Witajcie!
Miałyście już okazję zobaczyć tę paletkę w jednym z moich "nowościowych" postów, jednak do tej pory nie zrecenzowałam jej na łamach bloga.
Paletka ta była w zasadzie kaprysem, bo w momencie zakupu jej nie potrzebowałam tak naprawdę nowych fioletów. Zawsze jednak chciałam wypróbować coś z kolorówki Alverde, a że jedna z blogerek chciała sprzedać tę paletkę za 10zł... Ciężko było się nie skusić :)
Opakowanie jest zrobione z zielonego plastiku - z przezroczystym "wieczkiem", rzecz jasna. Nie otwiera się samo z siebie nawet w torebce (zdarzyło mi się ją kilka razy transportować). Górna "klapka" opakowania łatwo się rysuje. Samo opakowanie sprawia wrażenie raczej mało solidnego i lepiej nie pozwalać mu spadać na ziemię.
 |
Paletka przywieziona z Niemiec, więc wszystko po niemiecku. |
Z tyłu opis i niezbędne oznaczenia, jednak brak jest wyróżnionego składu. Znalazłam go w Internecie, ale bez dostępu do Internetu w sumie nie wiedziałabym, czym się maluję.
Skład:Talc, Mica, Caprylic/Capric Triglyceride, Magnesium Stearate, Parfum**, Silica, Chamomilla Recutita Flower Extract*, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Glycine Soja Oil, Olea Europea Fruit Oil*, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopherol, Bisabolol, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Maltodextrin, Tourmaline, Tin Oxide, [+/-CI 77891, CI 77491, CI 75470, CI 77499, CI 77492, CI 77007, CI 77510]
Niebardzo potrafię analizować skład kolorówki, ale tu raczej nie widzę czegoś szczególnie rażącego.
Poniżej widzicie, jak prezentują się cienie na skórze. Górny rządek to cienie bezpośrednio na skórze, dolny - cienie nałożone na bazę z Nyx. Widać zresztą, że trochę niedbale nią przejechałam. :/
 |
Górny rządek - bez bazy, dolny - baza Nyx |
Pigmentację cieni oceniam na dobrą, ale z trwałością jest dużo gorzej. Kiedy nakładałam cienie bezpośrednio na powiekę, bez bazy, cienie znikały z powieki dosłownie po godzinie czy dwóch. Niby jakiś ich zarys był, ale równie dobrze mogłabym przejechać sobie po powiekach chusteczką zaraz po wykonaniu makijażu i efekt byłby ten sam. Inaczej sprawa się miała, kiedy nakładałam je na bazę - wtedy makijaż potrafił trzymać się cały dzień w stanie może nie idealnym, ale zdatnym do zaakceptowania.
Ciemniejszego fioletu użyłam do makijażu, który pokazałam Wam w jednym z ostatnich postów :) Jest to mój ulubiony kolor z paletki, potrafi pięknie (acz delikatnie) się mienić.
Dobór cieni uważam za troszkę mało trafiony. Perłowa, szarawa biel średnio pasuje mi do reszty i ciężko mi połączyć ją z pozostałymi kolorami, choć to akurat może wynikać z moich niskich umiejętności makijażowych ;)
Moją uwagę zwrócił aplikator. Długi, sztywny, z dwiema końcówkami - jedną szeroką i drugą cienką, przeznaczoną pewnie do dolnej powieki. Bardzo wygodnie się nim operuje i bywa, że "pożyczam" go też do innych cieni.
Cienie dostępne są w czterech wersjach kolorystycznych - Chocolate, Smoky Eyes, Mauve Sensation (zaprezentowana w poście) i Fairy Forest.
 |
http://drogerianiemiecka.pl/pl/p/ALVERDE-Poczworne-cienie-do-powiek/993 |
Podsumowując, moja ocena to 4,5/6. A to przez słabą trwałość bez bazy i niezbyt solidne opakowanie - o ile to ostatnie jestem w stanie przeżyć (bo nie to jest najważniejsze w cieniach), o tyle słabej trwałości już nie. Niby używanie bazy jest standardem, ale kiedyś długo malowałam się bez niej i też jakoś wychodziło. Na plus ładny sklad, certyfikat, no i... to przecież Alverde :)
Pozdrawiam! :)