próbuję mniej drastycznych środków. :D
      Czy warta to nie wiem, ale na pewno bardzo, bardzo się z tego cieszę ^^

      Usuń
    2. Ja, gdy rozwaliłam sobie piętę i nie mogłam chodzić w glanach, przerzuciłam się na martensy rozchodzone już kiedyś porządnie przez ciotkę :)

      Usuń
    3. Ale ostatnio jak jest cieplej to chodzę w skórzanych lekkich oficerkach. Też rozwiązanie, jak się lubi takie buty :)

      Usuń
    4. Nosiłam takie zanim kupiłam glany, jeśli się nie mylę! :D

      Usuń
  2. nie znam produktów ale ten kotek jest super


    zapraszam na rozdanie odżywka do rzęs do zgarnięcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie kotki są super :) I dziękuję, zajrzę :)

      Usuń
  3. Cieszę się razem z Tobą, niedługo zobaczysz setki i życzę Ci jak najwięcej radości z blogowania. :) Kiciuś świetny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, do setek jeszcze daleko :D Ale dziekuję :)

      Usuń
  4. Moje stopy są mało wymagające, więc pewnie by się u mnie sprawdził, ale jakoś mnie nie kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam ten peeling, jest dobry, ale nie zachwycający.
    I rzeczywiście mógłby bardziej "pumeksować" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mógłby, mógłby. Miałam kiedyś jakiś mocniejszy zdzierak, ale niestety nie zapamiętałam nazwy... Żałuję. :(

      Usuń
  6. Pozwolę sobie na małe sprostowanie: poliuretan (polyruethane) w tym kosmetyku to nie składnik filmotwórczy, a peelingujące granulki. Jego właściwości filmotwórcze są wykorzystywane w lakierach do włosów, ale w nich jest w formie rozpuszczonej. W peelingach ma postać grudek i zupełnie inne zastosowanie.
    Zabierając się za analizę składów wypada wiedzieć o nich więcej niż tylko to do uda się wyczytać na jednej stronie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! Zaraz poprawię to w poście :) Widzisz, właśnie rzecz w tym że nie poprzestaję jedynie na przeglądaniu Kosmopedii - przeglądam wiele stron analizując składy, ale widocznie nie trafiłam na te właściwe. Nie jestem chemikiem, dopiero uczę się czytać składy i wielu blogerkom nie dorastam nawet do pięt :) Jeszcze raz wielkie dzięki za sprostowanie, lecę poprawiać. :)

      Usuń
    2. Inna sprawa że coś tak czułam, że chodzi o te granulki... :D

      Usuń
  7. Myślę, że przy mocno zrogowaciałych piętach trzeba sięgnąć po silniejsze środki niż peeling.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, nie da się ukryć, choć peeling i tak brzmiał obiecująco :)

      Usuń
  8. Dobrze wiedzieć, ze jest średni, bo u mnie tylko mocne maja szanse cos zdziałać : (

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie aż tak ciężko nie jest, choć i tak miałam nadzieję na więcej :(

      Usuń
  9. Miałam go, byłam zadowolona ale moje stopy nie są problematyczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim wypadku nic dziwnego, miał dobre pole do popisu :)

      Usuń
  10. Ja ostatnio do stóp używam tego samego peelingu co do ciała :) ostatnio lubuję się w domowo robionych peelingach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domowe są najlepsze, jednak czasem trzeba zużywać zapasy :)

      Usuń
  11. To nie dla mnie, ja właśnie potrzebuję czegoś na piety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo. Zastanawiam się nad skarpetkami złuszczającymi, ale na chwilę obecną chyba spróbuję ze zwyczajnym pumeksem...

      Usuń
  12. Pierwsze fanty na rzecz zwierzaków już na sprzedaż :)
    http://brokatwspreju.blogspot.com/2014/04/blogowa-akcja-charytatywna-i-wspopraca.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Widziałam, udostępniłam, i jeśli jakiś się zachowa do 12-go maja to sama pomyślę nad zakupem :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja ostatnio odkryłam peeling do stópek włoskiej firmy Walkiria, napiszę pewnie recenzję niebawem, szkoda, że nie jest dostępny w Polandzie :) A z naszych, to Palomy bodaj migdałowy peeling do stóp wspominam super :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może na allegro da się go trafić, ale nazwa co najmniej intrygująca :) Peelingu Palomy nie miałam, samą firmę kojarzę z dzieciństwa :D Aż poszukam :)

      Usuń
  15. u mnie ten peeling sprawdza się rewelacyjnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co stopy to inna reakcja :D U mnie było średnio, ale cieszę się że dał u Ciebie dobre efekty :)

      Usuń
  16. u mnie niestety peeling szału nie zrobił ;/
    ale na takie piętachy to niewiele może pomóc :P tylko ostre tarcie daje radę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Na szczęście nie mam problemów ze stopami :)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do komentowania - jestem początkującą włosomaniaczką, więc w przypadku pisania przeze mnie bzdur wszelkie poprawianie jest jak najbardziej mile widziane ;)
Pamiętajmy jednak o tym, że dyskusja NIE POLEGA na wzajemnym obrzucaniu się błotem. Chyba nie jesteśmy tutaj, by psuć sobie humory, prawda?

 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design