Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sls. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sls. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Mała poprawa, małe przemyślenia i to, co z lipcowych postanowień wyszło...


Witajcie.


W ostatnim poście pisałam o byciu pechowcem i odzwierzęcej grzybicy skóry. Cóż, pechowcem jestem - jak się okazuje - nadal, ale przynajmniej grzybica zdaje się odpuszczać. Stare ogniska chorobowe wysychają, bledną i jakby powoli znikają, nowe, jeśli się pojawiają, to w niewielkich ilościach i malutkie. Wygląda na to, że leczenie pójdzie już chyba z górki, muszę po prostu nie odpuszczać z maścią. :) Przyznam że taki stan rzeczy bardzo poprawia mi humor, zwłaszcza że mojemu starszemu kocurkowi również się poprawia. Niestety jego również zaatakowała mikrosporoza, prawdopodobnie zaraził się nią od młodszego kota i przy okazji zaraził nią mnie (biorąc pod uwagę jaki z niego pieszczoch, ciężko nie było).
W całej tej sytuacji irytuje mnie niezmiernie fakt, że jedyna kąpiel jaką mogę sobie zafundować to krótki prysznic (grzyby lubią wilgoć, więc długa kąpiel odpada). Do tego boję się używać jakichkolwiek kosmetyków poza dezodorantem, więc od czasu zachorowania musiałam je ograniczyć do niezbędnego minimum. Tuż pod okiem wyskoczyła mi mała krostka co do której nie mam pewności czy jest to tylko krostka, czy też zmiana grzybicowa, więc niczego na nią nie nakładam - w praktyce oznacza to zero podkładu, korektora którego używałam na cienie pod oczami... przy bladej cerze i czerwonych włosach wyglądam bez tego jak wampir, i przed pojawieniem się książek z serii "Zmierzch" może i by mi to tak bardzo nie przeszkadzało...

Co wyszło z postanowień lipcowych?

Cóż... nie można powiedzieć, że nic - nie zrealizowałam jednak wszystkiego, co sobie obiecałam, np nie obcięłam obiecanego 1cm włosów, bo... fundusze nie pozwoliły mi na zakup odpowiednich nożyczek, a cięcie włosów tymi nożyczkami, które już miałam w domu, mijało się z celem. Plan zakupienia nowych nożyczek przegrał w starciu z koniecznością dwukrotnej wizyty u weterynarza, i szczerze mówiąc niespecjalnie mnie to boli. Gdybym narzekała oznaczałoby to tyle, że nie jestem dla swoich kotów odpowiedzialnym opiekunem. Z częstszym uśmiechem na twarzy też wyszło średnio - niestety, taka rzeczywistość. Znacznie ograniczyłam za to ilość spożywanego cukru i w chwili obecnej praktycznie nie słodzę napojów (chyba że to czarna kawa "a'la siekiera", to wtedy bez cukru się nie obejdzie). Spożywałam też dużo mniej słodyczy niż zwykle, napoje gazowane również przeszły do mniejszości spożywanych przeze mnie napojów - nawet na wspomnianym weselu wolałam napić się soku owocowego niż coli czy sprite'a, których stało na stole kilka butelek. Codziennie jadłam porcję warzyw i owoców - nie były to jakieś wyszukane delicje, a najczęściej zwykłe pomidory, ogórki, cebula, jabłka, czasem truskawki - czyli wszystko to, co jest dostępne na polskiej ziemi. W ten sposób dostarczałam organizmowi witamin i innych potrzebnych związków. Niestety, najgorzej poszło mi z wprowadzeniem sobie większej ilości ruchu i spędzania większej ilości czasu na świeżym powietrzu - to jest coś, czego - jak podejrzewam - nie będę w stanie zmienić od razu po długich miesiącach spędzanych praktycznie w domu. Od środy jednak uzbrojona będę w rower, tak więc może nadrobię zaległości. :D

Niestety, z powodu stanu zdrowia i późniejszego wyjazdu byłam zmuszona zawiesić Akcję: Drożdże. Ostatni kubek drożdżowego napoju wypiłam w dniu wesela, tj 20.07.2013, następne dni upłynęły mi na przeklinaniu swojego zęba na wszelkie możliwe sposoby i nawet picie przez słomkę sprawiało mi spore problemy. Na wyjeździe absolutnie nie było warunków do przechowywania drożdży (prędzej czy później wyszłyby mi z torby, tam było 37 stopni w cieniu...), no i pojawiły się objawy tej grzybicy - do której, jak twierdzi moja Mama, drożdże mogły się przyczynić. Zastanawiam się - jakim cudem? Przecież piłam zabite drożdże, więc nie miały prawa mi zaszkodzić. To tak, jakby zabić kogoś w obronie własnej, i za chwilę samemu zostać zabitym przez owego trupa - mniej więcej taka logika. Tak czy inaczej - akcję picia drożdży planuję wznowić być może od września. Teraz zrobię małą przerwę i zobaczy się, co będzie dalej.

Przed weselem skusiłam się na wypróbowanie pewnej farby do włosów (o tym w jednym z najbliższych postów), i nie mam pojęcia czy nie stała się ona powodem wzmożonego ich wypadania. Mojej Mamie również wypadają włosy (a nie używała nigdy tej farby), więc być może jest to sprawa pogody (jakby nie było, upały), osłabienia organizmu czy po prostu "takiego okresu w przyrodzie", ale... martwi mnie to troszkę. Jeśli to nie przejdzie wkrótce, trzeba będzie chyba wytoczyć cięższe działa niż codzienny masaż skóry głowy. :(

Jako, że w końcu dotarła do mnie paczuszka od Johnson&Johnson (jeeeej! ^_^), zamieniłam szampon z SLS na ich płyn do mycia ciała i włosów niemowląt. Moje włosy wydają się być zadowolone z takiego obrotu sprawy, szerzej opiszę wszystko w jednym z następnych postów :) Miało również miejsce  drugie żelatynowe laminowanie włosów, tym razem mieszanką wykonaną ściśle według przepisu (żadnego miodu czy dodatków na własną rękę) i efekt był naprawdę świetny. Wniosek? Trzeba uważać, co się dodaje ;) Poprzednim razem włosy najwidoczniej nie polubiły się z miodem. Zauważyłam również, że olejek Alterry służy mojej czuprynie znacznie lepiej, gdy jest położony na 2-3 godziny zamiast na całą noc. Ciekawe, dlaczego.

Przy odrobinie szczęścia niedługo zacznę nadrabiać zaległości w postowaniu ;) Pozdrawiam!

środa, 26 czerwca 2013

Czym jest ten słynny SLS/SLeS?



Czym jest SLS?
SLS
 i SLES to syntetyczne detergenty, stosowane już od dawna w przemyśle do odtłuszczania maszyn czy pomieszczeń. Są obecne w niemal każdym szamponie, płynie do kąpieli czy żelu pod prysznic (a jeśli nie wierzycie, zajrzyjcie do składów podanych powyżej produktów znajdujących się w Waszej łazience). Są to najbardziej niebezpieczne składniki w pielęgnacji skóry i włosów. Są dodawane do produktów kosmetycznych, ponieważ ułatwiają pienienie się - przez co sam produkt wydaje się być bardziej efektywny.

Stosowane regularnie, powodują:
- przesuszenie i podrażnienie skóry i włosów
- zaburzenia wydzielania łoju i potu
- przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych (w tym także prosaków)
- szczególnie szkodliwie działają na skórę dzieci, niemowląt oraz na skórę w okolicach narządów płciowych u dzieci i dorosłych.

SLS i SLeS mają za zadanie rzekomo oczyścić włosy i skórę, ale w rzeczywistości niszczy warstwę lipidową skóry, co skutkuje jej przesuszeniem. Równie agresywnie działają na włosy i skórę głowy (częsta przyczyna podrażnień i łupieżu), dlatego warto unikać kosmetyków z ich zawartością - choć to niewątpliwie będzie trudne. Myślę, że nawet minimalizacja ich użytkowania wyjdzie nam na dobre. Nie dajmy się zwariować - ich zawartość w kosmetykach jest niewielka, mimo to te związki chemiczne mają zdolność do kumulowania się w organizmie - przy wieloletnim używaniu osiągając niebezpieczną dla nas ilość.

Warto jednak co jakiś czas (optymalnie byłoby co 1-2 tygodnie, chyba że używacie dużo stylizatorów) oczyścić włosy szamponem z SLS, ponieważ różne składniki innych kosmetyków lubią nadbudowywać się na włosach i w konsekwencji  (proteiny, silikony - to co działa w małych ilościach nie musi już działać dobrze w dużych). Dzięki temu składniki odżywcze będą miały bezproblemową drogę do naszych włosów.

Przykłady szamponów bez SLS:
- szampon dla dzieci Babydream (dostępny tylko w Rossmannie, cena ok. 3,99zł)
- szampon dla dzieci Hipp (cena ok.12zł)
- płyn do higieny intymnej Facelle (dostępny tylko w Rossmannie, cena ok. 6,90zł) (i to nie żart - wiele osób stosuje go do mycia włosów)
- szampony Pat&Rub (cena ok. 49zł)
- szampon L'Occitane Shea Butter (cena ok. 97zł - może w przyszłym życiu będzie mnie stać)
- szampony Alterra (dostępne tylko w Rossmannie, cena ok. 9zł - chociaż one zawierają organiczny odpowiednik SLS, więc sama nie wiem...)
- szampony Natura Siberica (cena ok. 20zł)

 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design