Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 września 2015

Pomadkowa środa - matowa pomadka Vipera Elite Matt nr 108 Berry Deluxe

Od jakiegoś czasu obserwuję u siebie pewne zmiany w podejściu do makijażu. Nie zmienia się to, że moim ulubionym sposobem na makijaż oczu jest ciemne smoky eyes (i to się już chyba nie zmieni), nie zmieniają się drastycznie kolory, jakich do niego używam. Nadal lubię siebie bladą i raczej niechętnie używam różu do policzków, czasem podejmuję próby użycia bronzera, ale co tu dużo mówić... chyba jeszcze długo się nie nauczę.
Co więc się zmienia? Kolory pomadek, jakie ostatnio wybieram. Kiedyś były to blade, najczęściej beżowe nudziaki - najlepiej, jeśli stapiały się z kolorem skóry. Taka pomadka nie tworzyła konfliktu z ciemnymi cieniami na powiekach, ba - wręcz potęgowała efekt. Ostatnim dwóm pomadkom, jakie zakupiłam daleko jednak do bycia nudziakami...

sobota, 13 czerwca 2015

Dermokonsultacje Sylveco i co z nich wynikło

Dziś nieco nietypowo, bo nie będzie ani opisu kosmetyku, ani mojego narzekania na polskie koleje, ani nawet nie będę po raz kolejny podejmować wyzwań w stylu "do sierpnia zrzucę x kg, od dziś zaczynam ćwiczyć'. Dziś przeczytacie o tym, jak to się stało, że z dnia na dzień zmieniłam swoją pielęgnację twarzy.



Marka Sylveco zapewne nie jest Wam obca i nieraz obiła się o uszy (czy też oczy) - jej temat niejednokrotnie był poruszany w blogosferze i przeważnie koleżanki-blogerki wypowiadają się o niej w pozytywnym tonie, wiele z nich zachwyca się tymi kosmetykami ze względu na naturalny skład i działanie. Osobiście (mimo chęci) nie miałam z nimi styczności innej, niż właśnie opisy na blogach aż do dnia 7 maja.

czwartek, 30 kwietnia 2015

Chomiki atakują - hamster Vipera Magnetic Play Zone

Cześć i czółkiem :) 

Zapewne pamiętacie to małe ustrojstwo, które dostałam zeszłej jesieni na spotkaniu blogerek w Gdyni? :)
Jest to magnetyczna paletka, która od tamtego czasu towarzyszy mi za każdym razem, kiedy wyjdę na dłużej z domu. Jeździ ze mną na uniwersytet, ratuje z opresji kiedy rano nie zdążę się umalować (i nadrabiam na szybko w pociągu), jest bardzo praktyczna, a do tego i estetyczna. Panie (i Panowie?), przedstawiam Wam hamsterka Vipera Magnetic Play Zone!

piątek, 8 sierpnia 2014

Osłódź mi dzień! :) Rimmel Lasting Finish Matte Lipstick by Kate nr 103

Witajcie! :)

Zapewne pamiętacie, że jakiś czas temu wygrałam pomadkę w rozdaniu u Żanety z bloga Mums in heels (jeszcze raz dziękuję!) :) To moja druga matowa pomadka (choć do końca matowa też nie jest) i pierwsza pomadka od Rimmel zarazem.W kopercie znalazłam też krótki liścik od Żanety - nie macie pojęcia, jak uwielbiam takie drobne gesty! :)
Zwykle przechodząc koło kolorówkowej szafy Rimmel w chociażby Rossmannie raczej nie poświęcałam tej marce zbyt wiele uwagi. Z lat nastoletnich zostało mi przekonanie "eee, i tak mnie nie stać" - bo wtedy, by zmieścić się w skromnych funduszach, kupowałam kosmetyki zupełnie innych marek :) Gdyby nie rozdanie Żanety, pewnie nie wiedziałabym nawet, że taka pomadka znajduje się w ich ofercie. Cieszę się jednak, że stało się inaczej.


Rimmel Lasting Finish Matte Lipstick By Kate Moss to pierwsza pomadka, która przypadła mi do gustu do TEGO stopnia - już nawet pomijając fakt wygrania jej w rozdaniu - że mam ją zawsze przy sobie i istnieje realna szansa zużycia jej do końca przed upływem terminu ważności. Prawda, wygrałam ją w genialnym momencie - akurat byłam przybita po tym, jak dowiedziałam się, że nie dostanę się na wymarzony kierunek studiów, więc taki pozytywny akcent poprawił mi nastrój. Zwłaszcza po otworzeniu pomadki, kiedy zobaczyłam na żywo jej kolor - tak dla mnie nietypowy, ale jednak mi pasujący :)
W tej notce pozwolę sobie pominąć skład, ponieważ średnio mogę go znaleźć w odmętach Internetu. Na pewno jednak nie pominę całej reszty - a jest o czym opowiadać. Okazało się bowiem, że matowe pomadki są dla mnie wręcz idealne. Żadnych irytujących drobinek, brokacików, świecidełek wędrujących później po całej twarzy i sprawiających, że wyglądamy, jakbyśmy dopiero co przytulały się do wampira Edka (wybaczcie, fanki Zmierzchu, ale rozwaliła mnie scena w której - w świetle dziennym - zmienił się w żywą bombkę). Po prostu kolor, ale... to nie jest jedyna zaleta tego produktu.

Wampir Edek - https://giannaperada.files.wordpress.com/2012/04/edward_sparkling-1.jpg

Grzechem byłoby nie wspomnieć o konsystencji pomadki, której zdecydowanie nie można zarzucić zbytniej twardości czy suchości - jak to często bywa w przypadku matowych pomadek. Sztyft delikatnie sunie po ustach i nie trzeba się z nim szarpać (jak to ma miejsce w przypadku mojej drugiej matowej pomadki), pokrywając usta równomiernym kolorem, nie roluje się. Jest też bardzo lekka - zdarza mi się zapominać, że mam pomalowane usta, i... pachnie arbuzem! :D
Trwałość również oceniam bardzo dobrze. To pierwsza pomadka, która wytrzymuje na moich ustach dłużej, niż trzy godziny. Z nią na ustach potrafię się napić ze szklanki, pozostawiając na niej jedynie słaby, transparentny ślad, czasem zdarzało jej się wytrzymać nawet pół dnia w niezmienionym stanie, a jak już schodziła - równomiernie. Dla kogoś takiego jak ja jest to bardzo duży plus.


Kolor pomadki (nazwany po prostu 103) przywodzi mi na myśl tylko jedną nazwę - różany :) Taki trochę intensywniejszy. Myślę, że trochę podobny do mojego naturalnego koloru ust. Na zdjęciach jest nieco bledszy i mniej intensywny niż w rzeczywistości (ech, te genialne światło...), ale zachwycił mnie - fankę odcieni raczej w stronę nudziaków niż intensywnych kolorów. Do tego nie kłóci się z moją żółtawą cerą, a całkiem nieźle się z nią komponuje. Mimo wszystko sama pewnie nie sięgnęłabym po taki kolor myśląc "eee, na pewno nie będzie mi pasował". Tym bardziej cieszę się, że ją wygrałam :)

Usta po aplikacji
Usta przed aplikacją

Nie obyło się oczywiście bez wad, o nie. Tak dobrze to nie ma. Szminka potrafi bezlitośnie podkreślić suche skórki, więc zmusza do bardziej uważnej pielęgnacji ust, może też delikatnie przesuszać (ale leciutko). W upały trzyma się ust zdecydowanie słabiej, ale powiedzmy sobie szczerze - my też "trzymamy" się wtedy gorzej, niż zwykle. Nie wiem jak Wy, ale ja w ostatnie, afrykańskie wręcz, upały radziłam sobie naprawdę kiepsko.

Przechodząc do oceny - pokochałam tę pomadkę całym sercem i... w zasadzie to myślę o siostrzyczce dla niej :)  Często malowałam się nią tak po prostu, dla przyjemności - dostała nawet pseudonim "Osłódka" :) Jest to pierwsza szminka, której używam tak często i z taką chęcią. Dobrze wygląda, ładnie pachnie, ma świetną konsystencję i długo się trzyma - czego chcieć więcej? No, można... składu umieszczonego na opakowaniu. I właśnie za to odejmę jej jeden punkt. Tak więc pomadka zdobywa w kociej skali 5 punktów na 6 możliwych :)

Cena: 19zł/4g

Używacie? Polecacie jakiś konkretny odcień z tej linii? :)

Pozdrawiam!

 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design