sobota, 2 stycznia 2016

Szczęśliwego Nowego Roku! :)


Co tu dużo mówić... :)

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

Szczęścia, zdrowia, pomyślności, samych sukcesów, miłości,
i czego tylko sobie, moi drodzy, zapragniecie. :)
Wszystkiego kociego! :D

poniedziałek, 28 grudnia 2015

B.app - Beauty Application - Kuracja keratynowa na rozdwojone końcówki


Jako uczulona na fryzjerskie nożyczki posiadaczka długich, zniszczonych farbowaniem, przerzedzonych od połowy długości i porozdwajanych na końcach włosów jestem po prostu skazana na używanie kosmetyków dedykowanych dla włosów rozdwajających się. Nasze włosy codziennie są narażone na szkodliwe działanie deszczu, wiatru, zmiany temperatur, a także uszkodzenia mechaniczne – nie wiem jak Wam, ale mi zdarza się zahaczać włosami o klamki, gałęzie, często też niechcący „przytrzaskuję” je paskiem od torby, od spodni, a nawet…zamkiem błyskawicznym w kurtce. Jasne, kosmetyki nie obronią ich przed wszystkim, ale mogą przynajmniej trochę pomóc w niektórych kwestiach.


niedziela, 27 grudnia 2015

Olejek do ciała Mariza Green Tea


Po świątecznym obżarstwie, krótko przed którym zostałam dość brutalnie pozbawiona Internetu (a w święta przecież żaden dostawca internetowy nie zajmie się problemem), powinnam pokazać Wam wiele rzeczy – paletkę, która wylądowała pod moją choinką w zestawie z eyelinerem i kosmetyczką, nowy lakier do paznokci (choć nie wiem czy go opisywać, bo to po prostu inny kolor lakieru o którym już tu pisałam), ale dziś w końcu pokażę Wam olejek do masażu Idaliq, który otrzymałam do przetestowania od portalu TrustedCosmetics.pl.
Idaliq jest tak jakby pod-marką firmy Mariza, którą w ostatnim czasie coraz częściej widywałam na blogach i ucieszyło mnie, kiedy dowiedziałam się że w końcu poznam się z jakimś Marizowym produktem osobiście ;)

sobota, 28 listopada 2015

Vipera Costarica nr 306 - Olympia


Kot i błyszczyki – to długo nie szło ze sobą w parze. W makijażu skupiam się głównie na oczach, więc usta przeważnie zostawiałam samym sobie, lub podkreślałam je jakąś neutralną pomadką. Dziś jest to dla mnie produkt niemal na równi z pomadką – mam swoją skromniutką kolekcję i używam w zależności od humoru. Ostatnio dzięki TrustedCosmetics.pl dołączyła do nich ostatnia błyszczykowa propozycja Vipera Cosmetics – Costarica w odcieniu Olympia.

Pamiętam, kiedy firma zaczęła promować te błyszczyki. W postach na ich temat była mowa między innymi o ślicznym, wężowym nadruku na nakrętce – jednak na mojej była po prostu naklejka z tym motywem. Szkoda, bo już i tak eleganckie opakowanie, takie samo jak w przypadku błyszczyków Elite które już opisywałam, nieco traci przez ten mały szczegół. Ważniejszą sprawą jest na pewno aplikator, który jest tak samo mięciutki „miziasty” i wyprofilowany jak w przypadku błyszczyków bezperłowych Elite owej firmy. Zdarzało mi się nimi malować bez patrzenia w lustro.

Zostawmy jednak opakowanie i przejdźmy do samego produktu. Pierwszym, co zwróciło moją uwagę przy pierwszej aplikacji była świetnie wyważona konsystencja – ani za płynna, ani za gęsta, dzięki czemu błyszczyk jest łatwy w aplikacji i bardzo dobrze trzyma się ust. Nie skleja - używając go miałam wrażenie, że używam jakiegoś gęstszego balsamu do ust, a nie błyszczyka. Ma też on śliczny zapach, lekko wyczuwalny na ustach po aplikacji. Kojarzy mi się on z czymś słodkim, ale z czym...? Nie mam pojęcia, ale go lubię. :)




„B
łyszczyk Costarica jest modnym błyszczykiem o powabnym odcieniu i świetlanym połysku.” - trudno się nie zgodzić zwłaszcza z tym ostatnim. Zastosowana w błyszczyku perła pięknie odbija światło, migocze i iskrzy na wargach. Musicie uwierzyć mi na słowo, bo zdjęcia nie do końca to oddają – efekt jest piękny i zauroczył nawet mnie, błyszcząco-drobinową sceptyczkę. Kolor jest półtransparentny – nie jest to takie typowe krycie, jakie serwowały nam błyszczyki Elite, ale jednak widać, że to beż. Dzięki zawartości kwasu hialuronowego błyszczyk chroni nasze usta przed wysuszeniem, choć muszę przyznać że spektakularnego nawilżenia nie zauważyłam. Przesuszania – zdecydowanie nie.

Karmelowo... Aż nabrałam ochoty na słodkie :)

Niestety muszę się tu poskarżyć, że to nie jest błyszczyk, który da się ukradkowo zetrzeć z ust chusteczką – iskrzące drobinki lubią się z naskórkiem ust na tyle, że zamiast po prostu z nich zejść, niemalże śpiewają chórem „zooooostaaaańmy razem!”... i co gorsza, zostają, a do tego lubią sobie wtedy urządzać wycieczki krajoznawcze po naszej twarzy. Przywiązują się, małe paskudy. Warto mieć przy sobie lusterko, by to kontrolować i nie zmienić się przypadkiem w bożonarodzeniową bombkę.


Kolejną rzeczą, za którą należy pochwalić Viperę jest to, że na każdym kosmetyku (może z wyjątkiem niektórych lakierów do paznokci, ale wtedy skład jest dostępny na stronie internetowej) mają na kosmetyku wypisane SKŁADY. Wiem, to powinien być standard, ale wciąż są w Polsce marki, które to lekceważą - a to nie jest z korzyścią dla nas, konsumentek. W etykiecie tego błyszczyka można znaleźć skład bez problemu - wystarczy otworzyć podwójną naklejkę z nazwą produktu. Wiemy, za co płacimy i co nakładamy na usta - a ta informacja w przypadku alergii bywa bezcenna.

W sklepie internetowym Vipery błyszczyk ten kosztuje „aż” 9.99zł, co jest moim zdaniem niską ceną w stosunku do jakości. Nie wiem, czy w takim choćby Rossmannie znajdziecie błyszczyk o tak przyjemnej konsystencji, trzymający się ust, ślicznie pachnący i rozświetlający Wasze usta do tego stopnia, jak Costarica – a jeszcze bardziej wątpliwe, by kosztował on 10zł. Zdecydowanie warto przejść się na stoisko lub zamówić w sklepie internetowym firmy – czyli TUTAJ:

http://www.viperasklep.pl/costarica/1735-vipera-bezowy-blyszczyk-do-ust-costarica-olympia-306.html

Błyszczący buziak od Kota :)

Ze swojej strony muszę przyznać, że nabrałam ochoty na inne odcienie. :)

Jakie się Wam podoba? :)

Pozdrawiam! :)


PS: Fakt otrzymania produktu do testów nie wpłynął na jego ocenę. Niemniej dziękuję redakcji TrustedCosmetics.pl za taką możliwość :)

niedziela, 25 października 2015

Na spacerze z Kotem - a może nad morze? :)

Witajcie :)

Jak dotąd nie publikowałam na blogu typowo fotograficznych - czy też może bardziej "lajfstajlowych" postów, przekonana, że nie bardzo Was takie interesują. Tym razem postanowiłam jednak się przemóc i pokazać Wam kilka zdjęć z miasta, w którym studiuję - a jest to Gdańsk.

Gdańsk jest miastem z długą, bo ponad tysiącletnią historią, którego tożsamość przez wieki kształtowała się pod wpływem różnych kultur. Niegdyś największe miasto Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a także miasto królewskie i hanzeatyckie, posiadało ono prawo do czynnego uczestnictwa w wyborze króla, a w XVI wieku było najbogatsze w Polsce. Było również ważnym ośrodkiem kulturalnym.
Gdańsk uznaje się za symboliczne miejsce wybuchu II wojny światowej i początku upadku komunizmu w Europie Środkowej. Znajduje się w nim wiele zabytków architektonicznych i nadal jest domem dla wielu instytucji i placówek kulturalnych.

Ponieważ zdarzył mi się dzień, kiedy musiałam czekać kilka godzin pomiędzy końcem wykładów a warsztatami języka norweskiego, postanowiłam w końcu wybrać się nad morze. W końcu tyle lat uczę się w tym mieście, a moje wycieczki nad morze można policzyć na palcach jednej dłoni! To wręcz herezja... Tak więc kupiłam w sklepie ciastka i ruszyłam w drogę.
W tym miejscu chciałabym ostrzec, że zdjęcia będą różnej jakości - jestem fotografem-amatorem, mój aparat pozostawia sporo do życzenia, a niektóre zdjęcia/filmiki robiłam też telefonem.

Tak więc ruszamy do parku im. Ronalda Reagana :)

 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design