Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serum. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2016

Nie wszystko złoto... Natura Estonica, linia Hydrating Boost

Hej!

Dzisiejszy post miał ukazać się o wiele wcześniej, a przepraszanie za odstępy w pisaniu powoli staje się tradycją, ale muszę się Wam przyznać, że ostatnio cały świat techniki sprzysiągł się przeciwko mnie. Najpierw padła mi karta SD, na której miałam zrobione na bloga zdjęcia - dlatego też nie kontynuowałam wyzwania kosmetycznego. Później szwankować zaczęła moja komórka, ale na szczęście doszłam z nią do ładu, a teraz - tuż po moim powrocie do Polski (wyjazd do Anglii przedłużył się z dwóch do pięciu tygodni) mój laptop również postanowił zrobić mi pod górę i się zepsuć. Tego posta piszę na laptopie awaryjnym z mooocno rozwaloną obudową (jest z drugiej ręki) i tylko prawą ręką, bo lewą... trzymam monitor, by nie opadł. Najważniejsze jednak, że - mimo grzania się - działa. Jedynie myśl o wiszącej nade mną stracie materiałów na studia (również tyczących się licencjatu) napawa mnie przerażeniem :(

Ponadto ogłoszenie parafialne - jeśli komentujecie, zostawiajcie mi linki do siebie! Po ostatnich zmianach Bloggera ciężko mi potem znaleźć Wasze blogi...

No, ale dość biadolenia - dziś pomiauczę trochę o tej czwórce - czwórce, z którą wiązałam pewne nadzieje, ale cóż... Tak bywa.



wtorek, 4 listopada 2014

Sucha skóra? Rabarbar i gruszka nadchodzą z odsieczą!

„A ta znowu wariuje...” - pomyślałam pewnego wrześniowego poranka, kiedy – tuż przed egzaminem zawodowym – spojrzałam na swoje odbicie w lustrze w szkolnej łazience.

Odkąd prowadzę bloga, staram się dbać o skórę. Z mniejszymi lub większymi sukcesami, ale jednak. Różne perypetie uświadomiły mi, że moja skóra nie musi być wcale tłusta, a mieszana – a teraz z kolei co rusz zauważałam objawy posiadania cery suchej. Uczucie ściągnięcia, notoryczne suche skórki na nosie, brodzie i policzkach – wszystko to pomimo regularnego stosowania peelingu i codziennie kremu nawilżającego, i to dwukrotnie w ciągu dnia. Żeby było śmieszniej, krem którego wtedy używałam był z tych niemieckich, ekologicznych i obiecywał gładką skórę bez żadnych powierzchniowych trików, zresztą miał też niezły skład. O ile uczucie ściągnięcia skóry i suche skórki dałoby się jeszcze jakoś opanować przy pomocy chociażby kremu i peelingu, o tyle była jeszcze jedna rzecz, która mnie niepokoiła – a mianowicie to, co od jakiegoś czasu robiło się z podkładem mineralnym po mniej-więcej godzinie od nałożenia. Wyglądałam, jakbym porządnie pacnęła twarzą w miskę z mąką – a wcześniej przecież tak nie było, nie używałam tego podkładu po raz pierwszy. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno wystarczająco nawilżam moją skórę? Zapytałam Was na Facebooku, jakie nawilżacze polecacie. Padały różne propozycje z których nie wszystkie niestety mogłam zaakceptować (choćby ze względu na parafinę), ale los chciał, że wygrałam wtedy pewien konkurs. Nagrodą w nim było ekstremalnie nawilżające serum z gruszką i rabarbarem Aquaextrem, wyprodukowane przez bydgoską firmę Apis.


Przyznam, że ucieszyłam się wręcz nieziemsko. Nie dość, że nie miałam nigdy żadnego kosmetyku tego producenta, to jeszcze produkt wydawał się być idealnym remedium na moje problemy! Wiązałam z nim bardzo duże nadzieje – a czy serum ich nie zawiodło, możecie przeczytać poniżej :)

Opakowanie serum mieści 100ml kosmetyku. Jest wykonane z twardszego, nieprzezroczystego plastiku i zaopatrzone w wygodną, niezacinającą się pompkę. Osobiście wystarczała mi jednak połowa pompki – jeśli przypadkowo docisnęłam pompkę do końca, dozowała mi zbyt dużą ilość serum z którą potem średnio miałam co zrobić. Szata graficzna jest dokładnie taka, jaką lubię – nieprzesadzona, ale też nie ascetyczna, a wszystkie potrzebne informacje są umieszczone na tylnej etykiecie dość czytelną czcionką. Serum należy zużyć do 8 miesięcy od jego otworzenia.

Skład:

Aqua – woda;
Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil – olejek z nasion słonecznika;
Glycerin – gliceryna;
Lethicin – naturalny emulgator, wspomaga transport substancji w głąb skóry;
Silk Amino Acids – proteiny jedwabiu utrzymują i przywracają sprężystość i elastyczność skóry, zatrzymują w niej wodę;
D-panthenol – prowitamina B5. Nawilża, przyspiesza gojenie ran i podrażnień;
Glucose – glukoza, działa nawilżająco;
Trilaureth-4-Phosphate – substancja powierzchniowo czynna, zmiękczająca;
Magnesium Pca – sól magnezowa, humektant;
Pyridoxine – witamina B6, chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV;
Citric Acid – kwas cytrynowy, wspomaga działanie antyoksydantów, zmiękcza, konserwuje;
Carnitine - naturalny składnik wszystkich komórek naszego organizmu, niezbędna przy prawidłowym metabolizmie lipidów;
Ceramide 6 - ceramidy - stanowią główny składnik spoiwa wypełniającego przestrzenie międzykomórkowe w warstwie rogowej naskórka;
Saccharomyces Cerevisiae Extract – drożdże, świetnie dotleniają skórę;
Glucose - glukoza, działa nawilżająco;
Hydrolized Silk – znów proteiny jedwabiu;
Coco-Caprylate/ Caprate – emolient;
Sodium Hyaluronate – kwas hialuronowy;
Pyrus Communis Fruit Extract – ekstrakt z gruszki;
Rheum Rhaponticum Root Extract – ekstrakt z rabarbaru;
Cetearyl Alcohol – natłuszczacz;
Ceteareth-20 - emulgator, nie wolno nanosić go na uszkodzoną/podrażnioną skórę;
Carbomer – reguluje lepkość kosmetyku, tworzy film na skórze;
Triethanolamine - chemiczny regulator pH, powoduje reakcje alergiczne;
Algae Extract – wyciąg z alg;
Argania Spinosa Oil/Argania Spinosa Kernel Oil – olejek arganowy;
Butyrospermum Parkii – masło shea;
Aloe Extract – wyciąg z aloesu;
Phenoxyethanol – półsyntetyczny środek konserwujący, coraz częściej używany w kosmetyce naturalnej;
Caprylyl Glycol – zmiękcza, wygładza, tworzy warstwę okluzyjną;
PEG-8 – glikol propylenowy, substancja nawilżająca. Zapobiega krystalizacji produktu;
Tocopherol – witamina E, działa kojąco i łagodząco na skórę i jej ewentualne stany zapalne, działa też jak konserwant;
Ascorbyl Palmitate – pochodna witaminy C, rozjaśnia, zmniejsza przebarwienia, działa przeciwrodnikowo, regeneruje witaminę E w skórze, do tego wit C jest niezbędna w syntezie kolagenu;
Ascorbic Acid – antyoksydant, spowalnia zewnętrzne starzenie się skóry, chroni przed promieniami UV;
Citric Acid – kwas cytrynowy, wspomaga działanie antyoksydantów, używany jako konserwant, substancja zmiękczająca, przeciwutleniacz;
CI 19140, CI 42090 - barwniki
Parfumkompozycja zapachowa


No co tu dużo mówić – cud, miód i orzeszki... Serum ma wyjątkowo bogaty skład i przyznała to sama Arsenic, kiedy poprosiłam ją o opinię w czasie jej akcji czytania składów :) Jest trochę substancji czerwonych i pomarańczowych, ale bez przesady – a i ja guru w analizowaniu składów nie jestem (jak widzicie jakieś błędy, to mnie poprawcie). Dziwi mnie też, że niektóre się powtarzają.
Zauważyłam też jedną ciekawą rzecz – wiele firm chwali się zawartością olejku arganowego umieszczeniem-możliwie-największych-informujących o tym napisów na opakowaniach swoich kosmetyków, a tu... cisza. Na froncie buteleczki z dumą prezentuje się gruszka i rabarbar, ale o olejku arganowym, maśle shea czy algach można dowiedzieć się jedynie po odwróceniu butelki i zajrzeniu do opisu/składu. W moim przypadku najpierw spojrzałam na skład :) Żadnych wielkich złotych liter...  To prawie jak odpakowywanie prezentu na święta – i to wszystko w cenie około 35zł :)

Rozpisałam się na temat buteleczki, składu, a teraz czas na opis doświadczeń empirycznych. Może dziwnie to zabrzmi, ale serum ma naprawdę przyjemny, świeży, kwaskowato-owocowy zapach i jaśniutko-zielony kolor, czego nie udało mi się uchwycić na zdjęciu. Konsystencja jest wodnista jak na serum przystało, przez co bardzo łatwo się rozprowadza. Nie wchłania się może natychmiastowo, ale też nie zdarzyło mi się spóźnić przez nie na pociąg ;) Myślę, że tak koło kilku sekund, choć bywały dni kiedy czułam, jak przy aplikacji na twarzy znika mi spod palców. Pewnie ten konkretny parametr zależy od skóry. Do tego serum nie jest negatywnie nastawione do makijażu i dobrze z nim współgra. Początkowo stosowałam je dwa razy dziennie, rano i wieczorem, ale później ograniczyłam stosowanie do jednego razu dziennie. 

Powiem krótko – nie rozstanę się z nim. Po prostu nie oddam i już! Mam co prawda w planach przetestowanie innego serum, ale muszę przyznać że tym produktem Apis zyskał w moich oczach wiele i na pewno do niego wrócę. Uczucie ściągnięcia pojawia się obecnie jedynie po myciu twarzy (podejrzewam za mocne myjadło), a suchym skórkom mogę co najwyżej pomachać chusteczką na pożegnanie. Moja skóra zyskała ładny, promienny wygląd, jest gładsza, miękka, nawet nieco lepiej napięta, a przede wszystkim – dużo lepiej nawilżona i to naprawdę czuć. Zniknął też problem z dziwnym zachowaniem podkładu mineralnego...
Zabawną rzeczą jest to, że mam na czole „początkującą” zmarszczkę mimiczną i odkąd rozpoczęłam stosowanie tego serum, widać ją trochę mniej. Ot, potęga porządnego nawilżenia!

Serum podbiło kocie serducho i w związku z tym Kotu nie pozostaje nic innego jak przyznać ocenę 6/6 i tytuł kociego ulubieńca :) Polecam każdemu, kto boryka się z problemem suchej/odwodnionej skóry!

Pozdrawiam :)

PS: Ochy i achy Kota spowodował nie fakt wygrania kosmetyku w konkursie, a jego rzeczywiste działanie.

piątek, 20 czerwca 2014

Włos ma głos: GREENelixir Argan Oil - serum na końcówki z olejkiem arganowym

Cześć wszystkim!

Dziś piszę do Was JA - Koci Włos. Zabieram dziś głos w imieniu wszystkich koleżanek i kolegów Włosów, które to rude babsko od lat katowało farbami we wszystkich możliwych kolorach i dopiero rok temu zrozumiała, że powinna inaczej o nas dbać. Niby lepiej późno niż później... cieszymy się niezmiernie. ;)

(Zapytacie zapewne, gdzie też podziała się Kicia - zapewniam, że nic jej nie grozi. Siedzi sobie grzecznie przy laptopie i uczy się na niedzielny egzamin, oglądając samouczki. Grzecznie, bo zakneblowana i przywiązana do krzesła niezbyt ma jak rozrabiać... :D Wróci, jak w końcu pojmie to, czego ma się nauczyć, obiecuję!)

Jak już wspomniałem, przez ostatnie kilka lat Włosy Kota przeszły wiele. Farbowanie byliśmy w stanie jeszcze znieść, ale zdarzyło jej się również kilka razy nas rozjaśnić (po nieudanym farbowaniu). Tego, w połączeniu z nieodpowiednią pielęgnacją, nie daliśmy już rady wytrzymać. Patrzyłem z przerażeniem, jak koleżanki i koledzy Włosy zaczynają się rozdwajać czy łamać... Wyobraźcie sobie, że ktoś z Waszych znajomych nagle rozdzielił się na dwoje, albo odłamała mu się ręka. To była prawdziwa trauma! :( Niestety, prośbą czy groźbą, nie udało mi się tego zatrzymać - a że silikony były w dosłownie każdym kosmetyku, problem został wykryty przez Kota dość póżno.

Wy, Ludzie, nosicie w zimę grube kurtki, prawda? Chronicie się w ten sposób przed zimnem. Kiedy pada deszcz, chowacie się pod parasolem, a kiedy świeci słońce - szukacie jakiegoś nakrycia głowy. Dlaczego tak wiele z Was uważa, że my, Włosy, nie zasługujemy na podobną ochronę? My też chcemy taką kurteczkę, która będzie nas chronić przed uszkodzeniami i czynnikami atmosferycznymi! :( Takie kurteczki nie są drogie, są sprzedawane w formie płynnej w małych, uroczych buteleczkach i są łatwe w aplikacji. Mówię tu o kurteczce w formie silikonowego serum do włosów.
Dla przykładu, po lewej widzicie teraz model, którym ostatnio raczyła nas Kicia. :)

GREENelixir Argan Oil przykuło jej uwagę w Biedronce. Było akurat w promocji (chyba w cenie 3,99zł), więc wzięła - nie wiedziała jeszcze, że w konkursie wygrała inne. Tamto wygrane powędrowało na półeczkę oczekujących, a GREENelixir było od tamtego czasu intensywnie testowane. Nakładane po każdym myciu na jeszcze wilgotne Włosy, by ochronić je przed zniszczeniami.

Na pudełku można przeczytać:
"Argan Oil Serum - olejek arganowy jest produktem regeneracyjnym, nawilżającym, chroniącym włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Nadaje połysk, likwiduje matowość. Działa przeciwstarzeniowo, powstrzymuje wolne rodniki, nawilża i napina skórę. Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Wzbogacony o olejek jojoba i słonecznikowy.
Sposób użycia - najlepiej nałożyć olejek na wilgotne włosy, szczególnie na ich końce, nie spłukiwać. Może być również stosowany na suche włosy. Olejek można też dodawać w niewielkiej ilości do farb podczas farbowania włosów, aby zwiększyć połysk i chronić włosy."


Skład:
Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Dimethicone (silikon zmywalny łagodnym detergentem), Dimethiconol (silikon zmywalny łagodnym detergentem), Caprylic/Capric Trigliceryde (natłuszczacz i wygładzacz naturalnego pochodzenia), Parfum(Fragrance) (kompozycja zapachowa), Linalool (składnik kompozycji zapachowej, może uczulać), Limonene (składnik kompozycji zapachowej, może uczulać), Argania Spinosa Kernel Oil (olejek arganowy), Benzophenone 3 (filtr przeciwsłoneczny pochodzenia chemicznego), Simmondsia Chinensis Oil (Simmondsia Chinenses (Jojoba) Seed Oil) (olej jojoba), CI26100 (D&C Red n17) (barwnik), CI47000 (D&C Yellow n11) (barwnik), Butylene Glycol (alkohol o działaniu podobnym do gliceryny, używany jako rozpuszczalnik dla innych skladników), Heliantus Annuus Seed Extract (Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Extract) (wyciąg ze słonecznika), CI61565 (D&C Green 6) (barwnik)

Pewnie zdziwiłyście się, że zaznaczyłem silikony na zielono. To właśnie one tworzą nam nasz ochronny płaszczyk i ich obecność jest w takim kosmetyku wręcz pożądana. W innych kosmetykach byłyby zapewne zaznaczone na czerwono, ale w tym konkretnym przypadku dobrze, że tu są.
Osobiście mam kilka zastrzeżeń do składu. Olejek arganowy jest zaraz po substancji zapachowej (a jak wiemy, tej zazwyczaj nie ma dużo). Zapach jest słodki, dość specyficzny, ale nie w tą złą stronę. Olejek jojoba i wyciąg ze słonecznika są niżej. Jest tu sporo barwników, dodanych tylko po to, by kosmetyk cieszył oczy, ale w przypadku pielęgnacji włosów nie odgrywają one roli. Widywałem lepsze składy...

Nie wspomniałem jeszcze o opakowaniu!
A ono jest po prostu małą, plastikową, przejrzystą buteleczką o pojemności 20ml. Nadruki są dość proste, jednokolorowe, ale estetyczne. Niestety, opakowanie ma swoje wady... Wiecie, ja jako Włos nie posiadam dłoni, ale nieraz słyszałem klnięcie pod nosem, cytuję: "o żesz, znów wylałam zbyt dużo". Uważam, że opakowania takich kosmetyków powinny mieć pompki - w innym wypadku są po prostu niepraktyczne. Niby można przelać nadprogramową ilość z powrotem do buteleczki (albo nałożyć na włosy ryzykując ich obciążenie, o co nietrudno), ale po co, skoro pompka rozwiązałaby problem o wiele lepiej?

Czy Włosy Kota były zadowolone z kosmetyku?
Szczerze mówiąc, opinie są podzielone. Były dni, kiedy efekt działania był świetny - miękkie, ładnie wyglądające Włosy. Były dni, kiedy serum nie robiło kompletnie nic. Kosmetyk mimo tak reklamowanej zawartości dobroci w składzie nie odżywiał zbyt dobrze, właściwości ochronne również spełniał - moim zdaniem - średnio. Osobiście mam nadzieję, że to opakowanie będzie ostatnim. Pamiętam przynajmniej dwa produkty, które spełniały się w swojej roli o wiele lepiej...

Oceniam na 3/6.
A teraz zmiatam, autorka tego bloga powoli uwalnia się z więzów :)

Pozdrawiam w imieniu swoim i Kota! :)
Koci Włos

poniedziałek, 18 listopada 2013

Green Pharmacy - Jedwab w płynie: Serum na łamliwe końcówki

Po długiej nieobecności chciałabym opisać dla Was kosmetyk, którego poszukiwałam długo - a na który udało mi się wreszcie natknąć w jednej z drogerii należących do sieci Rossmann. Jest to specyfik zapewne doskonale Wam znanego rodzaju, a nosi on nazwę "jedwab do włosów".

W największym skrócie - takie preparaty to koktajl silikonów i różnych substancji kondycjonujących mający zabezpieczyć nam końcówki przed różnego rodzaju uszkodzeniami. Nazwa "jedwab" nie zawsze jest trafna - bywa bowiem, że taki preparat wcale nie ma nic wspólnego z proteinami jedwabiu, które według nazwy powinien zawierać. ;)
Na rynku dostępnych jest wiele produktów tego typu - chociażby jedwab Chi, Farouk (który odradzam ze względu na alkohol w składzie - przy dłuższym stosowaniu może nabroić), Marion (który bardzo sobie chwaliłam), a także Green Pharmacy - o którym właśnie będzie ta notka.

Zdjęcie wzięte z Internetu
Jak wspominałam - dłuuugo poszukiwałam tego serum. Zainteresowałam się nim po wielu pozytywnych recenzjach w blogosferze, a że akurat potrzebowałam takiego produktu (moje serum Oriflame Hair-X właśnie się skończyło, choć i tak kończyłam je z bólem...), to postanowiłam poszukać. Nie mogłam go niestety znaleźć w sklepach w swojej rodzinnej miejscowości (co mnie dziwi, bo jednak aż tak mała nie jest) - udało mi się go dorwać przy okazji wyjazdu.

Jak wygląda, widzicie na zdjęciu obok. Przepraszam, że wzięte z Internetu, ale po kilku tygodniach noszenia w torebce serum po prostu nie nadaje się do pokazania. Nadruk z etykietki niestety bardzo łatwo się ściera, i etykietka mojego opakowania serum nie jest już nawet czytelna - i to uważam za pierwszy minus produktu. Kolejnym minusem jest moim zdaniem dziwna nakrętka, która co prawda zabezpiecza pompkę przed przypadkowym naciśnięciem, ale nie chroni przed dostawaniem się do niej zanieczyszczeń (schowajcie kiedyś na szybko do torebki ciastko francuskie, nawet w woreczku...). Plusem jest za to przezroczysta buteleczka o pojemności 30 ml. Widać jak na dłoni, ile produktu jeszcze nam pozostało - bez żadnego rozkręcania opakowań, które niestety zdarzało mi się przy jedwabiach konkurencyjnych firm. Cena - około 10zł.

Co obiecuje nam producent?

"Mocno skoncentrowane serum wygładza końcówki włosów. Chroni je przed rozdwajaniem i uszkodzeniami. Daje jedwabisty efekt na całej długości. Przeznaczone do włosów cienkich delikatnych,łamliwych, wrażliwych, zmęczonych zabiegami fryzjerskimi. Lekka formuła nie obciąża, wzmacnia, a naturalne składniki dają lśniący i zdrowy wygląd. Olejek ryżowy i kameliowy wspiera regenerację uszkodzonej struktury,a ekstrakt aloesu i olejek cedrowy daje włosom nawilżenie. "

Sposób użycia: Rozprowadzić 1-2 kropelki serum na końcówki suchych lub zwilżonych włosów. Nie spłukiwać.

 Co piszczy w składzie?

Cyclopentasiloxane (silikon lotny, odparowujący z włosa), Dimeticonol (silikon łatwo zmywalny łagodnym szamponem, np. Babydream), Olea Europea (Olive) Fruit Oil (oliwa z oliwek), Aloe Barbadensis Extraxt (ekstrakt z aloesu), Oryza Sativa (rice) Germ Oil (olej ryżowy), Camellia Sasanqua (Camellia) Seed Oil (olej kameliowy), Pinus Sibirica Nut Oil (olej cedrowy), Parfum, Limonene , Citronellol ,Geraniol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Farnesol, Amyl Cinnamal.

Jak więc widzicie, skład całkiem przyjemny. Dużo olejków, ekstrakt z aloesu, łagodne silikony, zero parabenów, alkoholu czy SLS. Wrażliwcom radzę jednak uważać m.in. ze względu na Geraniol.
Mimo że skład jest dość przyjazny, tu pojawia się kolejny minus - wbrew nazwie produktu, nie zawiera on protein jedwabiu. Jedwab, który nie zawiera jedwabiu :) Patrząc jednak na to co ma w zamian myślę, że mogę mu to malutkie kłamstwo darować.

Jak spisuje się u mnie?

Dobrze. Powiedziałabym nawet, że bardzo dobrze. Serum jest przezroczyste, dość gęste, o bardzo przyjemnym słodkim zapachu. Bardzo przypadło mi do gustu :) Aplikacja serum jest w zasadzie bezproblemowa - pompka odmierza wystarczającą ilość, należy tylko rozetrzeć w dłoniach i nanieść serum na suche bądź końcówki. Po użyciu tego serum moje włosy są miękkie, wygładzone, i nie wyglądają aż tak strasznie ;) - a odkąd używam go regularnie widzę jakby nieco mniej zniszczeń.  Niezaprzeczalną zaletą tego produktu jest świetny skład za niską cenę, a także brak alkoholu, SLS i innych przykrych niespodzianek.

Czy kupię ponownie?

Zdecydowanie tak. Myślę, że to będzie stały mieszkaniec mojej włosowej kosmetyczki.

A Wy używacie tego serum? Jak sprawdza się u Was? A może znacie inne produkty tego typu które dobrze się spisują?


Pozdrawiam, miau! :)

czwartek, 27 czerwca 2013

Co też piszczy w Kota włosowej kosmetyczce...

...i nie, to na pewno nie mysz :)

W dalszym ciągu nie mam okazji, by ktoś w końcu pomógł mi zrobić zdjęcie moich włosów - więc pomyślałam, że póki tego w końcu nie zrobię, napiszę o produktach do pielęgnacji włosów których właśnie używam :)

Moje włosy nie mają tendencji do przetłuszczania się, więc zwykle myję je co 3-4 dni. Jako że pod wpływem promocji (a przed rozpoczęciem włosomaniactwa) nabyłam aż 4 szampony (Joanny nawet całą linię kosmetyków...) zawierające niestety SLeS, muszę je jakoś wykończyć - więc używam ich do metody kubeczkowej, o której pisałam TU. Rozważam zwyczajne wyrzucenie ich do kosza, bo skóra głowy reaguje... no... średnio :(

No więc, zacznijmy od szamponów:

Szampony



Szampon Joanna Argan Oil (obecnie już na wykończeniu), Szampon Alterra Granat i Aloes
Używane zamiennie, ze względu na zawartość alkoholu w Alterrze (którego należy unikać, jeśli nie chce się ryzykować przesuszenia włosów czy skóry głowy). Warto dodać, że Alterra niestety zawiera organiczny odpowiednik SLeS o nazwie SCS, który jest w zasadzie identyczną substancją... tyle, że pozyskiwaną z kokosa. Alkohol i SCS... bez metody kubeczkowej chyba bym się bała.
Raz na dwa tygodnie używam szamponu Gloria Malwa z Czarną Rzepą, której zdjęcia niestety nigdzie nie mogłam znaleźć :( Ostatnimi czasy kupiłam go w Rossmannie za powalającą cenę 1,99zł.


Odżywka do spłukiwania (d/s)



Odżywka Alterra Granat i Aloes
Na chwilę obecną moja jedyna odżywka d/s, bo odżywka d/s Joanny Argan Oil już mi się skończyła. Trzymam zwykle 15-30 min z nałożoną na głowę reklamówką uformowaną w gustowny turban i owiniętą ręcznikiem, w celu zatrzymania ciepła.

Maski:


Maska Joanna Argan Oil i Alterra Granat i Aloes
Maska Joanny przypadła mi do gustu pomimo zawartości parafiny w składzie, trzymana 30min-60min pod wspomnianym reklamówkowo-ręcznikowym turbanie dawała jakieś rezultaty... ale nie pobije Alterry. Na tą drugą jednak należy uważać ze względu na alkohol wysoko w składzie.


Odżywki bez spłukiwania (b/s)


Dobrałam baaaardzo źle te zdjęcia... niestety, ciężko było i już o takie.
Odżywki Joanna Naturia w wersji z miodem i cytryną dla włosów suchych/zniszczonych oraz z makiem i bawełną dla włosów farbowanych. Dużo częściej używam tej pierwszej, bo w obecnej chwili zależy mi na poprawieniu stanu włosów niż na ochronie koloru. Jedyne co mi przeszkadza to BARDZO rzadka konsystencja. Pamiętam, że kupiłam te odżywki, potem poczytałam skład (na temat czego nie miałam jeszcze pojęcia) i... odstawiłam obie, bo przestraszyłam się Cetyl Alcohol i Cetearyl Alcohol - podczas gdy to samo dobro dla włosów :D Cieszę się że zostałam wyprowadzona z błędu, bo odżywki spisują się świetnie.

Odżywka w sprayu b/s

Dwufazowa Odżywka Joanna Argan Oil w sprayu
Moje włosy polubiły się bardzo z tym psikaczem, mimo że stosowałam go trochę niestandardowo ("włoski, chcecie pić? PSIK" ) i bywało, że nawet codziennie. Przy takim stosowaniu rzecz jasna nieco obciążała mi włosy, ale byłam w stanie jej to wybaczyć ;) Zwłaszcza przez zawartość olejku arganowego, który dla włosów suchych i zniszczonych jest baaardzo dobrym rozwiązaniem.
Nie jestem pewna, czy kupię jeszcze raz, ponieważ moje włosy polubiły się również z innym psikaczem na który przepis podam w jednym z następnych postów :)

Serum na końcówki:

Serum na końcówki Joanna Argan Oil. W składzie widzę, że zawiera silikony z wszystkich grup, więc postępuję z nim raczej ostrożnie. Jest już na totalnym wykończeniu, ale trzeba mu przyznać, że spisywało się ładnie. Nie wiem, czy do niego wrócę.

Olej
Olejek Alterra Brzoza i Pomarańcza - w założeniu mający służyć do walki z cellulitem, ja jednak używam go do olejowania włosów raz-dwa razy w tygodniu, i spisuje się świetnie. No, może czasem troszkę puszy mi włosy, ale nie ma tragedii ;) Jest to mój pierwszy olej, później będę szukała innego.




Podsumowując, na pewno nie jest to zestaw super-hiper-mega-genialny dla moich włosów, ale jestem w trakcie jego ulepszania. Mam niesamowity żal do Rossmanna za to, że za każdym razem kiedy go odwiedzam szampon Babydream (szukam niebieskiego) ginie jak kamień w wodę :D ale w końcu uda mi się go znaleźć. Zastanawiam się też, czy nie lepszym wyjściem dla końcówek byłoby zabezpieczanie ich olejem (malutką ilością) zamiast serum... Cóż, przemyślę.

Pozdrawiam!
 

Rubinowy Kot na tropie pielęgnacji włosów Template by Ipietoon Cute Blog Design