niedziela, 30 czerwca 2013

DIY: Laminowanie włosów!


Od jakiegoś czasu głośno jest wśród włosomaniaczek o tzw. laminowaniu włosów żelatyną
Jest to domowa wersja zabiegu fryzjerskiego, z użyciem żelatyny wieprzowej. Zabieg jest na pewno łatwy do wykonania, a czy przyjemny - to zależy, czy traficie na żelatynę śmierdzącą, czy nie ;) 


Celem zabiegu jest wypełnienie ubytków w strukturze włosa naturalną keratyną. zamknięcie łuski na całej długości włosa oraz likwidacja rozdwajających się końcówek (znaczy się, sklejenie? Bo nic poza nożyczkami przecież nie zlikwiduje rozdwojonych końcówek...). Dzięki temu włosy będą wygładzone, błyszczące, miekkie, nie będą się puszyć, będą też grubsze, cięższe, "mięsiste", a końcówki będą łatwiejsze do rozczesania i będą mniej się plątać. 

Potrzebujemy:
- żelatyny spożywczej
- miseczki
- ciepłej wody
- odżywki (z dodatkiem olejów w składzie) lub oleju (używanego do olejowania włosów)
- folii (reklamówka się nada)
- ręcznika
- opcjonalnie suszarki (ten zabieg lubi ciepło)

A zabrać się za to należy tak:

1 łyżkę żelatyny rozpuszczamy w 3 łyżkach bardzo ciepłej wody, dokładnie mieszamy aż znikną grudki, i odstawiamy miseczkę z rozpuszczoną żelatyną do ostygnięcia. W tym czasie myjemy włosy i lekko osuszamy ręcznikiem. Żelatyna pewnie już lekko wystygła i ma konsystencję żelu pod prysznic, więc dodajemy około łyżki odżywki lub oleju i rozprowadzamy na włosach, dokładnie przeciągając palcami posmarowanymi żelatyną po każdym kosmyku. ALE: jeśli do żelatyny dodałaś olej, uważaj z rozprowadzaniem mieszanki na skórze głowy – niektóre oleje ciężko się spłukują i włosy przy skórze głowy mogą wyglądać na tłuste i nieświeże. Nie mówiąc już, że nie każdy olej (np. mieszanina olejów, jak Alterra Pomarańcza i Brzoza) służy skórze głowy.

Włosy owijamy szczelnie folią (można wykorzystać, jak wspominałam, zwykłą reklamówkę) a następnie ręcznikiem i pozostawiamy na co najmniej 45 minut. Jeśli masz suszarkę, możesz wysuszyć żelatynę na włosach ciepłym nawiewem - zwiększy to efektywność zabiegu. Dokładnie spłukujemy najlepiej letnią wodą, bo potem może być ciężko pozbyć się glutków z włosów. ;)


O czym należy pamiętać przy laminowaniu włosów?
- Laminujemy nie częściej, niż co 2tyg/3-4 mycia, by uniknąć przeproteinowania włosów.
- Efekt jest natychmiastowy i doraźny, ale to nie oznacza że już masz zdrowe włosy. Trzeba pamiętać o kuracji nawilżającej i odżywczej, inaczej włosy mogą być w gorszym stanie niż przed zabiegiem!
- Jeśli nie widzisz efektów laminowania, zmodyfikuj nieco metodę laminowania lub dodaj inną odżywkę (co też uczynię). 

Przetestowałam. Efekty?

W moim przypadku - średnie, ale nie wiem czy nie miał na to wpływu dodany do mieszanki miód. Wbrew temu, co było mówione, włosy lekko się napuszyły na końcach, ale były bardziej sypkie i jakieś... ładniejsze. Likwidację rozdwojonych końcówek można włożyć między bajki, ale poprawa stanu włosów jest na pewno. Szkoda tylko, że doraźna...
Na pewno nie jest to jednak mój ostatni raz z laminowaniem. Po prostu coś musiałam zrobić źle. :)

Pozdrawiam!

sobota, 29 czerwca 2013

DIY: Perfumy w kremie

Niewłosowy post. Raz na jakiś czas można, a co! :)

Od kilku tygodni (i od czasu, kiedy nauczyłam się jako-tako czytać składy) interesuję się kosmetykami naturalnymi, głównie DIY. Staram się nie popadać przy tym w skrajności typu "To ma konserwanty/parabeny/w ogóle jest chemiczne, nie będę tego używać, nie i koniec, wywalam wszystko z zawartością tej substancji!", bo biorąc pod uwagę skład spożywanego przeze mnie jedzenia... czułabym po prostu hipokrytką. Nie należę do najbogatszej warstwy społeczeństwa (choć nie mam z tego powodu kompleksów), zakupy robię przeważnie w Biedronce która jest najbliżej mojego miejsca zamieszkania (kilka km od miasta właściwego) - i do tego nie dysponuję samochodem. Sięgając po pierwszy lepszy produkt spożywczy widzę w składzie sporo E-cośtam... Nie twierdzę, że żywność z tego sklepu jest niesmaczna, o nie! - ich pasta tuńczykowa do kanapek nie ma sobie równych! - ale powiedzmy sobie szczerze, chemia jest WSZĘDZIE. W jedzeniu z Biedronki, Lidla, Tesco, Auchan, Carrefoura czy co tam jeszcze znajdziecie koło Waszych domów. A kto ma w dzisiejszych czasach tyle silnej woli, samozaparcia, ale i przede wszystkim czasu i pieniędzy by wytwarzać żywność samodzielnie? Nie mówiąc już o tablicy Mendelejewa, którą znajdziecie w powietrzu... Tak więc marzenie o 100% naturalności uważam za niestety niemożliwe do spełnienia. :( Ale... czy to znaczy, że nie mogę przynajmniej ograniczyć chemii, jaką przyjmuję? Jasne, że mogę.

Wracając do tematu - przeglądając blogi trafiłam na blog Arsenic, która akurat prezentowała przepis na perfumy w kremie. Przepis jest bardzo prosty i nawet dla żółtodziobów (którym niewątpliwie jestem) będzie realny do wykonania.

Potrzebujemy:
- wazeliny (najzwyklejszej, cena w aptece ok 2zł)
- olejków eterycznych
- pojemniczka na zrobione perfumy
- garnuszka
- wody
- naczynia (szklanego lub plastikowego, u mnie plastikowe się sprawdziło)

Wodę wlewamy do garnuszka i stawiamy na gazie. Do naczynia wkładamy potrzebną ilość wazeliny. Gdy woda się już podgrzeje, wstawiamy naczynie do garnuszka (tzw kąpiel wodna). Po tym, jak wazelina się ogrzeje i roztopi, dodajemy kilka kropel wybranego olejku eterycznego, mieszamy i przelewamy do pojemniczka, w którym chcemy je przechowywać. Odstawiamy do stężenia.
Jeśli perfumy będą miały Waszym zdaniem zbyt rzadką konsystencję, można dodać trochę wosku pszczelego, jeśli zaś zbyt zbitą - odrobinę (naprawdę odrobinę) oleju.

Moje są o zapachu różanym, i już je kocham.

Pozdrawiam!

Migracja na Bloglovin' + Indyjskie Rozdanie u Kociambra!


Follow my blog with Bloglovin

W związku z wyłączeniem przez Bloggera możliwości obserwowania blogów od dnia 1-szego lipca zdecydowałam się na migrację do Bloglovin'. Nie żeby ktoś mnie obserwował, ale jeśli ktoś będzie kiedyś na tyle szalony, wolałam uprzedzić :D

Przypominam o Indyjskim Rozdaniu u Kociambra! Do wygrania kosmetyki indyjskie, a rozdanie znajdziecie TUTAJ!


Pokrzywa - sprzymierzeniec w walce o szybszy porost + rozdanie u Jaskółczego Ziela!


Jak wygląda pokrzywa - każdy widzi.

Zresztą, która z nas nie poparzyła się kiedyś pokrzywą - chociażby w dzieciństwie? Która z nas nie patrzyła niedowierzająco na bliskich, mówiących "ale to dobrze, dzięki temu będziesz zdrowa", trzymając się za poparzoną rękę czy nogę? A jak nieprzyjemny był późniejszy kontakt z wodą...

Znana już w starożytności, pokrzywa wykorzystywana była w wielu dziedzinach - m. in. do tamowania krwi, biczowania obolałych stawów (lecząc w ten sposób reumatyzm i nerwobóle), leczono nią owrzodzenia, a zupę z jej liści podawano osłabionym porodem kobietom w połogu. Poprawia przemianę materii, pobudza wydzielanie enzymów trzustkowych, produkcję czerwonych krwinek i hemoglobiny, działa przeciwzapalnie, wzmacniająco i rozkurczowo. Zdrowotne działanie oparzeń pokrzywą (a raczej toksyczne zapalenie skóry następujące w wyniku wprowadzenia przy dotknięciu przez włoski pokrzywy kwasu mrówkowego pod naskórek) polega na tym, że drobne naczynka krwionośne rozszerzają się, dzięki czemu tkanki są lepiej odżywiane. Zawiera ona sole mineralne (żelazo, wapń, fosfor, siarka, potas, jód, sód), witaminy (A, K, B, C), olejki eteryczne, chlorofil a i b, beta-karoten, ksantofil, serotoninę, histaminę, a także garbniki, flawonoidy, kwas pantotenowy, mrówkowy, glicerolowy i glikolowy.

Tak więc pokrzywa:

- poprawia pracę przewodu pokarmowego - działa pozytywnie na pracę wątroby, trzustki i nerek, ułatwia perystaltykę jelit
- działa moczopędnie - oczyszcza drogi moczowe oraz cały organizm ze szkodliwych produktów przemiany materii
- stosowana w anemii - zwiększa ilość czerwonych krwinek oraz zwiększa poziom hemoglobiny w osoczu
- leczy awitaminozę - dzięki zawartości licznych witamin i substancji mineralnych
- zwalcza różnego rodzaju infekcje - zwiększa wytwarzanie interferonu, przez co wzmacnia odporność
- ułatwia gojenie drobnych ran - zwęża naczynia krwionośne i hamuje krwawienie
- dobrze działa na cerę i włosy - wspomaga leczenie trądziku i zmniejsza wypadanie włosów

Przeciwwskazaniami do picia pokrzywy są:

- cysty, nowotwory macicy (zastanawiam się czy pod to łapią się też torbiele jajnika?)
- chorób leczonych chirurgicznie
- przyjmowania leków przeciwcukrzycowych- pokrzywa nasila ich działanie
- choroby nerek - zalecana konsultacja lekarska
- ciąża - również skonsultować się z lekarzem, aczkolwiek większość lekarzy nie widzi przeciwwskazań do picia pokrzywy podczas ciąży

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

Pokrzywa zrobiła furorę wśród włosomaniaczek walczących o szybszy przyrost włosów :) Zainspirowana efektami dziewczyn, spróbowałam sama - zwłaszcza, że mam w domu duży słoik zebranej przez Mamę pokrzywy (i pomyśleć, że rok wcześniej byłam zła, że znosi do domu jakieś zielsko...), ale można ją bez problemu dostać w supermarketach - kosztuje do 5zł. Nie należy sugerować się instrukcjami na opakowaniach, dawki rzędu 4 kubków dziennie to dawki lecznicze, a nam zależy tylko na przyspieszeniu wzrostu włosów :) Więc, zalewamy gorącą wodą i pijemy 1-2 kubki dziennie, i nie słodzimy, bo wtedy pokrzywa straci właściwości. Zwróćcie uwagę, że pokrzywa działa moczopędnie - ale na każdego w innym stopniu, więc może lepiej rozpocznijcie kurację w dzień wolny, kiedy nie musicie wychodzić z domu. ;) Aha, i picie pokrzywy może spowodować wysyp wyprysków - ale minie, a potem będziecie mieć gładziutką skórę i mocne paznokcie. Mi minął dość szybko. 
Ja zaczęłam od dwóch kubków dziennie, ale z zapominalstwa przeszłam na 1 kubek już po kilku dniach. Kilka dni po rozpoczęciu kuracji ufarbowałam odrosty, i nie było ich widać AŻ przez... tydzień. Już po ponad tygodniu miałam jakieś około pół centymetra odrostu! Baaardzo się ucieszyłam pomimo perspektywy szybszego ponownego farbowania bo od jakiegoś czasu włosy rosną mi dość wolno, i piłam pokrzywę z jeszcze większym entuzjazmem niż dotychczas. Smakuje trawiasto... ale warto. :) Poza odrostem odnotowałam również poprawę stanu cery (już po wysypie) i sporą poprawę stanu paznokci - przestały się rozdwajać!
Bardzo ważnymi rzeczami są uzupełnianie płynów (ze względu na moczopędność) oraz przerwy w piciu! Na przykład - miesiąc picia, dwa tygodnie przerwy... Pamiętajcie o tym! 
Moją kolejną radą jest, by przy stosowaniu takiej samodzielnie zbieranej i suszonej ostrożnie ją dozować - moja Mama przez kilka dni parzyła dla mnie pokrzywę i miałam wręcz tragedię z moczopędnością! Co napiłam się nawet głupiej coli (co czynię bardzo rzadko i w małych ilościach), zaczynałam rozglądać się za toaletą... Napar był stanowczo za mocny! Dla mnie jedna-dwie łyżki stołowe pokruszonej pokrzywy w zupełności wystarczą, nie chcę wiedzieć, ile sypała Ona...


Niestety, po trzech tygodniach picia pokrzywy musiałam przerwać kurację ze względu na wysypkę, jaka wystąpiła na moich dłoniach. Pokryły się one znienacka malutkimi pęcherzykami, które jednak wciąż rosły - nie były megawielkie, ale wystarczyło, bym wyglądała jakbym pieliła grządki w Czarnobylu. Nie byłam pewna, co mogło być winowajcą, więc odstawiłam wszystko - ale być może było to różane mydło Alterry którego zaczęłam używać w tym samym czasie. Tyle że... przecież używałam tego mydła dobre dwa tygodnie i NIC się nie działo, a że używałam go do kąpieli to chyba miałabym taką wysypkę nie tylko na dłoniach? Ustąpiła ona jednak po zmianie mydła, w tym momencie nadal goją mi się strupki (pozostałość po pęcherzykach), ale nie obserwuję powstawania nowych zmian. Pamiętam, że podobną sytuację miałam kiedyś podczas stosowania pewnego kremu do rąk, ale nie do tego stopnia... Powinnam gdzieś jeszcze mieć opakowanie, więc porównam składy, być może gdzieś czai się składnik na który jestem zwyczajnie uczulona. W składzie mydła widziałam Geraniol... może, może?

Po zobaczeniu efektów u siebie, wszystkim z Was mogę polecić picie pokrzywy. Sama również chętnie do niej wrócę, ale po konsultacji z lekarzem - niestety leczę się na torbiele jajnika, a nie chciałabym sobie napykać biedy i znów trafić na stół operacyjny. A do tego czasu... może drożdże? ;)

Przypominam o rozdaniu u Jaskółczego Ziela, które znajdziecie TUTAJ ! Do wygrania kosmetyki Yves Rocher! :)


Pozdrawiam i życzę udanego weekendu! :)


piątek, 28 czerwca 2013

DIY: Płukanka cynamonowa (spisująca się również jako psikacz)


Od dziecka uwielbiałam cynamon, i to we wszystkim - w dżemie jabłkowym, w kompocie, pierniczkach, i czym tylko się dało... To dla mnie bezcenna przyprawa, mimo że w zasadzie nie wolno jej stosować w dużych ilościach. Ale właśnie... przyprawa. A jak ona może pomóc moim włosom?

Przekopując się przez starsze posty na blogu Anwen trafiłam na post dotyczący wykorzystania cynamonu jako składnika domowej płukanki do włosów... i ten pomysł mnie oczarował. Cynamonowy zapach we włosach! Ocieplenie koloru włosów! Objętość! Obietnica błysku, zdyscyplinowania, i lepszego układania się fryzury! Chyba w życiu nie zerwałam się sprzed komputera szybciej, niż wtedy :D

Dzierżąc słoiczek z cynamonem w ręku (przechowuję przyprawy w słoiczkach), zagotowałam wodę i postąpiłam według przepisu Anwen, a jest on następujący: należy wsypać czubatą łyżeczkę cynamonu do dużego kubka (objętość około 400ml, a takich mam pod dostatkiem), zalać gorącą wodą, wystudzić i kilkukrotnie przecedzić, a następnie użyć uzyskanego płynu do ostatniego płukania włosów. Z racji możliwego ocieplenia koloru włosów płukanka ta nie jest polecana blondynkom ani osobom, którym zależy na utrzymaniu chłodnego odcienia włosów - jednak czytałam posty blondynek, którym nic takiego ta płukanka nie uczyniła.

Niestety, moje marzenia o zapachu cynamonu we włosach rozwiały się bardzo szybko - czuć go było jedynie póki włosy nie wyschły. Dodatkowo byłam nieco przestraszona, bo włosy były... dziwne. Sztywne, "tępe", zupełnie jakby niespecjalnie były zadowolone tym, co z nimi robię... ale kiedy wyschły, byłam zachwycona. Rzeczywiście, włosy były BARDZO błyszczące, lepiej się układały, sprawiały wrażenie nawilżonych (acz za to nie ręczę), objętość również się zwiększyła. Nie zaobserwowałam natomiast efektu ocieplenia koloru włosów (choć na moich porzeczkowoczerwonych włosach chyba już trudno uzyskać taki efekt ;) ).

A może psikacz?

Przy następnym myciu nie miałam czasu na zrobienie tej płukanki, więc postanowiłam wypróbować inny sposób. Zwolnił mi się akurat atomizer, więc postanowiłam sprawdzić czy owa mikstura sprawdzi się też w roli psikacza. Pomniejszyłam proporcje (1/4 łyżki cynamonu zalana 100ml wody), przygotowałam w dokładnie taki sam sposób, ale zamiast polać włosy po myciu przelałam płyn do atomizera i spryskałam nim włosy. Efekt był równie dobry, jak w przypadku płukanki cynamonowej - chociaż moje włosy wyglądały na bardziej zadowolone po użyciu atomizera niż płukanki. Szczerze nie mam pojęcia od czego to zależy. Oczywiście w zależności od porowatości włosów efekty mogą być różne, niektóre włosy to polubią, niektóre nie... ale myślę, że warto spróbować. Jedynym minusem tej metody jest fakt, że pomimo kilkukrotnej filtracji płyn może zapchać atomizer... :(

Spróbujecie? :)

Pozdrawiam!
 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design