sobota, 27 lutego 2016

Cienie Mariza Brilliant

Hej!
Jak Wam mijają ostatnie dni lutego? :) Mi nerwowo, strasznie nerwowo... Nie dość, że praktycznie połowę (jak nie trzy-czwarte) lutego przesiedziałam w Wielkiej Brytanii, to jeszcze bycie studentem potrafi naprawdę dać w kość, jak i bieganie po lekarzach. Za parę lat na pewno będę tęsknić za "problemami pierwszego świata", jakie mam teraz, no ale...
Tak czy inaczej - melisa na uspokojenie zaparzona, można pisać. :)




Mariza szturmem zdobywa blogosferę. Nie wiem jak Wy, ale ja powoli widzę ją wszędzie. Ostatnio złapałam się na tym, że robiłam maślane oczka do metalicznego cienia tej firmy w odcieniu oberżyny, który zobaczyłam w tym poście. Nie wiem, na ile sprawdziłby się w moim makijażu oka (który jest jednak dość mocny, i to na co dzień), ale jest przepiękny - kolor, błysk, no wszystko! Też tak macie, że spodoba Wam się kosmetyk, który niekoniecznie może Wam pasować do codziennej makijażowej koncepcji, a jednak siedzi Wam w myślach? :) Jednak wtedy stało się coś niespodziewanego. Zostałam nagrodzona za aktywność na portalu TrustedCosmetics.pl i oprócz upominku, którym jest niezły rozświetlający gagatek, w którym się zakochałam, zostałam też zaproszona do przetestowania sypkich cieni Briliant Mariza. W tym miejscu pozdrawiam Panie z redakcji TrustedCosmetics - są wobec mnie cierpliwe niczym anioły. :)

Opis producenta:

Sypkie cienie do powiek połyskujące tysiącem refleksów pozwalają na wykonanie świetlistego, wieczorowego makijażu. Cienie można nakładać zarówno na sucho jak i na mokro.

Trafiły mi się kolory, których nie używam codziennie w makijażu, ale mimo wszystko skradły moje serce. Złoty Kobalt jest kolorem dość nietypowym. Spójrzcie na zdjęcia - jaki kolor widzicie? Złoty, prawda? A guzik. To jest najmniej oczywiste złoto, jakie dotąd widziałam. W zależności od kąta padania światła nabiera srebrnawego połysku. Ciśnie mi się tu na klawiaturę określenie "zimne złoto". Opalizujący Szmaragd jest już bardziej konkretny - to błyszcząca zieleń, również w chłodnym wydaniu. Prawdę mówiąc, w opakowaniu wydawała mi się troszeczkę ciemniejsza, ale być może to złudzenie optyczne.

 


Właśnie - opakowanie. Czy wspominałam już kiedyś, jak bardzo lubię opakowania kosmetyków, w których wyglądają one jak zamknięte w bryłce lodu? Właśnie takie, jak opakowania tych cieni. Są nie tylko estetyczne, ale i wykonane z solidnego plastiku, co się czuje, kiedy weźmie się je do ręki. Możemy je bez obaw włożyć do kosmetyczki czy torebki - nakrętka cieni sama raczej się nie odkręci, a dodatkowo cienie chronione są kawałkiem grubszej folijki, która przez jakiś czas może stanowić dodatkową ochronę - o ile nie rozerwiecie jej przy otwieraniu, jak udało mi się niechcący z tą od zielonego cienia. ;) Szata graficzna oszczędna, ale elegancka. Mały minus za brak składu na opakowaniu, znajdziemy za to informację na temat terminu ważności (na moich jest końcówka roku 2017), numer partii i oczywiście kod kreskowy. Gramatura cienia to 1g, cena - 10,90zł.


Używałam przy nich zarówno pacynki, jak i pędzelka, i muszę przyznać że pędzel to jednak pędzel. Pacynka ma tu swoje minusy - możemy nią oczywiście nakładać cień, ale musimy to robić ostrożnie, dociskając nią cień do powieki. Złoty cień nakładało mi się łatwiej właśnie pacynką i metodą wciskania, lepiej trzymał się powieki. Pędzelek z kolei powoduje, że - nakładając cień na sucho - musimy liczyć się z osypywaniem się cienia. Przyznam, że nie próbowałam nakładać tych cieni na mokro czy na inne cienie, ale spróbuję i jak tylko będę wiedzieć co i jak, wstawię do postu stosowną informację. Tutaj stosowałam je na bazę pod cienie w kredce Wibo i muszę przyznać, że te cienie chyba niespecjalnie się z nią lubią - ma ona to do siebie, że jest całkiem zbita. Na upartego można i bez bazy, ale, jak widać, kolory są wtedy mniej intensywne. Niestety, blendowanie ich wymaga trochę cierpliwości. Podkreślić należy ich trwałość - owszem, lubią lepki "podkład", ale przetrzymały mi praktycznie cały dzień, lekko zbijając się w załamaniach powieki - co mi nagminnie robią wszystkie cienie. Pięknie błyszczą, tak jak obiecano. Oficjalnie przeznaczone są do makijażu wieczorowego, a wieczór przetrzymają spokojnie. ;)


Pigmentację cieni oceniam na dobrą - można nimi uzyskać wyraźny, intensywny efekt. Oczywiście, najlepiej jest z bazą pod cienie, ale w zasadzie widywałam cienie radzące sobie bez bazy o wiele gorzej niż Briliant. Konsystencja, no cóż - sypka. :D Na plus trzeba liczyć połysk, który zdjęcia nie do końca oddają, na minus niestety delikatne osypywanie się i drobinki z zamiłowaniem do podróżowania po całej twarzy - można zminimalizować tę niedogodność poprzez pomalowanie oczu w pierwszej kolejności, później przetarcie twarzy płynem micelarnym, położenie kremu i zrobieniem makijażu twarzy w następnej kolejności. Prawdę mówiąc zastanawiam się, jak te wszystkie blogerki makijażowe robią zdjęcia makijaży na blogi, że zdjęcia wychodzą takie ładne? Moje makjiaże nijak mają się do ich poziomu, ale tym razem na przykład byłam dumna z kreski, która w realu wyglądała bardzo korzystnie, a na zdjęciach robi ze mnie smutnego kociaka :D

A tak cienie wyglądają w akcji. Wiem, że mnóstwo z Was zrobiłoby lepsze makijaże - ale ja jestem makijażowym laikiem, poza smoky eyes niewiele zrobię. Mimo to, nawet dla laika cienie były przyjazne i łatwe w "obsłudze".
Ten pierwszy faktycznie niespecjalnie mi wyszedł, ale drugi, choć na zdjęciach wygląda niespecjalnie, w rzeczywistości naprawdę mi się podobał. Dopiero się uczę, ponadto przy moim typie urody przy oczach MUSI się znaleźć pewna doza czerni/ciemnego koloru, by wyglądało to dobrze. Zdjęcia nie oddają niestety w pełni błysku cieni - a to wina aparatu. Jeśli uda mi się w wakacje wyjechać do pracy w Anglii, nowy aparat będzie pierwszą rzeczą, jaką kupię - słowo harcerza!

Pomijając moje niewielkie umiejętności makijażowe, trzeba przyznać że jest świetliście. Są obiecane przez Marizę refleksy. Do makijażu wieczorowego jak znalazł - choć osobiście nie dzielę cieni na "dzienne" i "wieczorowe", a na "te w których dobrze się czuję" i te, w których nie. Gdybym używała takich kolorów na co dzień, kto wie - mogłyby spokojnie stać się częścią mojej codziennej kosmetyczki, a tak myślę, że sprawdzą się przy wielu specjalnych okazjach. :)

Takie kolorki mamy dostępne. :)

Podsumowując - mimo osypywania się i drobinek-podróżników, oceniam te cienie pozytywnie. Koniecznie muszę dokupić Migoczący Fiolet! :D Mógłby być piękny z matową czernią. :) Myślę, że taki efekt za 10,90zł jest jak najbardziej wart nabycia, nawet jeśli jest to trochę utrudnione - albo konsultantka, albo sklep internetowy Marizy :)

Miałyście może te cienie? Co o nich myślicie? :)
Pozdrawiam serdecznie! :)

PS: Fakt otrzymania kosmetyków do testów nie wpłynął na ich ocenę. Zresztą - nigdy nie wpływa.

7 komentarze:

  1. ciekawe, choć ja rzadko sięgam po cienie w takiej formie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też lepiej się używa takich w stałej formie, ale sypkie też są super :)

      Usuń
  2. Ja bardzo lubię cienie Marizy i IdaliQ. Te sypkie mają to do siebie (wszystkie), że lubią się osypywać, wtedy dobrze jest zwilżyć pędzelek :)
    Dziękuje kochana za podlinkowanie ;)
    Ta oberżyna na żywo jest jeszcze piękniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa i jeżeli nie chcesz wyglądać "jak smutny kociak", to kieruj jaskółkę zgodnie z biegiem i kątem dolnej linii wodnej, a na górnej powiece zrób cieńszą kreskę :)

      Usuń
    2. Dzięki za wskazówki! :D Jak "smutny kociak", bo słyszałam że w Korei jest trend na malowanie kreski właśnie opadającej - tak na "słodkiego szczeniaczka". A że blog jest koci... :D
      A co do oberżyny - wierzę... Muszę ją mieć, i będę ją mieć! :)

      Usuń
  3. Ciekawią mnie te cienie :D Najbardziej cały pierwszy pionowy rząd :D

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurczę! Piękny makijaż Ci wyszedł, a już chciałam pisać, że ta zieleń to trochę taka nie bardzo :D

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do komentowania - jestem początkującą włosomaniaczką, więc w przypadku pisania przeze mnie bzdur wszelkie poprawianie jest jak najbardziej mile widziane ;)
Pamiętajmy jednak o tym, że dyskusja NIE POLEGA na wzajemnym obrzucaniu się błotem. Chyba nie jesteśmy tutaj, by psuć sobie humory, prawda?

 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design