Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serum na zniszczone końcówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serum na zniszczone końcówki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 grudnia 2015

B.app - Beauty Application - Kuracja keratynowa na rozdwojone końcówki


Jako uczulona na fryzjerskie nożyczki posiadaczka długich, zniszczonych farbowaniem, przerzedzonych od połowy długości i porozdwajanych na końcach włosów jestem po prostu skazana na używanie kosmetyków dedykowanych dla włosów rozdwajających się. Nasze włosy codziennie są narażone na szkodliwe działanie deszczu, wiatru, zmiany temperatur, a także uszkodzenia mechaniczne – nie wiem jak Wam, ale mi zdarza się zahaczać włosami o klamki, gałęzie, często też niechcący „przytrzaskuję” je paskiem od torby, od spodni, a nawet…zamkiem błyskawicznym w kurtce. Jasne, kosmetyki nie obronią ich przed wszystkim, ale mogą przynajmniej trochę pomóc w niektórych kwestiach.


piątek, 20 czerwca 2014

Włos ma głos: GREENelixir Argan Oil - serum na końcówki z olejkiem arganowym

Cześć wszystkim!

Dziś piszę do Was JA - Koci Włos. Zabieram dziś głos w imieniu wszystkich koleżanek i kolegów Włosów, które to rude babsko od lat katowało farbami we wszystkich możliwych kolorach i dopiero rok temu zrozumiała, że powinna inaczej o nas dbać. Niby lepiej późno niż później... cieszymy się niezmiernie. ;)

(Zapytacie zapewne, gdzie też podziała się Kicia - zapewniam, że nic jej nie grozi. Siedzi sobie grzecznie przy laptopie i uczy się na niedzielny egzamin, oglądając samouczki. Grzecznie, bo zakneblowana i przywiązana do krzesła niezbyt ma jak rozrabiać... :D Wróci, jak w końcu pojmie to, czego ma się nauczyć, obiecuję!)

Jak już wspomniałem, przez ostatnie kilka lat Włosy Kota przeszły wiele. Farbowanie byliśmy w stanie jeszcze znieść, ale zdarzyło jej się również kilka razy nas rozjaśnić (po nieudanym farbowaniu). Tego, w połączeniu z nieodpowiednią pielęgnacją, nie daliśmy już rady wytrzymać. Patrzyłem z przerażeniem, jak koleżanki i koledzy Włosy zaczynają się rozdwajać czy łamać... Wyobraźcie sobie, że ktoś z Waszych znajomych nagle rozdzielił się na dwoje, albo odłamała mu się ręka. To była prawdziwa trauma! :( Niestety, prośbą czy groźbą, nie udało mi się tego zatrzymać - a że silikony były w dosłownie każdym kosmetyku, problem został wykryty przez Kota dość póżno.

Wy, Ludzie, nosicie w zimę grube kurtki, prawda? Chronicie się w ten sposób przed zimnem. Kiedy pada deszcz, chowacie się pod parasolem, a kiedy świeci słońce - szukacie jakiegoś nakrycia głowy. Dlaczego tak wiele z Was uważa, że my, Włosy, nie zasługujemy na podobną ochronę? My też chcemy taką kurteczkę, która będzie nas chronić przed uszkodzeniami i czynnikami atmosferycznymi! :( Takie kurteczki nie są drogie, są sprzedawane w formie płynnej w małych, uroczych buteleczkach i są łatwe w aplikacji. Mówię tu o kurteczce w formie silikonowego serum do włosów.
Dla przykładu, po lewej widzicie teraz model, którym ostatnio raczyła nas Kicia. :)

GREENelixir Argan Oil przykuło jej uwagę w Biedronce. Było akurat w promocji (chyba w cenie 3,99zł), więc wzięła - nie wiedziała jeszcze, że w konkursie wygrała inne. Tamto wygrane powędrowało na półeczkę oczekujących, a GREENelixir było od tamtego czasu intensywnie testowane. Nakładane po każdym myciu na jeszcze wilgotne Włosy, by ochronić je przed zniszczeniami.

Na pudełku można przeczytać:
"Argan Oil Serum - olejek arganowy jest produktem regeneracyjnym, nawilżającym, chroniącym włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Nadaje połysk, likwiduje matowość. Działa przeciwstarzeniowo, powstrzymuje wolne rodniki, nawilża i napina skórę. Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Wzbogacony o olejek jojoba i słonecznikowy.
Sposób użycia - najlepiej nałożyć olejek na wilgotne włosy, szczególnie na ich końce, nie spłukiwać. Może być również stosowany na suche włosy. Olejek można też dodawać w niewielkiej ilości do farb podczas farbowania włosów, aby zwiększyć połysk i chronić włosy."


Skład:
Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Dimethicone (silikon zmywalny łagodnym detergentem), Dimethiconol (silikon zmywalny łagodnym detergentem), Caprylic/Capric Trigliceryde (natłuszczacz i wygładzacz naturalnego pochodzenia), Parfum(Fragrance) (kompozycja zapachowa), Linalool (składnik kompozycji zapachowej, może uczulać), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, może uczulać), Argania Spinosa Kernel Oil (olejek arganowy), Benzophenone 3 (filtr przeciwsłoneczny pochodzenia chemicznego), Simmondsia Chinensis Oil (Simmondsia Chinenses (Jojoba) Seed Oil) (olej jojoba), CI26100 (D&C Red n17) (barwnik), CI47000 (D&C Yellow n11) (barwnik), Butylene Glycol (alkohol o działaniu podobnym do gliceryny, używany jako rozpuszczalnik dla innych skladników), Heliantus Annuus Seed Extract (Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Extract) (wyciąg ze słonecznika), CI61565 (D&C Green 6) (barwnik)

Pewnie zdziwiłyście się, że zaznaczyłem silikony na zielono. To właśnie one tworzą nam nasz ochronny płaszczyk i ich obecność jest w takim kosmetyku wręcz pożądana. W innych kosmetykach byłyby zapewne zaznaczone na czerwono, ale w tym konkretnym przypadku dobrze, że tu są.
Osobiście mam kilka zastrzeżeń do składu. Olejek arganowy jest zaraz po substancji zapachowej (a jak wiemy, tej zazwyczaj nie ma dużo). Zapach jest słodki, dość specyficzny, ale nie w tą złą stronę. Olejek jojoba i wyciąg ze słonecznika są niżej. Jest tu sporo barwników, dodanych tylko po to, by kosmetyk cieszył oczy, ale w przypadku pielęgnacji włosów nie odgrywają one roli. Widywałem lepsze składy...

Nie wspomniałem jeszcze o opakowaniu!
A ono jest po prostu małą, plastikową, przejrzystą buteleczką o pojemności 20ml. Nadruki są dość proste, jednokolorowe, ale estetyczne. Niestety, opakowanie ma swoje wady... Wiecie, ja jako Włos nie posiadam dłoni, ale nieraz słyszałem klnięcie pod nosem, cytuję: "o żesz, znów wylałam zbyt dużo". Uważam, że opakowania takich kosmetyków powinny mieć pompki - w innym wypadku są po prostu niepraktyczne. Niby można przelać nadprogramową ilość z powrotem do buteleczki (albo nałożyć na włosy ryzykując ich obciążenie, o co nietrudno), ale po co, skoro pompka rozwiązałaby problem o wiele lepiej?

Czy Włosy Kota były zadowolone z kosmetyku?
Szczerze mówiąc, opinie są podzielone. Były dni, kiedy efekt działania był świetny - miękkie, ładnie wyglądające Włosy. Były dni, kiedy serum nie robiło kompletnie nic. Kosmetyk mimo tak reklamowanej zawartości dobroci w składzie nie odżywiał zbyt dobrze, właściwości ochronne również spełniał - moim zdaniem - średnio. Osobiście mam nadzieję, że to opakowanie będzie ostatnim. Pamiętam przynajmniej dwa produkty, które spełniały się w swojej roli o wiele lepiej...

Oceniam na 3/6.
A teraz zmiatam, autorka tego bloga powoli uwalnia się z więzów :)

Pozdrawiam w imieniu swoim i Kota! :)
Koci Włos

poniedziałek, 18 listopada 2013

Green Pharmacy - Jedwab w płynie: Serum na łamliwe końcówki

Po długiej nieobecności chciałabym opisać dla Was kosmetyk, którego poszukiwałam długo - a na który udało mi się wreszcie natknąć w jednej z drogerii należących do sieci Rossmann. Jest to specyfik zapewne doskonale Wam znanego rodzaju, a nosi on nazwę "jedwab do włosów".

W największym skrócie - takie preparaty to koktajl silikonów i różnych substancji kondycjonujących mający zabezpieczyć nam końcówki przed różnego rodzaju uszkodzeniami. Nazwa "jedwab" nie zawsze jest trafna - bywa bowiem, że taki preparat wcale nie ma nic wspólnego z proteinami jedwabiu, które według nazwy powinien zawierać. ;)
Na rynku dostępnych jest wiele produktów tego typu - chociażby jedwab Chi, Farouk (który odradzam ze względu na alkohol w składzie - przy dłuższym stosowaniu może nabroić), Marion (który bardzo sobie chwaliłam), a także Green Pharmacy - o którym właśnie będzie ta notka.

Zdjęcie wzięte z Internetu
Jak wspominałam - dłuuugo poszukiwałam tego serum. Zainteresowałam się nim po wielu pozytywnych recenzjach w blogosferze, a że akurat potrzebowałam takiego produktu (moje serum Oriflame Hair-X właśnie się skończyło, choć i tak kończyłam je z bólem...), to postanowiłam poszukać. Nie mogłam go niestety znaleźć w sklepach w swojej rodzinnej miejscowości (co mnie dziwi, bo jednak aż tak mała nie jest) - udało mi się go dorwać przy okazji wyjazdu.

Jak wygląda, widzicie na zdjęciu obok. Przepraszam, że wzięte z Internetu, ale po kilku tygodniach noszenia w torebce serum po prostu nie nadaje się do pokazania. Nadruk z etykietki niestety bardzo łatwo się ściera, i etykietka mojego opakowania serum nie jest już nawet czytelna - i to uważam za pierwszy minus produktu. Kolejnym minusem jest moim zdaniem dziwna nakrętka, która co prawda zabezpiecza pompkę przed przypadkowym naciśnięciem, ale nie chroni przed dostawaniem się do niej zanieczyszczeń (schowajcie kiedyś na szybko do torebki ciastko francuskie, nawet w woreczku...). Plusem jest za to przezroczysta buteleczka o pojemności 30 ml. Widać jak na dłoni, ile produktu jeszcze nam pozostało - bez żadnego rozkręcania opakowań, które niestety zdarzało mi się przy jedwabiach konkurencyjnych firm. Cena - około 10zł.

Co obiecuje nam producent?

"Mocno skoncentrowane serum wygładza końcówki włosów. Chroni je przed rozdwajaniem i uszkodzeniami. Daje jedwabisty efekt na całej długości. Przeznaczone do włosów cienkich delikatnych,łamliwych, wrażliwych, zmęczonych zabiegami fryzjerskimi. Lekka formuła nie obciąża, wzmacnia, a naturalne składniki dają lśniący i zdrowy wygląd. Olejek ryżowy i kameliowy wspiera regenerację uszkodzonej struktury,a ekstrakt aloesu i olejek cedrowy daje włosom nawilżenie. "

Sposób użycia: Rozprowadzić 1-2 kropelki serum na końcówki suchych lub zwilżonych włosów. Nie spłukiwać.

 Co piszczy w składzie?

Cyclopentasiloxane (silikon lotny, odparowujący z włosa), Dimeticonol (silikon łatwo zmywalny łagodnym szamponem, np. Babydream), Olea Europea (Olive) Fruit Oil (oliwa z oliwek), Aloe Barbadensis Extraxt (ekstrakt z aloesu), Oryza Sativa (rice) Germ Oil (olej ryżowy), Camellia Sasanqua (Camellia) Seed Oil (olej kameliowy), Pinus Sibirica Nut Oil (olej cedrowy), Parfum, Limonene , Citronellol ,Geraniol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Farnesol, Amyl Cinnamal.

Jak więc widzicie, skład całkiem przyjemny. Dużo olejków, ekstrakt z aloesu, łagodne silikony, zero parabenów, alkoholu czy SLS. Wrażliwcom radzę jednak uważać m.in. ze względu na Geraniol.
Mimo że skład jest dość przyjazny, tu pojawia się kolejny minus - wbrew nazwie produktu, nie zawiera on protein jedwabiu. Jedwab, który nie zawiera jedwabiu :) Patrząc jednak na to co ma w zamian myślę, że mogę mu to malutkie kłamstwo darować.

Jak spisuje się u mnie?

Dobrze. Powiedziałabym nawet, że bardzo dobrze. Serum jest przezroczyste, dość gęste, o bardzo przyjemnym słodkim zapachu. Bardzo przypadło mi do gustu :) Aplikacja serum jest w zasadzie bezproblemowa - pompka odmierza wystarczającą ilość, należy tylko rozetrzeć w dłoniach i nanieść serum na suche bądź końcówki. Po użyciu tego serum moje włosy są miękkie, wygładzone, i nie wyglądają aż tak strasznie ;) - a odkąd używam go regularnie widzę jakby nieco mniej zniszczeń.  Niezaprzeczalną zaletą tego produktu jest świetny skład za niską cenę, a także brak alkoholu, SLS i innych przykrych niespodzianek.

Czy kupię ponownie?

Zdecydowanie tak. Myślę, że to będzie stały mieszkaniec mojej włosowej kosmetyczki.

A Wy używacie tego serum? Jak sprawdza się u Was? A może znacie inne produkty tego typu które dobrze się spisują?


Pozdrawiam, miau! :)

wtorek, 2 lipca 2013

Recenzja: Joanna Argan Oil - serum na zniszczone końcówki włosów, czyli "ucz się na kocich błędach".

To serum miałam w swojej małej kolekcji do pielęgnacji włosów. Jak się przekonałam po rozcięciu opakowania, nadal troszeczkę go pozostało - więc postanowiłam przełożyć do słoiczka po zużytym podkładzie i zrecenzować.

Opis producenta: Serum na końcówki włosów Argan Oil przeznaczone jest do włosów suchych i zniszczonych wymagających szczególnej pielęgnacji. Receptura serum zawiera niezwykle cenny we właściwości pielęgnujące olejek arganowy uzyskiwany z upraw ekologicznych i posiadający certyfikat Ecocert.
Serum regeneruje nawet najbardziej zniszczone i przesuszone końcówki, redukuje łamliwość i wygładza włókna włosów przywracając im zdrowy połysk i miękkość. 

Cena: ok. 10zł (50g)


Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Isopropyl Myristate, Dimethiconol, Propylene Glycol, Cyclohexasiloxane, Polyquaternium-37, Phenyl Trimethicone, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Argania Spinosa Kernel Oil, Polyquaternium-10, Panthenol, Hydroxyethyl Cellulose, Trideceth-6, Disodium EDTA, Triethanolamine, Parfum, Amyl Cinnamal, Hexyl Cinnamal, Limonene, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 19140, CI 17200


Czyli, przekładając na ludzki:

Aqua – woda

Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane – silikony cykliczne, lotne, odparowujące częściowo z włosa, łatwe do zmycia chociażby wodą. Wypełniają drobne linie, kondycjonują, nadają jedwabistej miękkości.

Isopropyl Myristate – substancja otrzymywana z kwasów tłuszczowych. Nawilża, chroni, natłuszcza, wygładza. W dużych stężeniach podrażnia skórę i błony śluzowe wywołując swędzenie.

Dimethiconol – silikon nierozpuszczalny w wodzie, ale zmywalny nawet łagodnym szamponem bez SLS. Chroni włosy przed działaniem środowiska.

Propylene Glycol – humektant, zapobiega krystalizowaniu się kosmetyku u ujścia tubki, wspomaga również działanie konserwujące przez ograniczenie aktywności wody. Nawilża skórę, ma zdolność przenikania w głąb skóry, umożliwiając transport innych substancji. Znalazłam przesłanki, że może być rakotwórczy, mimo że co strona, to sprzeczne informacje... Rzekomo bezpieczny w stężeniu do 50%.

Polyquaternium-37 – antystatyk. Kondycjonuje, ułatwia rozczesywanie. Substancja powłokotwórcza.

Phenyl Trimethicone – silikon zmywalny łagodnymi detergentami, pochodna krzemionki, jest środkiem przeciwpiennym.

Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate – składnik pielęgnujący, mocno nawilżający.

Argania Spinosa Kernel Oil – obiecywany olej arganowy. Jeden z najdroższych na świecie, bogaty głównie w nienasycone kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-9, a także witaminę E. Chroni przed zniszczeniami spowodowanymi wpływem środowiska.

Polyquaternium-10 – antystatyk. Wygładza, nawilża, ułatwia rozczesywanie. Substancja powłokotwórcza.

Panthenol – nawilża, działa przeciwzapalnie, naturalny prekursor witaminy B5. Posiada silne własności higroskopijne. Pantenol należy do silnie działających stymulatorów wzrostu i odnowy komórek, zarówno naskórka jak i skóry właściwej. Wykazuje silne działanie gojące przy różnych rodzajach uszkodzeń skóry i błon śluzowych, łagodzi podrażnienia i nieprzyjemne objawy wywołane czynnikami alergogennymi.

Hydroxyethyl Cellusose – zagęstnik, wpływa na lepkość produktu.

Trideceth-6 – powierzchniowo-czynny środek pochodzenia chemicznego, stabilizator emulsji, kondycjonuje.

Disodium EDTA – chelat, stabilizator pochodzenia syntetycznego. Często zanieczyszczony, co bywa przyczyną podrażnienia skóry. Ma również działanie konserwujące. Szczególnie groźny jest rozproszony w powietrzu, przez co należy unikać kosmetyków w aerozolu z tym składnikiem.

Triethanolamine (TEA) – chemiczny stabilizator pH. Potencjalny podrażniacz oczu, alergen, przyczynia się do wysuszenia skóry i włosów, możliwe działanie toksyczne jeśli wchłaniany przez ciało przez długi okres czasu. Na blogu Mysi przy analizie jednej z szamponetek znalazłam informację jakoby była to inna forma MEA... !

Parfum – kompozycja zapachowa

Amyl Cinnamal – składnik pochodzenia chemicznego wykorzystywany jako substancja zapachowa. Może uczulać.

Hexyl Cinnamal – gliceryna, składnik pochodzenia chemicznego, wykorzystywany jako substancja zapachowa. Może uczulać.

Limonene – składnik kompozycji zapachowej (zapach cytryny)

DMDM Hydantoin – popularny konserwant, donor aldehydu mrówkowego co oznacza mniej więcej tyle, że w odpowiednich warunkach może uwalniać formaldehyd – substancję rakotwórczą i drażniącą, jednak słabo wchłanialną z poziomu skóry. Tak czy inaczej – wrażliwcy, uważajcie, może podrażnić. Nie stosować w okresie ciąży i laktacji.

Methylchloroisothiazolinone – biodegradowalny konserwant, chroni kosmetyk przed drobnoustrojami, może uczulać i oddziaływać na układ nerwowy.

Methylisothiazolinone - popularny i niedrogi chemiczny konserwant stosowany głównie w produktach pozostających na skórze. Działa alergizująco.

CI 19140 - barwnik cytrynowożółty. Mocno alergizujący. Często wywołuje alergie u osób, które nie tolerują aspiryny (kwas acetylosalicylowy) lub są zwyczajnie alergikami.

CI 17200 - barwnik czerwony, łagodny barwnik na bazie wody, nie powoduje alergii i podrażnień.

...ktoś tu dobrnął? ;)

W tym składzie wyjątkowo, ale to wyjątkowo nie podoba mi się zawartość TEA (Triethanoloamine). Tu podany jest niby jako stabilizator pH, ale ten składnik tak jak MEA działa podobnie do amoniaku – podnosi łuski włosa i umożliwia innym substancjom wejście do środka. TEA jest również składnikiem szamponetki Joanny, którą analizowała Mysia, i według jej słów aby ta szamponetka nie zaszkodziła włosom należy po ufarbowaniu ich tym produktem umyć porządnie włosy szamponem z SLS, najlepiej kilkukrotnie. Osłabi to kolor, ale wypłucze większość soli amonowych i dzięki temu włosy nie ulegną zniszczeniu, albo może inaczej – zniszczenia będą mniejsze, bo coś z tego TEA i tak zostanie w środku. Skoro przy szamponetce bardzo polecane jest wymycie TEA jak tylko się da, jak to ma się do serum na końcówki które przecież na włosach POZOSTAJE?! Ten produkt ma DBAĆ o końcówki, czy je NISZCZYĆ? Pogubiłam się...

Konsystencja:


Gęsta, bladożółta emulsja o słodkawym zapachu. Końcówkę z opakowania zaliczonego do czerwcowych zużyć przełożyłam do słoiczka po podkładzie w celu zrecenzowania.

O, takie coś. Fatalne światło do zdjęć, akurat nad moim miastem rozkręcała się burza :(



Włosy piły produkt momentalnie, bardzo szybko wchłaniał się też w skórę dłoni.

Opakowanie:

Oryginalne opakowanie jest dość poręczną tubką wyglądającą tak jak ta powyżej. Nie zajmuje wiele miejsca w torbie, produkt można wszędzie zabrać ze sobą.

Jak moje włosy polubiły się z produktem:


No cóż, prawdę mówiąc polubiły się średnio. Zdawałam sobie sprawę, że ten produkt nie zdziała cudów - takie sera są często po prostu silikonową bombą. Po nałożeniu na końcówki wyglądały one lepiej, zgodzę się - ale efekt utrzymywał się krótko. Nie zauważyłam nawilżenia ani tym bardziej regeneracji czy redukcji łamliwości, jedynie minimalne wygładzenie, czysto wizualną tymczasową poprawę wyglądu i takież zmiękczenie włosów. Ot, jeden z wielu oblepiaczy dostępnych na rynku. Myślę, że dobrze spełnia funkcję ochrony przed wpływem środowiska zewnętrznego, ale tym faktem również produkt nie przekonał mnie do siebie.

Czy kupię ponownie?


Nie. Zdecydowanie nie. Zawartość TEA skutecznie mnie zniechęciła, poza tym produkt nie dawał na moich włosach rezultatów na tyle dobrych, bym skusiła się ponownie. Poszukam czegoś innego.


A Wy używałyście tego produktu? Co o nim myślicie? Może mogłybyście polecić mi inny specyfik? :)

Pozdrawiam!

 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design