środa, 10 września 2014

Spotkanie blogerek w salonie kosmetycznym BIOMED - część 1 :)

Witajcie!

Dziś co prawda planowałam inny post, ale złośliwość rzeczy martwych (nie mogę znaleźć pendrive'a ze zdjęciami) zmusiła mnie do zmiany planów. Nic nie szkodzi - po prostu jutro wstawię tego posta, który powinien być opublikowany dziś :) Mam nadzieję, że się nie pogniewacie :)



6 września był dla mnie dniem dość pechowym. Najpierw mało nie spóźniłam się na autobus do Trójmiasta, potem ludzie wszędzie byli dla mnie jacyś wredni bez powodu (szczególne pozdrowienia dla kontrolera biletów SKM, który zaczął mi wypisywać mandat już w trakcie mojego szukania biletu w torbie), w Chylonii okazało się że muszę zmienić pociąg, a w samej Cisowej telefon wypadł mi z kieszeni i poleciał ładny kawałek... Przyklęknęłam by go pozbierać, i wtedy... usłyszałam trzask materiału. Super! Akurat w tym momencie musiały mi pójść spodnie, i to na tyłku! Jakby spuszone i wyjątkowo nieposłuszne włosy były niewystarczającym uprzykrzeniem dnia. Specjalnie zaplotłam je na noc w warkocz, by chociaż raz mieć ładne fale - ale NIE, musiały się po drodze wyprostować i spuszyć. Że już o obcierających butach nie wspomnę. Jak widać, droga na spotkanie była... ciężka, ale jakoś udało mi się w końcu na nie dotrzeć.


Sama droga ze stacji SKM do salonu okazała się dużo krótsza niż przewidywałam, więc usiadłam sobie na ławce i troszkę poczekałam. Wtedy zobaczyłam... ścianę lasu. Niesamowite - ściana lasu praktycznie przy samym mieście! Wiem że to może nic niezwykłego, ale mnie osobiście zaskoczyło :)



W końcu dodatkowy czas minął i wybrałam się pod salon... i tu zaczęły się schody. Podeszłam do czekających na spotkanie dziewczyn i TAK się speszyłam, że masakra! :D Nieśmiałość, którą przez cały poranek próbowałam upchnąć gdzieś w ciemny zakątek siebie, wylazła ze zdwojoną siłą. Było to moje pierwsze spotkanie tego typu! Czułam się jak kosmitka, ale dziewczyny okazały się być niesamowicie przyjazne i po chwili poczułam się już nieco lepiej :)

Nigdy nie byłam w salonie kosmetycznym. No dobrze, byłam dwa razy - za każdym razem w celu przekłucia uszu, ale to chyba się nie liczy :D W każdym razie to był jeden z powodów, dla których zdecydowałam się zgłosić na spotkanie. Zawsze ciekawiło mnie, jak wyglądają różne miejsca "od kuchni" - w tym salon kosmetyczny. Idealna okazja, by się przekonać!




Po salonie oprowadzała nas przesympatyczna pani Marlena, którą widzicie na pierwszym zdjęciu. Przy każdym sprzęcie (niektóre z nich wyglądały dla mnie jak żywcem wzięte z pokładu statku kosmicznego) wyjaśniała bardzo szczegółowo, do czego które urządzenie służy. Do widocznej na trzecim zdjęciu kapsuły SPA można było nawet wejść na ochotnika :D Niestety, nie mogłam się zgłosić z uwagi na gorset, który założyłam na tę okazję. Trochę zajęło mi wiązanie go, fiszbiny są stalowe, a kapsuła nagrzewa się do około 60 stopni... Zwyczajnie bym się usmażyła.




Muszę przyznać, że ten salon bardzo przypadł mi do gustu - i nie, nie dlatego, że było tam spotkanie. Jest nie tylko estetycznie urządzony, ale i nie ma w nim sztucznej, sztywnej atmosfery. Odniosłam wrażenie że jest to miejsce, w którym można nie tylko zadbać o siebie oddając się w ręce osób które rzeczywiście znają się na swojej pracy, ale i przyjemnie spędzić czas. Można spokojnie się rozluźnić i zrelaksować. Jeśli tylko zamieszkam bliżej Gdyni, będę tam zaglądać od czasu do czasu.

Po wycieczce po salonie przyszedł czas na prezentacje pierwszej z marek, których przedstawicielki pojawiły się na spotkaniu. Było to moje pierwsze spotkanie blogerskie, więc byłam zaskoczona ich pojawieniem się. Jako pierwsza zabrała głos pani Marzena, która przedstawiła nam historię firmy Pierre Rene i pokazała nam sporo nowości z ich najnowszej oferty. Mogłyśmy wszystko wypróbować, pomaziać... Zresztą widać na zdjęciach :)
Wpadło mi w oko kilka produktów i zapewne w przyszłości się na nie skuszę :)



Zapoznawanie się z produktem - in progress...
Gosia - niesamowicie fotogeniczna organizatorka spotkania :)





Panie z Vipery również oglądały :)
 Po pani z Pierre Rene przyszedł czas na prezentację pań z Vipera Cosmetics. Przywiozły one ze sobą wielką szafę z kosmetykami, których nie zawahały się użyć przy robieniu makijaży :) W czasie kiedy ochotniczki siedziały na fotelach i oddawały się w ręce pań makijażystek, reszta dziewczyn miała swój lakierowy plac zabaw :)






A takie efekty zabawy :)

Kolorowe mascary - muszę mieć fioletową! 

Utleniające się szminki. Na każdych ustach wyglądają inaczej.
Pozdrawiam malującą mnie panią! Sporo się od niej dowiedziałam :)

Niesamowity granat i polska Vanessa Hudgens :)

Ten makijaż zwyczajnie mnie zachwycił.
Atmosfera była bardzo sympatyczna i luźna :) Wiem, że dziewczyny później wybrały się na kawę do McDonald's. Ja niestety musiałam wrócić do domu, ponieważ w trakcie spotkania niechcący uderzyłam z całej siły głową w skośną ścianę/sufit (wyjmowałam coś z torby i wstałam, nie zdając sobie sprawy że mam ścianę/sufit nad sobą). Ból był nieznośny, a do domu droga daleka... Żałuję, bo słyszałam że dziewczyny dobrze się bawiły :)




 A tutaj wszystkie z nas w jednym miejscu :) I jak zwykle jestem najwyższa... :( One wszystkie takie śliczne, a ja taki potworek. No cóż.


Chwilę później panie z Vipery opuściły nas, a nas obdarowano kosmetykami. Osobiście byłam nieco przerażona ich ilością - trochę takie "jak ja to dowiozę do domu?!" :D Oglądaniu nie było końca, osobiście też wymieniłam kilka produktów, bo kolory nie do końca mi pasowały. #kottakiwybredny








Wielkie, piękne DZIĘĘ-KUU-JĘĘ za możliwość wzięcia udziału w tym spotkaniu, poznania dziewczyn i za upominki, które zaprezentuję Wam w drugiej części tego posta :) Stay tuned!





fotograf: Wojciech Śniatecki

Salon kosmetyczny BIOMED 
http://www.ebiomed.pl/

Bardzo się cieszę, że mogłam przyjechać na to spotkanie i mam nadzieję, że nie było ono ostatnie :)

Pozdrawiam!

22 komentarze:

  1. Oj jak było fajnie, żyję wspomnieniami ;)
    A drogę na spotkanie faktycznie miałaś trudną :P ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również ;)
      Owszem, ale cóż... Taki już ze mnie pechowiec, można się przyzwyczaić :D

      Usuń
  2. Mi również milo było Cię poznać. No drogę na spotkanie miałaś rzeczywiście bolesną ,współczuję normalnie.
    Ja fotogeniczna? No nie przesadzaj kochana :)
    Mam nadzieję,że jeszcze się spotkamy :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, jak jest się pechowcem :) A Ty jesteś fotogeniczna i nie zaprzeczaj! :P
      Ja również! :****

      Usuń
  3. Widzę, że spotkanie się udało :) Trud podróży został wynagrodzony :D. Rzeczywiście miałam trochę pechowy dzień, ale ważne, że dotarłaś i dobrze się bawiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, że nigdy nie byłam w Gdyni :) Na szczęście nie było tak trudno tam trafić :) A podróż... faktycznie, w połączeniu z pechem nie była najlepsza, ale warto było :)

      Usuń
  4. Bardzo mi było miło pokazać Wam wszystko ,,od kuchni" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nam było bardzo miło to wszystko zobaczyć! :)

      Usuń
  5. Ojej ale miałaś pecha! Ja już bym rzucała wszystkim gdyby mi się spodnie rozpruły i wyzywała na co się da, a ty jeszcze bidulko na koniec się w głowę uderzyłaś :(. A myślałam, że to ja miałam pecha gdy zatrułam się w dzień spotkania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, było mi do tego baaardzo blisko :( Potem uznałam, że nie ma sensu się denerwować i pomyślałam, że jeśli będzie tragicznie, zawiążę bluzę na biodrach. Tak zresztą zrobiłam. :)
      Oooj, zatrucia są złeee, wiem coś o tym... :(

      Usuń
  6. Zazdroszczę :) Też chciałabym kiedyś załapać się na jakieś spotkanie bloggerskie, ale jak patrze na to, jak na niektórych blogach dziewczyny się nawzajem obrażają i oskarżają o chciwość i zlot "na darmochę" to, aż mi się odechciewa :(.
    Najważniejsze jest jednak to, że Wasze spotkanie się udało ::)
    Oby więcej takich spotkań :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślałam o zorganizowaniu jakiegoś takiego spotkania, na którym zbierałoby się karmę/pieniądze/smycze/cokolwiek-byśmy-ugadały dla zwierzaków. Żałuję, że kompletnie nie mam doświadczenia w organizowaniu takich spraw :(
      A co do oskarżeń o chciwość - taa, spodziewam się takie zobaczyć również pod tym postem... Pojechałam na to spotkanie dla spotkania, nie dla giftów, ale i tak co do niektórych nie dotrze i prędzej czy później oskarżenia się pojawią. Trudno się mówi...

      Usuń
  7. Uch, zaczelo sie pechowo, ale super, ze w koncu sie udalo! :) a te lakiery i szminki, och, raj :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to prawda :D Tyle cudowności i każdą można było przetestować :D

      Usuń
  8. Jeju to miałaś przeżyć, masakra i na końcu w głowę. :( Dobrze że choć trochę miałaś przyjemności choć należało Ci się więcej. Mam nadzieję że już doszłaś do siebie? Pozdrawiam cieplutko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, już jest wszystko w porządku :) Najgorsze było to, że w sobotę się uderzyłam, a w poniedziałek miałam egzamin zawodowy do którego musiałam się uczyć. Tak to już jest, jak jest się pechowcem - do tego całkiem wysokim.
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  9. bardzo fajnie zorganizowane spotkanie i widać, że udane całkowicie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Było super :) Fajnie, że sie wszystkie poznałyśmy :) Nastepna z Vanessą Hudgens wyleciała, ale dziękuję za komplement :) Jakbyś chciała ta fioletową maskarę to daj znać na mojego maila, mam dostęp do nich pod domem, mogę Ci wysłać pocztą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co poradzić z tą Vanessą, taka prawda! :D
      Ooo, super! Jak będę nieco bardziej bogata niż teraz, napiszę - u siebie raczej jej nie znajdę :(

      Usuń
  11. Kociaku więcej pewności siebie ! Włosów nie miałaś spuszonych ! Hm... miałaś zapasowe spodnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam, miałam... I każdy sterczał w inną stronę! Zwykle wyglądają lepiej, tego dnia naprawdę coś im nie pasowało.
      Łatwo mówić - więcej pewności siebie, kiedy masz na tyłku porwane spodnie! :D :D :D I nie, nie miałam zapasowych - na początku spotkania zawiązałam bluzę na biodrach i dlatego jakoś przeżyłam :)

      Usuń

Zachęcam do komentowania - jestem początkującą włosomaniaczką, więc w przypadku pisania przeze mnie bzdur wszelkie poprawianie jest jak najbardziej mile widziane ;)
Pamiętajmy jednak o tym, że dyskusja NIE POLEGA na wzajemnym obrzucaniu się błotem. Chyba nie jesteśmy tutaj, by psuć sobie humory, prawda?

 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design