Przyznam się bez bicia, że wracanie do życia idzie mi jak po grudzie. Jestem kompletnie rozkojarzona, roztargniona i sama nie wiem, co jeszcze. Dziś na przykład zamiast wrzucić sweterek do pralki, wrzuciłam go ...do kosza na śmieci. Zorientowałam się dopiero kiedy wynosiłam worek do osiedlowego kontenera. Fajnie to musiało wyglądać, kiedy rozdzierałam pod nim worek z wyraźnym niedowierzaniem na twarzy, ale przynajmniej sweterek nadal jest w moim posiadaniu - zwłaszcza, że bardzo go lubię. Dobrze, że lekcje mam dopiero za tydzień, bo nie wiem czy nie zgubiłabym się po drodze mimo kilku lat podążania tą samą trasą.
Nie, nie jestem zakochana. Po prostu w tym tygodniu wykazuję spore pokrewieństwo do Bridget Jones - wcale bym się nie zdziwiła, gdyby i mi wyszła niebieska zupa.
| Zdjęcie pochodzi z Google.com |
Leżał zapomniany w łazience, czekając na swoją kolej. Mam nadzieję, że nie obrazicie się za zdjęcie z Internetu :(
"Pachnący żel z wyciągiem z mięty i maliny, który orzeźwia i złuszcza skórę. Zapewnia gładkość i pobudzającą dawkę energii" - tyle mówi nam o nim producent, szwedzka firma Oriflame. Pobudzająca dawka energii brzmiała zachęcająco, ponieważ należę raczej do leniwych kotów - gładka skóra również, a że należę do wielbicielek malinowego zapachu... Co tu dużo mówić, skusiłam się. Również ze względu na naturę w nazwie.
Nie pamiętam ile ten żel wtedy kosztował, teraz jednak ceny prezentują się następująco:
250ml = 16,90zł
400ml = 24,90zł
Szybko miałam okazję przekonać się, że ten produkt wygląda na żywo prawie tak, jak w katalogu. Żywa, różowa barwa wyglądała wesoło z plastikowej, przezroczystej butelki, poprzetykana małymi zielonymi kuleczkami które miały odpowiadać za efekt peelingujący - całkiem zachęcająco. Konsystencja była odpowiednia - ani zbyt gęsta, ani zbyt rzadka, przez co żel nie uciekał nam z rąk. Dobrze się pienił. Nie było też problemu z otworzeniem opakowania mokrymi rękoma, ale zdarzyło mi się, że butelka wyślizgnęła mi się z rąk.
| Źródło: Google |
Obiecywane peelingujące granulki są, jednak nie są na tyle ostre i nie ma ich na tyle dużo, by sprawiały kłopoty, więc teoretycznie żel nadaje się do codziennego użytku i nas nie uszkodzi. Powiedziałabym nawet, że jest ich troszkę za mało, ale co kto lubi ;)
Niestety, w trakcie używania zaobserwowałam nieco większe przesuszenie skóry, niż zwykle, i to jest jeden z powodów dla których już do niego nie wrócę.
Pora zajrzeć do składu:
Aqua (woda), Sodium Laureth Sulfate (silny środek myjący), Cocamidopropyl Betaine (środek myjący, łagodzi ewentualne drażniące działanie SLS), Acrylates Copolymer (stabilizator emulsji, wiąże składniki kosmetyku, antystatyk, tworzy też film na skórze), Glycerin (nawilża, łagodzi), Polyethylene (substancja stosowana jako ścierająca zrogowaciały naskórek), Sodium Chloride (sól kuchenna), Jojoba Esters (estry oleju jojoba, działanie stabilizujące i zagęszczające), Parfum (kompozycja zapachowa), Sodium Hydroxide (wodorotlenek sodu, reguluje pH), Sodium Benzoate (konserwant, wrażliwcy uważajcie), Limonene (składnik zapachu, cytrynowy), Hexyl Cinnamal (gliceryna używana jako składnik zapachowy, może uczulać), Propylene Glycol (humektant, ułatwia transport substancji w głąb skóry), Linalool (kolejny składnik zapachu, może uczulać), 2-bromo-2-nitropropane-1, 3-diol (konserwant), Benzyl Salicylate (tu chyba jako substancja zapachowa, ale pochłania też promienie UVB i łagodnie znieczula), Rubus Idaeus Fruit Extract (ekstrakt z maliny), Mentha Aquatica Leaf Extract (ekstrakt z mięty), CI 77288, CI 16035, CI 17200, CI 42090 (barwniki)
| Źródło: Google |
Nie jestem chemikiem. Moje analizy składu opierają się na informacjach, które znajduję w Internecie. Tak czy inaczej, skład średnio pasuje mi do nazwy 'Nature Secrets' i to jest kolejny powód, dla którego więcej tego żelu już nie zakupię. Nie dość, że aż dwa silne detergenty na początku składu, to sporo chemii (fakt że żółtej, ale co do niektórych składników po prostu nie miałam pewności), kompozycja zapachowa dość wysoko, a wspomniane wyciągi z maliny i mięty na samym końcu składu - tuż przed barwnikami. Swoją drogą - wydaje mi się, że polietylen został tu zastosowany w roli zielonych kulek-ścierulek, a ostatnimi czasy w tej formie wzbudził on przerażenie niektórych (afera z bodajże kosmetykami Agafii). Dziewczyny - używałam, żyję. Nie ma powodu do niepokoju :)
Podsumowując:
(+) atrakcyjny wygląd
(+) ładny zapach (do czasu, niestety)
(+) ładny zapach (do czasu, niestety)
(+) ścierające drobinki
(+) niewygórowana cena
(+) niewygórowana cena
(-) SKŁAD niewiele mający wspólnego z naturą
(-) za mała ilość ścierających drobinek
(-) przesuszona skóra po użyciu
(-) przesuszona skóra po użyciu
(-) bardzo intensywny zapach który może przeszkadzać
2,5/5. Nie kupię więcej.
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!














