Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alverde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alverde. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Fiołkowa sensacja, czyli paletka cieni Alverde

Witajcie!
Miałyście już okazję zobaczyć tę paletkę w jednym z moich "nowościowych" postów, jednak do tej pory nie zrecenzowałam jej na łamach bloga.
Paletka ta była w zasadzie kaprysem, bo w momencie zakupu jej nie potrzebowałam tak naprawdę nowych fioletów. Zawsze jednak chciałam wypróbować coś z kolorówki Alverde, a że jedna z blogerek chciała sprzedać tę paletkę za 10zł... Ciężko było się nie skusić :) 


Opakowanie jest zrobione z zielonego plastiku - z przezroczystym "wieczkiem", rzecz jasna. Nie otwiera się samo z siebie nawet w torebce (zdarzyło mi się ją kilka razy transportować). Górna "klapka" opakowania łatwo się rysuje. Samo opakowanie sprawia wrażenie raczej mało solidnego i lepiej nie pozwalać mu spadać na ziemię.

Paletka przywieziona z Niemiec, więc wszystko po niemiecku.
Z tyłu opis i niezbędne oznaczenia, jednak brak jest wyróżnionego składu. Znalazłam go w Internecie, ale bez dostępu do Internetu w sumie nie wiedziałabym, czym się maluję.

Skład:Talc, Mica, Caprylic/Capric Triglyceride, Magnesium Stearate, Parfum**, Silica, Chamomilla Recutita Flower Extract*, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Glycine Soja Oil, Olea Europea Fruit Oil*, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopherol, Bisabolol, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Maltodextrin, Tourmaline, Tin Oxide, [+/-CI 77891, CI 77491, CI 75470, CI 77499, CI 77492, CI 77007, CI 77510]

Niebardzo potrafię analizować skład kolorówki, ale tu raczej nie widzę czegoś szczególnie rażącego. 

Poniżej widzicie, jak prezentują się cienie na skórze. Górny rządek to cienie bezpośrednio na skórze, dolny - cienie nałożone na bazę z Nyx. Widać zresztą, że trochę niedbale nią przejechałam. :/

Górny rządek - bez bazy, dolny - baza Nyx

Pigmentację cieni oceniam na dobrą, ale z trwałością jest dużo gorzej. Kiedy nakładałam cienie bezpośrednio na powiekę, bez bazy, cienie znikały z powieki dosłownie po godzinie czy dwóch. Niby jakiś ich zarys był, ale równie dobrze mogłabym przejechać sobie po powiekach chusteczką zaraz po wykonaniu makijażu i efekt byłby ten sam. Inaczej sprawa się miała, kiedy nakładałam je na bazę - wtedy makijaż potrafił trzymać się cały dzień w stanie może nie idealnym, ale zdatnym do zaakceptowania. 
Ciemniejszego fioletu użyłam do makijażu, który pokazałam Wam w jednym z ostatnich postów :) Jest to mój ulubiony kolor z paletki, potrafi pięknie (acz delikatnie) się mienić.

Dobór cieni uważam za troszkę mało trafiony. Perłowa, szarawa biel średnio pasuje mi do reszty i ciężko mi połączyć ją z pozostałymi kolorami, choć to akurat może wynikać z moich niskich umiejętności makijażowych ;) 
Moją uwagę zwrócił aplikator. Długi, sztywny, z dwiema końcówkami - jedną szeroką i drugą cienką, przeznaczoną pewnie do dolnej powieki. Bardzo wygodnie się nim operuje i bywa, że "pożyczam" go też do innych cieni.
Cienie dostępne są w czterech wersjach kolorystycznych - Chocolate, Smoky Eyes, Mauve Sensation (zaprezentowana w poście) i Fairy Forest.

http://drogerianiemiecka.pl/pl/p/ALVERDE-Poczworne-cienie-do-powiek/993

Podsumowując, moja ocena to 4,5/6. A to przez słabą trwałość bez bazy i niezbyt solidne opakowanie - o ile to ostatnie jestem w stanie przeżyć (bo nie to jest najważniejsze w cieniach), o tyle słabej trwałości już nie. Niby używanie bazy jest standardem, ale kiedyś długo malowałam się bez niej i też jakoś wychodziło. Na plus ładny sklad, certyfikat, no i... to przecież Alverde :)

Pozdrawiam! :)





piątek, 1 sierpnia 2014

Złoto-fioletowo-brązowo

Witajcie!

Dziś przychodzę z bardzo nietypowym (jak na mnie) postem, ponieważ, co tu dużo mówić... Nie jestem makijażowym gigantem i wielu z Was nigdy nie dosięgnę nawet do pięt. Mimo wszystko cieszy mnie, że powoli potrafię wyjść poza własne przyzwyczajenia i nie sięgać po - standardowe dla mnie - całkowicie czarne, smołowate smoky eyes.
No co poradzę, że lubię takie mocne makijaże? :)
Dziś jednak pokażę Wam mój ostatni twór (i pierwszy makijaż na tym blogu). Prosty i głowę dam, że już gdzieś go widziałyście, ale... co mi tam. :D
Zdjęcia są jakie są, ponieważ przez szalejącą niczym kolejka górska pogodę było mi ciężko złapać dobre światło - no i aparat który pożyczyłam okazał się nie być tak dobry, jak myślałam.


Makijaż jest bardzo prosty - składa się jedynie z trzech kolorów: złotego, perłowego rozświetlacza, fioletu i perłowego brązu. Złoty i brązowy cień pochodzą z potrójnych cieni Paese, które znalazłam w Paeseboxie, a fiolet - z paletki Alverde (ten ciemniejszy). Całość nałożona jest na bazę Nyx, którą z kolei zawiera moja paletka do smoky eyes "One Night In Morocco". BTW - przy okazji macie okazję podziwiać na rzęsach niewypał, jakim jest tusz od Joko (był w styczniowym Shinybox). Jest tak bardzo do bani, że nawet nie wiem, czy go recenzować.


Makijaż na żywo jest nieco bardziej intensywny i świetnie podkreśla zieloną tęczówkę (nawet tak dziwnie zieloną, jak moja). Tak sobie myślę, że perłowy brąz mogłam zastąpić matowym - ale i tak podoba mi się efekt.
Jak takie coś zrobić? Napierw na środek powieki nałożyć fiolet, potem - na część przy wewnętrznym kąciku - złoty cień, i wykończyć zewnętrzny kącik brązem. U mnie widzicie taką samą kolejność kolorystyczną na górnej i dolnej powiece, ale kto powiedział, że nie można poeksperymentować? :P



Drugą KatOsu nie zostanę, wiem :D Ale przecież to nie oznacza, że nie mogę bawić się cieniami :)


Podoba Wam się? Czy może powinnam wyrzucić cienie/pędzle i nigdy więcej nie męczyć Was takimi postami? :D

Pozdrawiam serdecznie! 


 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design