Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lovely. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lovely. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 kwietnia 2017

Bitwa Pod Szafami na Polach Rossmańskich AD 2017 - łupy i kilka słów opinii

Tytułowa Bitwa Pod Szafami na Polach Rossmańskich AD 2017 w dniu dzisiejszym dobiega już końca. W Rossmannach plączą się pewnie jeszcze ostatnie zbłąkane dusze, odbierając zamówienia bądź poszukując czegoś, co jeszcze mogą kupić w promocji, a nie pomyślały o tym wcześniej lub nie kupiły z powodu braków (ale o tym później). Pracownicy tej sieci pewnie już odliczają czas do końca, bo – jakby nie było – wyobraźcie sobie pracę w okresie promocyjnym w Rossmannach w tych większych miastach, zwłaszcza w pierwszych dniach promocji. W Internecie można było przeczytać artykuły opisujące zachowania niektórych klientek i budziły one po części zażenowanie, a po części nawet przerażenie – życie mi miłe, w dodatku ostatnio bywam paskudnie porywcza, stąd moje zamówienia były w większości zamówieniami internetowymi, które też nie obyły się bez kłopotów i mam dość nieciekawe zdanie na temat sposobu w jaki promocja została zorganizowana, ale o tym w dalszej części postu.
Teraz skupmy się na czymś przyjemniejszym – czyli oglądaniu nowych kosmetycznych nabytków :)






piątek, 1 maja 2015

Nowości - choć nie wszystkie takie nowe :)


Hej :)

Witam pierwszo-majowo :)
Dawno nie było u mnie notki z nowościami. Ba, dawno w ogóle mnie tu nie było. Nowości nie ma może dużo i dominuje głównie kolorówka, w dodatku to bardziej nowości zbiorcze z kilku miesięcy, do tego światło i aparat ewidentnie zrobiły sobie ze mnie jaja... ale może akurat któraś z Was jest ciekawa, może któraś szukała posta z nowościami, a może kogoś coś zainteresuje... :)


czwartek, 13 lutego 2014

Lovely Pump Up Mascara - tusz do rzęs

Jaki kosmetyk pojawia się w Waszych myślach jako pierwszy, kiedy myślicie o makijażu oczu?

W moim przypadku są to cienie do powiek, bez których nie potrafiłabym się chyba umalować! :D Ale racja, jest wiele innych niezbędnych gadżetów, które pozwalają osiągnąć nasz cel - piękne spojrzenie. Czasem jest to kredka, czasem eyeliner... a czasem tusz do rzęs.

Kupiłam podkręcający tusz do rzęs Lovely Pump Up Mascara, kiedy po kilku miesiącach musiałam rozstać się z moim dotychczasowym ukochanym tuszem. Niestety, przy moich preferencjach makijażowych (bardzo ciemne smoky eye na co dzień) tusz do rzęs jest kosmetykiem wręcz musowym. Przez chwilę używałam takiego w kolorze szarawego fioletu, który walał mi się w kosmetyczce, ale to nie było to - szybko zatęskniłam za taką prawdziwą, głęboką czernią.

Buszując przy półce Lovely w Rossmannie zauważyłam kątem oka jaskrawe, żółte opakowanie tuszu. Spojrzałam na cenę - 8,99zł. Pomyślałam - "nieźle, tylko ciekawe jaki będzie efekt?" - ale że nie lubię rozmyślać w miejscach publicznych na stojąco, kiedy wokół mnie kręci się przynajmniej kilku klientów drogerii i trzeba a to się przesunąć, a to znosić natrętne spojrzenie ochroniarza w stylu "kupuj albo zjeżdżaj, bo pomyślę że kradniesz", tusz wylądował w koszyku.

Opis producenta:
"Maskara pogrubiająca i unosząca rzęsy. Gwarantuje efekt maksymalnie pogrubionych i wydłużonych rzęs."

Cena: 8,99zł/8ml 



No cóż, krótko, zwięźle i na temat.

Kilka słów o opakowaniu 

 


Jak widać było na pierwszym zdjęciu w poście, opakowanie ma klasyczną formę - ale zupełnie nieklasyczny kolor. Wyraźny, kanarkowy odcień żółtego sprawia, że tuszu trudno nie zauważyć czy w kosmetyczce, czy w torebce, czy nawet na sklepowej półce. Nie da się go pomylić z niczym innym. Mimo że wolę bardziej stonowane kolory, podoba mi się ten pomysł.
Szczoteczka jest silikonowa i ukształtowana tak, by pomóc podkręcać nasze rzęsy. Na zdjęciu wygląda na prostą, ale w rzeczywistości jest wygięta w łukowaty kształt. Konsystencja tuszu jest dość gęsta i łatwo nabrać go troszkę za dużo, więc trzeba na to uważać.

Rzęsy Kota czyli smok, któremu tusz musiał stawić czoła

 

Sztywne, podobno długie (choć widywałam dłuższe) i grube włosiszcza. Mam naturalnie ciemną oprawę oczu (na zdjęciach wyszła trochę jaśniej niż w rzeczywistości) ale włoski mają tendencję do bycia jaśniejszymi na końcach. Być może to wina henny, którą fundowałam im przez jakiś czas, ale nie mam co do tego pewności. Najważniejsze jednak, że moich rzęs nie da się podkręcić na czas dłuższy niż 20-30 min - po tym czasie wracają do swojej ulubionej, wyprostowanej formy. Nie pomaga ani zwykła zalotka, ani nawet elektryczna - efekt zawsze jest ten sam.

Rzęsy bez tuszu
Tu również bez tuszu, chciałam pokazać Wam długość ale widzę, że kąt wykonania zdjęcia pozostawia wiele do życzenia :/

W tym miejscu chciałam tylko dodać, że podziwiam inne blogerki za umiejętność robienia zdjęć własnym oczom. Mi chyba przyda się jeszcze trochę treningu. Przepraszam również za kiepskie brwi, ale zapuszczałam je by móc w końcu dojść z nimi do ładu.

Jaki jest wynik tego starcia?




Zawsze mi się tak dziwnie rozdzielają na końcu :(
Owadzie nóżki...

Podsumowując:

Tusz miał być podkręcający, ale moje rzęsy nawet na sekundę nie podkręciły się ani o milimetr. Widoczny jest za to efekt pogrubienia i wydłużenia. Niestety, używając tego tuszu trzeba bardzo uważać przy aplikacji, bo lubi sklejać, robić owadzie nóżki i czasem pozostawiać na rzęsach grudki, co nie dodaje nam urody - ale można temu zaradzić przeczesując rzęsy grzebykiem do nich przeznaczonym czy nawet szczoteczką od starej maskary. Miłym zaskoczeniem jest, że tusz nie osypuje się z moich rzęs.

(+) wydłuża
(+) pogrubia
(+) niska cena
(+) fajna silikonowa szczoteczka
(+) nie osypuje się

(-) owadzie nóżki
(-) sklejanie
(-) grudkowanie
(-) nie podkręcił moich rzęs, a przecież miał to zrobić :(

Czy warto?

Mimo wymienionych mankamentów uważam, że tak. Stosunek ceny do jakości jest w tym przypadku wyrównany. Po wykończeniu go pewnie rozejrzę się za alternatywą, ale w przypadku braku takowej możliwe, że do niego wrócę.

Ocena: 3/5

Pozdrawiam!
Kot

środa, 12 lutego 2014

Lakier do paznokci Lovely Blink Blink! nr 1 (fioletowy)

Blink Blink, babe!

Mimo posiadania całkiem ładnej kolekcyjki lakierów do paznokci (choć przy blogerkach lakierowych zdecydowanie nie mam czym się chwalić) rzadko ich używam. Powody są różne - raz, że drażni mnie czasochłonność tego zabiegu, dwa - czas utrzymywania się lakieru na mojej płytce jest zwykle wprost odwrotnie proporcjonalny do tego, który poświęciłam na pomalowanie paznokci. Poza tym jestem niezdarą - rzadko potrafię usiedzieć przynajmniej pół godziny nie robiąc ABSOLUTNIE niczego, by dać lakierowi wyschnąć i przez to często kończę z pozadzieraną emalią. A wtedy trzeba wziąć zmywacz, zmyć lakier, malować od nowa...

Ten lakier zobaczyłam na blogu Angel (klik) i - jak już pisałam w poście o małym haulu biedronkowo-rossmannowym - po prostu MUSIAŁAM go mieć. Chociaż nie gustuję zbytnio w lakierach z brokatem (takim typowym - perłowe drobinki w lakierach są ok), ten po prostu mnie zauroczył. Fiolet i dużo błysku w cenie 5,99zł - no czego chcieć więcej?


Opakowanie tego lakieru bardzo przypadło mi do gustu - nie jest kanciaste i ma szeroką zakrętkę, tak jak lubię w przypadku lakierów do paznokci. Prezentuje się elegancko i nowocześnie zarazem. Pędzelek jest odpowiedniego rozmiaru i operowanie nim nie sprawia większych kłopotów nawet komuś tak niewprawionemu, jak ja.

Cześć, nazywam się Błysk i kosztuję jedyne 5,99zł. Znajdziesz mnie w drogeriach Rossmann!

Niestety, dalej nie jest już tak różowo. Lakier okazuje się być dość ciężki we współpracy ze względu na zawarte w nim błyszczące drobiny. Trzeba uważać, by nie zostawiać dużych różowych "kółeczek" czy mniejszych holograficznych na brzegach paznokcia czy skórkach - za pierwszym razem nie zwróciłam na to uwagi i paznokcie zahaczały dosłownie o wszystko, póki tych kółeczek nie przycięłam nożyczkami. Ciężko nałożyć je równomiernie. Lakier sam w sobie jest transparentny, w fioletowo-burym odcieniu, więc bez innego lakieru jako bazy należy przygotować się na puste miejsca i prześwity.


Dwie warstwy + jedna warstwa top coatu innej firmy. Gładko nie jest.

Powyższe zdjęcie nie oddaje w pełni wyglądu tego lakieru - ciężko dziś o dobre światło do zdjęć. W rzeczywistości jest trochę ciemniejszy. Jak widzicie, błyszczące elementy na krawędziach płytki (zwłaszcza przy skórkach) nie prezentują się najlepiej. Moje paznokcie nie należą niestety do szczególnie zadbanych (za co przepraszam), ale mam nadzieję że jesteście w stanie przełknąć jakoś ich stan.
Jak widzicie, lakier solo wygląda raczej średnio. Z daleka wygląda ładnie, ale z bliska bywa różnie ;) Próbowałam go w różnych wariantach i najlepiej wygląda położony na inny lakier kolorowy, na przykład fioletowy. Wygląda wtedy kosmicznie, po pierwszym pomalowaniu w takiej konfiguracji (2 warstwy koloru jako baza + 1 warstwa brokatu + top coat) wręcz nie mogłam napatrzeć się na własne paznokcie. :)

Warto wspomnieć o poważnym plusie tego lakieru - jego trwałości. Na moich kapryśnych paznokciach, na których lakiery utrzymują się bez odprysków maksymalnie jeden dzień ten lakier wytrzymuje nawet do 4-5 dni i nie zagrozi mu nawet zmywanie naczyń. Powyższy plus zamienia się w minus, kiedy już chcę zmyć lakier - bez metody foliowej nie radzę nawet podchodzić. Drobinki przyklejają się do płytki tak mocno, że - przy pierwszym zmywaniu go - zdesperowana (i nieświadoma istnienia metody foliowej) zdrapywałam je pilniczkiem, co nie skończyło się najlepiej.
Czas schnięcia jest dość długi, jedna warstwa potrafiła mi schnąć 30 min albo i więcej - a jak nie doschła do końca i kładłam na nią nową, ciągnęła się niczym klej albo krówka ciągutka.

Plusy i minusy:

(+) kolor
(+) trwałość
(+) cena (5,99zł)
(+) ładne, eleganckie opakowanie

(-) prześwity
(-) ciężkie zmywanie
(-) długi czas schnięcia
(-) konieczne ostrożne nakładanie drobinek - nie przylegają do paznokci, więc mogą później haczyć o np. włosy

Biorąc pod uwagę moje zużycie lakierów, mój romans z nim zapewne chwilę potrwa. Być może skuszę się na inny odcień, ale fioletowy jest chyba najładniejszy ze wszystkich... Tak czy inaczej - za tę cenę lakier jest godny polecenia. Gdyby kosztował więcej zastanawiałabym się nad jego kupnem.
Oceniając w skali 1-5 dałabym mu 3+.

Pozdrawiam!
Kot

PS: Na FB widziałam zdjęcia świadczące o kolejnym wymierzonym w Polskę ataku zimy... Czy u Was pada śnieg? U mnie niby się nie zapowiada, ale na wszelki wypadek wyjęłam już z powrotem zimową kurtkę z szafy. Słyszałam, że jaskółki już złożyły jaja - przemarzną, biedaczyska :(
 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design