sobota, 7 września 2013

Suplementy diety: Bio-Silica Olimp Labs

Witajcie!

Dziś zaprezentuję Wam zakupiony przez mnie ostatnio suplement diety - Bio-Silica.
 

 
Jako, że ostatnio z powodów zdrowotnych borykam się z nasilonym wypadaniem włosów (nasilonym...? Moje włosy emigrują z głowy jak niegdyś nasi rodacy do Wielkiej Brytanii...), postanowiłam jakoś z tym powalczyć. Nie po to przecież piłam pokrzywę i drożdże, by teraz pozbyć się włosów! Podejrzewałam, że z jednej strony może być to sprawka grzybicy i ogólnego stanu zdrowia, a z drugiej - sporej dawki stresu jakiego doświadczałam ostatnio i być może braków w diecie.
Ponieważ co miesiąc zaglądam do apteki celem wykupienia tabletek, które mam nakaz brać każdego dnia, zapytałam przemiłą panią farmaceutkę o "jakieś witaminy". Pani zapytała czy chodzi o jakiś konkretny problem - podałam dwa: osłabienie odporności i wypadanie włosów. Zaproponowała Bio-Silicę, mówiąc, że to dobry preparat na tego typu problemy, ukierunkowany właśnie na dbanie o włosy, skórę i paznokcie.
Powiem szczerze - byłam negatywnie nastawiona. Laboratorium Olimp Labs swojego czasu postawiło na bardzo agresywną kampanię reklamową tego produktu, i niestety padłam jej ofiarą. Tak, ofiarą - bo nie wiem, jak można inaczej nazwać konieczność wysłuchiwania głosu Ani Przybylskiej powtarzającej w kółko natchnionym tonem nazwę produktu i wygłaszającej (słabe zresztą) slogany mające zachęcić do kupna produktu. Tak się składa, że moja Mama uwielbia słuchać radia, więc siłą rzeczy musiałam słuchać razem z nią. Wyobrażacie sobie, że reklama produktu Bio-Silica potrafiła być nadawana co 15 min? Moim zdaniem to już jest przekroczenie granic reklamy. Może nie tak niesmaczne, jak reklamowanie środków na potencję, podwyższenie libido czy infekcje intymne w środku dnia, ale jednak.
Zapytałam o cenę - okazało się, że kosztuje 15.90zł. Nie tak tragicznie jak za miesiąc kuracji, kij w ich dział reklamowy - wypróbować można. Może pomoże, a zaszkodzić nie powinno - tak więc poprosiłam jeszcze o inne leki z listy, którą miałam przy sobie, i wyszłam. W drodze do domu, w autobusie wyjęłam na chwilę z torebki opakowanie Bio-Silica i przyjrzałam się składowi, który wygląda tak:
 
 
 
Pierwszy minus dla pani farmaceutki - była tak zabiegana, że nie zauważyła, iż jest to kuracja nie na miesiąc, a na dwa tygodnie (dwie kapsułki dziennie, a więc kuracja wystarczy na piętnaście dni). Drugi minus dla pani farmaceutki, ale pierwszy też dla mnie - prosiłam o coś bez wyciągu z pokrzywy (ze względu na problemy zdrowotne), ale sama również nie zwróciłam większej uwagi na opakowanie - a pokrzywa, jak widać, obecna.
Uznałam, że jeśli będę brała połowę dawki, czyli jedną kapsułkę, nie powinno się stać nic drastycznego.
Jak widać na zdjęciu powyżej - w składzie dziennej dawki, czyli dwóch kapsułek mamy ekstrakt ze skrzypu polnego, ekstrakt z pokrzywy, hydrolizat białek kolagenowych, L-metioninę, cystynę, cynk (150% dziennego zapotrzebowania) i miedź (100% dziennego zapotrzebowania). Oprócz tego dzienna dawka suplementu dostarcza nam 100% dziennego zapotrzebowania na witaminę E, tiaminę, ryboflawinę, witaminę B6, niacynę, kwas pantotenowy, witaminę C, kwas foliowy, biotynę, witaminę B12, witaminę A i witaminę D.

 
Pierwszą rzeczą jaką robię po otwarciu pudełka jest zawsze przeczytanie ulotki. Nie wyobrażam sobie brania jakiegokolwiek leku bez podstawowej wiedzy na jego temat. Ta konkretna ulotka jest w kilku językach, więc zrobiłam zdjęcie tylko polskiej części - a z treścią można zapoznać się po powiększeniu zdjęcia ;)


 
Opakowanie zawiera dwa blistry po 15 kapsułek każdy. W momencie robienia zdjęcia byłam już niemal w połowie kuracji, więc na zdjęciu widzicie tylko jeden. Kapsułki, jak widać, są białe i dość twarde - jedną z nich, nieopatrznie zostawioną na stole (zapomniałam o wodzie i poleciałam po nią do kuchni) porwał młodszy z moich kotów, ale na szczęście nie zdołał jej połknąć ani przegryźć.
Są też całkiem duże, czasem przełknięcie jednej sprawia mi dość konkretny problem, ale wystarczy popić wodą i po wszystkim - mają też wyczuwalny (ale bez tragedii), ziołowo-ciężki-do-opisania zapach. Za każdym razem kiedy biorę ten suplement moje koty są przekonane, że zjadam im ich witaminy i patrzą na mnie z wyrzutem... więc możecie sobie wyobrazić.
 
Obecnie jestem po więcej niż dwóch tygodniach brania suplementu i ciężko mi mówić o efektach, ponieważ biorę tylko połowę zalecanej dawki. Na pewno poprawiła mi się cera i jest mniej niespodziewajek, paznokcie też nie łamią się tak często, jak wcześniej - można więc powiedzieć, że pieniądze nie poszły na marne, ale nie zaobserwowałam jakiegoś spektakularnego powstrzymywania wypadania. Pełne efekty mogłabym zaobserwować biorąc normalną, dwukapsułkową dawkę... Być może kiedyś spróbuję.
 
 
A Wy? Macie jakieś sprawdzone suplementy diety? Doświadczenia z nimi? Prawdopodobnie w najbliższym czasie suplementy będą dla jedyną formą odżywiania włosów od wewnątrz (poza dietą), więc chętnie poznam Wasze zdanie! :)

Pozdrawiam!

7 komentarze:

  1. Brałam kiedyś Skrzypowitę, ale nie na tyle regularnie, by mogła coś konkretniejszego zdziałać. Były to też czasy, w których w ogóle nie zwracałam uwagi na moje włosy, byle były czerwone... Na pewno poprawiła mi się cera wtedy, bo kupiłam drugie opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo! :) Moja Mama kupiła mi kiedyś w aptece, i to wersję dla kobiet po 40-tce - dlaczego tak zrobiła, do dziś nie wiem :) Odstawiłam je, bo miałam wątpliwości czy mogę je łykać z tabletkami anty. Ale rzeczywiście, była poprawa.

      Usuń
  2. Słyszałam kiedyś, że efekty zmiany diety, brania takich tabletek itd. na włosach i stanie cebulek włosowych widać dopiero po 3 miesiącach. Może dokończ to opakowanie i poczekaj chwile?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie chodzi tutaj czasem o 3 miesiące bycia na zmienionej diecie czy brania takich tabletek? Zawsze rozumiałam to właśnie w taki sposób...

      Usuń
    2. Trudno mi w sumie powiedzieć bo jednak po medycynie nie jestem. Nie wiem czy substancje w cebulkach odkładają się na takiej samej zasadzie co warstwy ziemi czy faktycznie, trafia coś do nich regularnie ale zbyt mało by zadziałać natychmiast. Wiem jednak, że cale życie na tabletkach i to jest najbardziej demotywujące, efekt nie jest i tak stały...
      Tak zupełnie z innej beczki to jestem nowa na Twoim blogu i bardzo mi się podoba sposób w jaki piszesz i chętnie będę wchodzić dla samej przyjemności z czytania. Jak idzie walka z chorobą?
      Ola

      Usuń
    3. Całego życia na tabletkach to i organizm nie wytrzyma, zwłaszcza że z czasem dojdą też inne :( Czytałam, że trzeba brać 3 miesiące żeby zaobserwować jakikolwiek efekt, więc ciężko powiedzieć...
      Miło mi powitać Cię na blogu - i Agata jestem, miło mi :) Cieszę się, ze Ci się tu podoba :)

      Usuń
    4. A walka z chorobą idzie... powoooli, ale idzie. Jest już coraz lepiej. :)

      Usuń

Zachęcam do komentowania - jestem początkującą włosomaniaczką, więc w przypadku pisania przeze mnie bzdur wszelkie poprawianie jest jak najbardziej mile widziane ;)
Pamiętajmy jednak o tym, że dyskusja NIE POLEGA na wzajemnym obrzucaniu się błotem. Chyba nie jesteśmy tutaj, by psuć sobie humory, prawda?

 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design